Photoblog.pl

Załóż konto

Od miłości do nienawiści

Od miłości do nienawiści

Tą bardzo cienką granicę dostrzegam pod lupą spraw 

których jest moc, najbliżej moneta obustronna 

ze wszystkich eufemizmów pasuje spośród podstaw 

do oceny sytuacji, w której to tak znowu kąsa 

 

Od miłości do nienawiści jak od reszki do orła 

bo wciąż mam je na myśli - tak od biedy pozostaw 

i ocal rychło jedna z drugą mnie na przyszłość 

nie dlatego, że zasługą mą jest to, że nam nie wyszło 

 

W zwykłych relacjach też podupadłyście 

ciosem szybkim znienacka mnie znowu na wyjście 

z mego wnętrza swym chamstwem jak rzecz potraktowałyście 

więc bądź grzeczna tym razem dla mnie, bo zachowam wszystkie 

 

Rzecz jasna te razy - lub cięgi, jak kto woli - zapamiętam 

bo nie wpadacie w nawyk tudzież zwyczaj karkołomnych napraw w ten czas 

gdy tak bardzo mnie zmuszacie do nienawiści 

by w swych emocjach ukradkiem pożegnać myśli 

 

Karkołomnych, bo musiałem się do waszego poziomu cofnąć 

a lepiej było się od niektórych z was po prostu odciąć 

tak właśnie zrobię, bo nienawiść szybko zniewala głowę otwartą 

a zawsze słowem mogę zabić tych, co mnie jak zaskroniec kąsają 

 

A już naprawdę nie chcę tego więcej robić 

dlatego ten wiersz, bo pragnę swe serce miłością zdobić 

niech puenta jak pomnik nomen omen po mnie zostanie: 

Kochaj i rozwijaj się w tym, by podnieść swoje morale!

Życiowy śpioch

Życiowy śpioch

Ja się tego wcale nie wstydzę, a wręcz dobrze mi z tym 

że życie całe gdzieś spłynie, a pamięć powie mi bym 

przestał swoje plany stosować znowu w formie obietnicy 

i niedokonanych dokonań, by niczym popiół z popielniczki 

spłonąć na starcie, gdy z ukrytych barier wgłąb mnie zliczyć 

dam radę te wszystkie okazje, które doraźnie słowem w ciszy 

przelałbym dawniej na papier - po prostu poprzez ich wpływ 

na mnie, zdałem sobie sprawę, że koniec końców coś mnie zniszczy 

 

A w zasadzie mój zapał - by sił nabrać dopiero we śnie 

i tam wśród działań znaleźć swoje miejsce 

Zawsze mogę więcej zechcieć, by to napotkane szczęście 

wziąść w całości, ogarniając po horyzont całą przestrzeń 

 

Taki właśnie jestem, i nic się nie zmienia u mnie pod tym względem 

dalej sięgnę i wezmę to, co w matrixie jest niebieskie 

Żyję przecież w iluzji swych snów i z nich czerpię to, co jest piękne 

by jako życiowy śpioch, po pracy, snu chcieć jeszcze

Mniłchas - idea wiecznego singla

Mniłchas - idea wiecznego singla

Nawet będąc w związkach, naczelną zasadą constans 

z samym sobą - tak by co noc się kłaść i powstać 

z samego rana - dlatego działa tak na mnie rozbrat 

między tym jaki jestem, a tym jaki mam być w ich oczach 

 

Obraz codzienności z nimi zaburzał we mnie od lat 

wewnętrzny spokój, jaki daje matka natura co dnia 

Jestem tym w opór zmęczony na samą myśl o tym, bo znam 

samego siebie - choć gdy nadszedł koniec - mogłem nowy początek poznać 

 

To czym dla mnie bodziec był, by w tym trwać 

jest jak rozejm z sobą, by na nowo wygrywać 

przy czym sam szykując się na powolny wymarsz 

z drogi, która mnie trzymała w ryzach, chciałem ciągnąć to, by wytrwać 

 

Tylko po to, by z tych wspomnień stworzyć coś własnego 

i natchnąć innych, że przecież można dopłynąć na region 

swojej podświadomości - i trafić w sedno, gdzie w ego siła 

bo to właśnie Mniłchas ideą wiecznego singla...

