Photoblog.pl

Załóż konto

...przez żółte okulary

...przez żółte okulary

Napawać optymizmem jest dobrze, by żyć jakoś 

to naprawia wewnętrzny głos, gdy milknie - by podnieść wytrzymałość 

bez tego głosu szarość przytłacza, tudzież otumani 

wszystkich tych, którzy nie zerkają na świat przez żółte okulary 

 

To też jest napęd schowanych ludzi po domach 

którzy za kierunek obrany w życiu mają wroga 

tak by go wciąż obserwować, by nawet w tłumie go ubarwić 

zwykłym jadem, by pluć na nich przez żółte okulary 

 

Bo tych wrogów jest więcej - lecz by ubarwić wnętrze 

potrzeba czasu, by świeża tapeta w nim zżółkła z wiekiem 

wyleczyć starość we wnętrzu można, gdy mózg jest oszukany 

niejako w przededniu barwą słońca, patrząc przez żółte okulary 

 

Ku przestrodze, ostrzegać przed zagrożeniem 

też może zapobiegliwy tłum - tych podatnych na schorzenie 

najczęściej właśnie przez nich człowiek znów jest pobudzany 

bo gdy tylko przejrzy na oczy, to na to już nie spojrzy przez żółte okulary

Desperacka chęć bycia zauważonym

Desperacka chęć bycia zauważonym

Oddaję w tym wierszu to, co wam towarzyszy 

począwszy od braku sensu w życiu coraz szybszym 

po permanentne poczucie osamotnienia podczas ciszy 

a skończywszy na biedzie i zimnie tak dokuczliwym 

 

Nie szukam przyczyn, dlaczego znaleźliście się na dnie 

a jeśli nawet przez wódę, to nie oceniam tego - tym bardziej 

że z wyższym kierunkiem waszych działań w życiu 

podczas upadku mknie z bólem napływ już za dnia w piciu 

zwyczajnej chęci, by zapomnieć po prostu o nim 

Choć wasza desperacka chęć bycia zauważonym 

niewiele daje, tym bardziej że działacie co dzień jako anonim 

to jest mi was żal tak zwyczajnie - zwłaszcza gdy macie zwyczaj wzrokiem nas gonić 

 

Nie czuć jest najgorzej - odczuwacie to będąc na głodzie 

pozostawieni na lodzie w tym waszym straszliwym smrodzie 

Nie próbując nawet dociec, jak znosicie ten obłęd 

bycia bezdomnym, życzę wam, aby te pieniądze 

które dostajecie w postaci nędznych groszy 

nie zhańbiły was do reszty, tak by wasz niemy okrzyk 

choćby po śmierci wzbudził emocje - aby wasze przez łzy oczy 

tak szkliste, mogły docenić tłumy przekorne, jak zdychacie nieprzytomni...

Uniwersalna odezwa do Eks

Uniwersalna odezwa do Eks

Los sprawił, że mogliśmy na siebie trafić 

i raz się w tej relacji bawić, a innym razem się ranić 

Gdy tamtejszy czas nas omamił, nie wiedzieliśmy czym jest zawiść 

lecz już wiemy czym jest blamaż, bo serce sporadycznie krwawi 

 

Lecz to, że się nam nie udało, wcale nie oznacza straty 

Dzięki Tobie - mimo pieniędzy, których jest mało - nie poprzestanę na tym 

Albowiem to co nam było dane wówczas, to jest to niekłamany zaszczyt 

gdy myśli wywołane w smutkach, przynoszą szczęścia łzawy zastrzyk 

 

Bo nawet nie wiesz jak bardzo chcę Ci podziękować 

za nasze wspólne chwile - by już osobno zacząć od nowa 

Życzę Ci jak najlepiej, gdyż mego serca połowa przecież 

i tak na zawsze należy do Ciebie, iż zerkam wgłąb coraz częściej 

 

I po prostu widzę jak wiele jest we mnie zbudowane 

dzięki osobie w tamtym czasie przeze mnie tak ukochanej 

I choć nie jest nam dane już mówić do siebie: Kochanie! 

zostało mi piękne znamię - nie ma już mowy o ranie 

 

Przez wzgląd na to co dawne, pamiętaj o mnie tym razem 

choćby w połowie z taką miłością jak ja w obecnym czasie 

A ten wiersz dedykuję Tobie właśnie: Niech wspólnych myśli zasięg 

z rzadka krąży wokół jednej z naszych najpiękniejszych bajek

Umowa o pracę

Umowa o pracę

W każdej relacji, z której powstanie damsko - męski związek 

jest sojusz z negacji po czasie, mimo narkolepsji ciągłej 

Bo obu stronom się zdarzają w tym stanie napady snu 

a odrzutową dawkę hormonów szczęścia na stały grunt 

wdrażają sobie niejako podskórnie, by potem czerpać 

rzecz jasna z siebie nie jako konsument, tylko złym słowem szeptać 

że mają dość układu, z którego nie można się wymiksować 

by już sam głos sprawił, że i tak będą się przez trzy dni kochać 

 