 

 

 

 

 

 

... Zmierzając do clou:

 

M  - Miłością 

N  - Nakieruj 

I   - Impuls 

Ł  - Łączności 

C  - Człowieczej 

H - Hojnie 

A - Aczkolwiek 

S - Samemu

Czas sobie odpuścić

Czas sobie odpuścić

"Od nasycenia po wypalenie i narodzenie jedno z licznych 

śledzę każde wydarzenie, by zapomnienie w sedno ziścić 

lecz zapomnieć się nie da, choć wybaczyć można wszystkim wszystko 

więc gdy wpadniesz w letarg, wciel w etap odpuszczenie sobie krzywd tych szybko"

 

List

List

Zagościłaś w mym sercu, bo chciałaś bym Cię poczuł 

jak roślina wyschnie znów, to zaraz spłynie z oczu 

to czym wypełniasz je, od kiedy gościsz we mnie 

po czym sny spełniasz w dzień od biedy swoim pięknem 

 

Byłem i nadal jestem, jak ta roślina w suszę 

żyję i działam, lecz chcę zaznać choćby smaku muśnięć 

czyli namiastki tlenu z gorącym uczuciem w parze 

bym dziś nakarmił ten mój wciąż oschły budulec marzeń 

 

Zbuduję zasięg jak dawniej tym, czym teraz zrujnuje czas ten 

na napisanie po czasie odważnej sentencji w prawdzie 

Spróbuję zatem: szukam Cię, lecz nie mogę znaleźć 

ukaż się, bym wgląd miał gdzie ukradkiem wtargniesz 

 

Lecz i tak obawiam się, że Cię nie znajdę w całości 

co najwyżej w namiastce wśród ludzi u których zagości 

taka sama potrzeba - bym dostrzegł Cię w marzeniach 

po to by urzeczywistnić to, na co mi pozwala nadzieja 

 

Więc jeżeli Ciebie już nie ma, to nie chcę bez niej umierać 

dlatego mnie tak bardzo uwiera pustka, w której znów czekam 

obecnie wśród lat, a być może również wśród dekad 

na to bym biegał - bo bez Ciebie mogę tylko tu pełzać

 

Chcę przez ten list ujrzeć Twój pejzaż tu i teraz 

by poczuć multum szczęścia i mógł już wrócić z wszechmiar 

w jednym kawałku z miejsc tak odległych gdzie Cię szukałem 

gdy swe złamane serce w kawałkach dawać im znów chciałem 

 

Im, czyli właśnie Tobie w Twej jak najpiękniejszej odsłonie 

wśród tylu kobiet, przez które ciągle wierzę w swój rozejm 

z samym sobą, tak by odtąd wtłoczyć mógł we mnie 

cały kolor gwiazdy obłok - tak w nocy, jak i we dnie...

Coś jak depresja z letargiem

Coś jak depresja z letargiem

Jestem w takim stanie, że jest mi tym łatwiej nanieść 

to wszystko co mam teraz w planie, póki mi nie szwankuje pamięć 

obecnie przypuszczam że to morze łez z czasem da chęć 

do tego by uznać że z korzeniem wyrwę chorobę, której brakuje manier 

 

Bo to chyba właśnie przez Nią co jakiś czas płaczę 

próbując się podnosić za każdym razem, gdy w porę nie wstanę 

a jak już się poruszę, to z wzruszeń obudzę to co zaniedbane 

by się w końcu położyć, gdy zrozumiem że wcale tak nie chciałem 

 

W tej chwili piszę ten wiersz trochę tak, jakbym się żegnał 

zanikła we mnie chęć by sobie obiecać tak liczne przejścia 

oraz drogi, które mnie inspirują do napisania wiersza 

lub by poznać z mnogich wnętrz namiastkę siebie, i na lepsze się zmieniać 

 

Wszystko przejęła rutyna, która stanowi przepaść 

ona się ukrywa jak covid w klimacie wojny teraz 

a ja napotykając na czeluść, odnajdę się w snach przeważnie 

robiąc sobie na przekór - to coś jak depresja z letargiem 

 

Nieważne jak to określić, ważne że motywacja z inicjatywą 

już nie planują niespodziewanych u mnie odwiedzin 

było mi lepiej dotykać spraw czyichś na żywo 

aniżeli teraz, gdy czuję się nikomu niepotrzebny...

Kac moralny

Kac moralny

Od jakiegoś już czasu coś we mnie umiera 

to mnie martwi w trójnasób, bo ponad tydzień się zbieram 

do tego by cokolwiek napisać, lecz mi się udziela 

nastrój, w którym granica sprawia, że się nie chcę już zmieniać 

 

Zaczyna mi chyba mocno ciążyć ta trzydziestka 

która oddala choćby namiastkę chęci na zwycięstwa 

rzecz jasna z samym sobą, a góra coraz bardziej się wypiętrza 

na którą wchodziłem dotąd - nie mam już chęci by być gdzieś tam 

 

Właściwie sam już nie wiem dotąd prowadzi horyzont 

wolę odpocząć niż wdrapywać się ciągle do nikąd 

tym bardziej że w pojedynkę się dzieje to wszystko 

teraz się rozejrzę czy ktoś nie nadchodzi skądinąd 

 

Doszedłem do tego, że od szlachetnych kamieni 

wybieram tańszy zamiennik, niekoniecznie ze srebra 

bo to wszystko co mnie spotyka tutaj na ziemi 

nie ma znaczenia, gdy przede mną jest wszechświat 

 

I tak jest podejrzewam z każdym - ten kac moralny 

związany z przemijaniem dopada w ten czas odważnych 

tak samo jak i tych biernych - bo nasz żywot niby coś znaczy 

ale tylko dla garstki tych przyjemnych chwil i postaci

Cisi

Cisi

Chcę dołączyć do Was, jednocześnie żyjąc pełnią życia 

mimo że zło toczy coraz szersze kręgi z ukrycia 

a w zasadzie jest na piedestale nie od dzisiaj 

tylko od dawna dawien - lecz mnie mimo to nie struł ten życia liszaj 

 

Najmniej o Was wiadomo - właśnie to mnie pcha w wasze kręgi 

uczę się od lat żyć na nowo, bo chcę na zawsze skreślić 

cały stracony czas za sobą - okiełznać dawne lęki 

związane z namową kogoś, bym ciągle starał się wielbić 

jeszcze bardziej i jak najmocniej czyjeś kompleksy 

nie wiem nawet kim byłem ja dla kobiet z tychże obietnic 

ale wiem czego pragnę - aby kiedyś znaleźć i mieć pewność 

że zapewne go znajdę - czyli bezpieczny rejon przez ciemność

 

Posiądziecie kiedyś ziemię na własność, więc jest Wam łatwiej 

ja chcę tylko wiedzieć tak bardzo: Czy jeszcze mam szansę? 

Czy będzie mi dane - będąc niczym - w namiastce chociaż ochłonąć? 

Czy mam już dziś iść tak jak zawsze, gdy Cisi z czoła pot otrą?

 

Przecież ja drodzy Cisi chcę być tylko jednym z Was 

wyszło mi na korzyść zbierać nić i przeżyć, by zakopać przeszły czas 

Muszę tylko przez to życie obficie wciąż dreptać 

by już jako jeden z Was przejść przez nie po nitce do kłębka

Uchwycony Strumień Myśli #3

Uchwycony Strumień Myśli #3

Rzekomo gorszące chwile dla ogółu, są najpiękniejszymi chwilami dla jednostki...

Ależ tu grafomanią trąci... ;)

Ależ tu grafomanią trąci... ;)

Wstałem rano - szklankę z kawą napierając piję 

ale jak ją z czasem kładąc na ten chaos i chlew 

zamierzając nanieść jakość na wers albo i wiersz 

pamiętam wciąż - zawsze sprawdź co za tekst na złość piszesz 

 

A czemu na złość? A bo od dziś mam z tym problem 

Ależ tu grafomanią trąci... - jak z tych wspomnień 

znaleźć zbiór, albo patos choćby? - każdy człowiek 

na przekór da coś z karkołomnych dawnych podniet 

 

Chociażby w postaci myśli złotej prawdy odmęt; 