Krótko mówiąc, nie trudno w czymś takim o zgubę 

bo z pięknego, ludzkiego wnętrza zostaje już tylko brudne i obskórne 

miejsce zwane norą, skorą do nienawistnych posunięć 

by z samym sobą non stop w gronie najbliższych obumrzeć 

 

A to dlatego, że wmawiana miłość przez nią z płaczem 

miała skutkować w domyśle cichą pieśnią na cześć 

własnego triumfu - że dał się nabrać nieboraczek 

gdy mu kadzę do słuchu, jaki jest z niego facet 

 

Obie strony to traktują jak umowę o pracę 

a ich frontem robót jest patrzeć cudownie, jak w obrazek 

na obiekt tymczasowych westchnień - nie zapominając przy tym o obowiązkach 

że mam pozwalać dzień w dzień, by mnie non stop kochał

Błazen

Błazen

Wychodzi przed szereg wtedy, gdy nie potrzeba 

do tego daje spod siebie wentyl i płynie do nieba 

Tym wentylem przepłynie swe życie w rzece absurdu 

do tego jeszcze zasób swój bezwstydnie piętrzyć chcę na umór 

 

Zasług znów zbiera multum w sposób bezczelny i na gwałt 

przypisując je sobie - jednak nim doniósł bez ściemy ich nadmiar 

komu trzeba - w ferworze z godnością się pożegna, by na wspak 

się na nią powoływać, mając już skurwielstwo w synapsach 

 

Za to rozdaje pod zastaw innym obciach z przypałem 

by potem jak oprawca wysysać z nich co dnia życia pęd 

Chyba dlatego jest on zawsze głośno, gdy cisza wokół 

niego nadaje non stop, po to by dygnitarz odwlókł 

poziom żenady w czasie melodyjnej ciszy znowu 

i tak w koło - pozostawiając po sobie istny pomór 

 

Ja to obserwuję, lecz działa mi na nerwy ten błazen 

który rozdaje mimowolnie swój pakiet w zestawie 

z rozgoryczeniem i frustracją w rękawie 

bo nazajutrz już mu szwankuje pamięć w swej sprawie

Przyczyna wszystkiego

Przyczyna wszystkiego

Na wstępie zapytam: Czy naprawdę musi tak być? 

Każdego z nas ludzi przecież zbudzi zastrzyk 

który jest przyczyną wszystkiego wśród tych marnych 

jak i doskonałych na co dzień, by zacząć zapowiedź kłamstw tych 

dzięki którym chcą ukryć jedni i drudzy prawdy 

o sobie samych - że myślą w kółko o tym samym 

 

Wystarczy wpaść w zachwyt nad kimś kto zakrył własnym 

bufetem i zapleczem pokaźnym zaspy 

które ich dzielą, lecz jest to naturalny imperatyw 

by wejść w rejon jak dotąd im nieznany 

 

Ale jak już podupczą, to zaciskają tą uprząż 

wierząc w to jutro sprzed chwili obiecane pod lupą 

słodkich spojrzeń i głupot wypowiadanych na ucho 

by potem uszło na sucho rozprawienie się z jej dupą 

 

To samo w drugą stronę - im bardziej powiększa się portfel 

tym częściej wam obu zaczyna chodzić o pieniądze 

lecz co innego dowieźć miłości rzekomej przez spodnie 

a co innego mieć tą forsę w garści i majtki przez to mokre 

 

Przyczyna wszystkiego i tak jest bardziej złożona 

i zarazem przez to tak bardzo prymitywna 

Zawsze chodzi o seks - więc łaskawie zabierz kondoma 

i naciesz od dziś głowę, gdy chce Ci ona nago sczyścić hydrant 

 

Finał i tak zapoczątkuje równię pochyłą w dół 

dzięki której runie prędzej czy później to wszystko znów 

Odżyło we mnie poczucie skądinąd już 

że można żyć bez tego - wystarczy robić swoje pomimo burz

Nuda

Nuda

Gdy mnie wypełnia, to czuję że jest mi z nią dobrze 

i mniemam że wciąż umiem się cieszyć chwilą i oprzeć 

się na jej ramieniu, by uniknąć ludzkich spojrzeń 

a u jej boku mam chęć znów syf minąć, by ucichł w moment 

ten rzekomy pierdolec, gdy się tylko pojawi 

jestem skory rzec co jest i w czym rzecz by to obalić 

 

Otóż, to nie za jej sprawą ogarnia ludzi frustracja 

tylko zwyczajnie się mamią by ponawiać tu dziś ów banał 

bo akurat na to jest przyzwolenie od dawna 

by nawarstwiać problem zamiast go szybko przenieść do szamba 

 