To ważny, choć barwny wyścig z momentalnych dążeń 

do spraw tych, co karmisz nimi swoje wady poprzez 

wciąż znany logarytm z chwil tych, co je nazbyt pojmiesz 

 

I zarazem nie potrafisz zliczyć tych, co Ci uciekły 

bo kładziesz nacisk na błędy z chwil już nieobecnych 

A te co przeminęły bez udziału 

twej wiedzy o nich, wtem 

zwalasz na brak weny bez ustanku, 

więc mendzisz po dziś dzień 

 

Zatem nadejdź weno, bo już nie mam o czym pisać 

niech stanie się przełom i wyjdzie ze mnie optymista 

chyba że zacznę tworzyć coś od teraz bez weny wgłąb 

czyli zamknę oczy, by dojść do sedna z bezbłędnych form

To mój stały rytuał

To mój stały rytuał

Musiałem powrócić, bo jednak tydzień bez wiersza 

w pułapkę obróci coś - lecz ja myślę, że przerwa 

dobrze mi zrobiła - przede wszystkim odetchnąłem znów 

potem znikąd siła w pędzie przyćmi, co przeszłość wie już 

 

To mój stały rytuał - bez niego me życie jest nudne 

pomór słabych wysłucha, lecz przez to wierzyciele sumień 

się odzywają częściej niż często, w dobie głuchej pustki 

swe oczy karmią mięsem, by jeść to, co zje żuczek z kulki 

 

Dlatego musiałem powrócić, bo nie chcę hodować larw 

w postaci kuli, którą toczę od codziennych spraw 

rozbijam ją wierszem, by mogła eksplodować 

i zanim urośnie, w trakcie tworzenia ją zniszczę od nowa 

 

Tak to musi działać, żebym już nie wariował 

szarość studzi zapał, więc przymusem zachowań 

ludzi dobrych i przyzwoitych, jest słuchać szybko swego wnętrza 

i wzbudzić coś, by z licznych komityw chcieć współgrać tylko z rzeszą szczęścia

Falstart

Falstart

Nie sądziłem, że będę jeszcze tego potrzebował 

gdzieś błądziłem w swej wierze, że przecież to pojmie głowa 

Zeszło ciśnienie ze mnie w pędzie przez to ciągłe: Kocham! 

lecz możliwe, że w błędzie jestem, wierząc wciąż, że romans 

jest ogniwem - lekiem w bezsensie jest - choć polec można 

w tej gonitwie niebezpiecznie - lecz zewsząd - poprzez obraz 

z mej głowy, jest dzień w dzień stres, że gdzieś wewnątrz spłonę, bo brak 

Jej ciągłych łez - gdzieniegdzie chce przedzierzgnąć coś bez końca 

przez wgląd mych przejść bezwzględnie - więc chcę jeno podziękować 

że wgłąb tych jestestw, jest fest szelest - pełno monet z konta 

Chcę od dziś pewnie przed siebie gdzieś hen wprost dojść, nie błąkać 

się, bo czym jest pęd ten we mgle? - jest tłem do wspomnień ofiar 

pędzonych gniewem, gdzie zniesiesz ten miesiąc wciąż bez słowa?! 

Przeszłość i miękkie serce będzie przez to wzorcem od lat... 

Więc chodź i przenieś swe wnętrze w ten rejon, co jest constans 

niech to przyniesie szczęście wreszcie - więc ochroń ten obszar! 

 

...

 

Przez wzgląd na powyższe, pozwoliłem sobie na ten falstart 

Przeszłości na pohybel, bo rozliczne Tobie dać znienacka 

chciałem pocałunki z bliskością i ciepłem, lecz Twe zatęchłe racje 

nie pozwalają tego robić jeszcze na pierwszej randce

Liryczny Bełt

Liryczny Bełt

Lekarz jest od farmakologii, a uzdrowienie siebie to już przecież moja rzecz.

 

L - Ludzie 

E - Ewoluując 

K - Kontrolują 

A - Agresję, 

R - Rozmnażając 

Z - Zawiłą 

 

J - Jestestwa 

E - Elokwencję. 

S - Swoje 

T - Trwożne 

 

O - Obiekcje 

D - Dotyczące 

 

F - Fałszu, 

A - Analogicznie 

R - Rozwijają 

M - Manifestując 

A - Asumpt 

K - Kontroli 

O - Osobistej 

L - Liczenia 

O - Okolicznych 

G - Głazów. 

I - Ilekroć 

I - Inicjatywą 

 

A - Adekwatnie 

 

U - Unormują 

Z - Zasób 

D - Dawkowania 

R - Razów, 

O - Odetchną 

W - Wewnętrznie 

I - Idąc 

E - Energicznie 

N - Naprzód. 

I - Impasu 

E - Energii 

 

S - Swojej, 

I - Impetem 

E - Empatii 

B - Bronię, 

I - Idąc 

E - Ewidentnie 

 

T - Torem 

O - Oczyszczenia. 

 

J - Jednakże 

U - Umysł 

Ż - Żąda 

 

P - Pocieszenia, 

R - Rozwoju 

Z - Zmysłów, 

E - Emanacji 

C - Człowieczeństwa. 

I - Ideałów 

E - Ekpresji 

Ż - Życiowych 

 

M - Momentów 

O - Okazywanych 

J - Jeno 

A - Adaptacją 

 

R - Rozmarzenia 

Z - Zanikającego 

E - Etosu 

C - Codziennego 

Z - Znaczenia.

WiO - Woda i Ogień

WiO - Woda i Ogień

W tym wypadku odczuwam, że przejścia uszlachetniają 

bo gdy trzymałem głowę wciąż w chmurach, piedestał znów miał dekalog 

złożony ze sztywnych reguł, by w czasie biegu życia je łamiąc 

budować z przyszłych przeszkód vademecum i nabierając 

siebie ponownie na jakąkolwiek naleciałość 

z przewagą tego co dobre, odzyskać formę by najpierw ciało 

oczyszczone z pijaństwa i szlugów z czasem wstało 

Mówiące potem: oczyść głowę i zaznaj tych cudów, by znaleźć światło 

 

Pisząc o świetle tutaj - mam na myśli coś na kształt nadziei 

by dogłębnie cuda zaraz wyśnić, które można zamienić 

będąc na jawie w dobro i piękno tu podczas spraw ziemskich; 

pędząc w banale ponownych przejść, wciąż móc poznawać się w nich 

 

A temu co jest nie dla mnie, hurtem wykrzyknąć: WiO! 

Z zastępów odniesień, najpierw z bólem przywyknąć wgłąb 

musiałem, ale już to nie jest takie trudne, gdy czyniąc coś 

znów wstaję - a ten ból, co we mnie zawsze skutkiem - z przyczyną wciąż 

ma więcej wspólnego, przy czym nowo powstały problem 

odważnym krokiem dla tego, kto mówi: 

Odnajdź dziś w sobie 

harmonię, z dala 

od dam i kobiet 

w swym życiu 

bo to przecież jest jak...Woda i Ogień...

Z sentymentami na śmietnik

Z sentymentami na śmietnik

Nic się pod tym względem w ludziach nie zmienia 

każdy w pędzie szuka szczęścia, by mu rzec: Do widzenia! 

Tak bardzo głodny miłości niestety na starcie przegra 

gdy wspomniane szczęście w drugim człowieku rzeknie ozięble: Żegnam! 

 

Jest tak i ze mną, gdy na to wszystko patrzę już na zimno 

zestawić ciemność z wyraźną fikcją w parze i upaść nisko 

kończy się zawsze znakiem równości na minus; 

Bo czym te błazenadę w czułości mam wyczuć?! 

 

Przecież od zawsze pod tym względem jestem sobą 

szepnę odważnie miłe słowo, po czym w pędzie biegnę obok 

szansy, która ze zwycięstwa w żyłach tętni 

do chwili, gdy mam iść z buta z sentymentami na śmietnik 

 

Wtedy zaczynam rozumieć, że tu nie pasuję 

ten zbyt barwny czas wokół mnie chcę już przegnać tudzież 

rodząc się na nowo, unikać tego co nie jest dla mnie 

a to co jest nad głową - wśród tych spraw często wgłąb siebie znajdę