Najlepiej ją w sobie samym czym prędzej oswajać 

bo im gorzej wstać dziś, tym lepiej powstawać 

mając tą świadomość że z nią spędzasz mnóstwo czasu 

Więc droga nudo! zamiast wołać na pomoc, chcę wciąż czekać - czując asumpt

ZUL - Zapomniany Urok Listopada

ZUL - Zapomniany Urok Listopada

Od zawsze ten miesiąc dla mnie, wypełnia jeszcze bardziej 

moją aurę, gdy tak leżąc na kanapie z pustką pozostaje 

bo zostanie z nią w tym czasie nie boli tak strasznie 

jak choćby pięknym latem, gdy żyję z nią w niewoli naprawdę 

 

Nazywam ją w listopadzie zwyczajnie - po prostu ZUL 

który działa jak skuteczna tabletka na jakikolwiek ból 

przez który niekiedy jesteśmy zmuszeni odgrywać jedną z ról 

w świecie dorosłych ludzi z psychiką rozrąbaną na wiór 

A ja chcę podejść do tego zupełnie inaczej niż tłum 

który twierdzi, że tylko w tym miesiącu jest tak wielki dół 

Ja w tym dole wolę się schować by zregenerować swój 

barwny nomen omen pęd do zmian i przezeń sens w słowach znów 

odnajdywać co dnia - bo Zapomniany Urok Listopada 

przez niektórych to zbrodnia - najlepiej znowu gadać 

że jest tym większa monotonia, im bardziej dopada 

cię w tym miesiącu coś, co dla mnie działa jak lek i pomaga 

 

Mianowicie, w tym miesiącu czuję największą ulgę w głowie 

że malkontent akurat wtedy na pewno już nie powie 

o tym jak narzekanie samo w sobie daje mu radochę 

by obrzydzić każdy miesiąc, aczkolwiek jeżeli chodzi o mnie, to w tym momencie zapoczątkuję koniec

 

Lubię listopad, bo to jest czas w którym me serce bije wolniej 

I nawet gdy gdzieś wychodzę, to nie ma tych wszystkich ludzi koło mnie 

którzy każą oprzytomnieć, bo ich życiowym motorem 

jest gonić co dzień tych wszystkich, którym to idzie z mozołem

Nie walczę z wiatrakami

Nie walczę z wiatrakami

Odkąd zacząłem się leczyć na nerwicę natręctw 

nie widzę żadnej potrzeby, by szerzyć nieprawdę 

która tętni werbalnie z ludzi przez impet zdarzeń 

wolę sam się obudzić i rozwijać swe życie w prawdzie 

 

Lepiej analogicznie - w upał - polubić się z wiatrakiem 

niż wmawiać obficie sobie i innym głupstwa miałkie 

że moje ciało jest podatne na szereg chorób 

które płyną z wiatrem - Ja cedzę: Odpuść! 

 

Żyje się tylko raz, a ja nie chcę świata zmieniać w pojedynkę 

jak chcesz to działaj wtedy, gdy coś zmienić chcesz 

ale z umiarem i najlepiej w sobie samym - więc posiedź chwilkę 

póki nie upadłeś na glebę gdy w swoje rany wciąż wierzyłeś 

 

A raczej w ich sens - Ja już wiem - nie walczę z wiatrakami 

bo to jest wstrętne jak bardzo hańba plami 

moje wnętrze, gdy często w życiu przez złość zwałem czarnym białe 

i na odwrót - ja bez egzorcyzmów przeszłość trwale zarzygałem

Ławka

Ławka

Jak zaczynam myśleć, o tym wszystkim co przeszłe 

to zwyczajnie mi się zbiera na płacz 

wtedy trudno jest mi po prostu podnieść się 

i na przekór wszystkiemu dźwignąć siebie za wszarz 

 

...

 

...Tyle na wstępie, bo żyję tam, gdzie jest bajecznie 

ale we mnie zwyciężają częściej jeszcze tamtejsze 

zapiekłe chwile, tworzące nieprzyjemne zaplecze 

które tak jak dziś, wychodzą w nieodpowiednim momencie 

 

A wystarczyłoby żyć jak typowy typ - myślę sobie czasem 

żyć bez podniet z dnia na dzień, bez tej przeczulicy na piękno 

bym za piekło miał tylko, zaniechane w konfesjonale 

wyzwawanie tego wszystkiego, co się zebrało przez miesiąc...

 

...

 

...Po czym odzywa się we mnie to, czym tak niechętnie 

wciąż rzygam 

bo zbrzydła mi wewnętrznie we mnie chęć 

by sączyć dalej bezkres jadu z chorych tam - bezwiednie oschłych 

wolę oczy od przywar przetrzeć 

więc chodź i patrz przed siebie 

od dzisiaj 

 

Tak sobie powtarzam zawsze wtedy gdy mam doła 

zamiast dostawać fioła, wolę się pobawić w wierszokletę 

wyjrzę przez okno i wszystko jasne - dalej jest ławka, oraz 

razem z Nią poczucie, że jak dotąd każdy morał kończy się happy-endem :)

Mrok piwnic jego domem

Mrok piwnic jego domem

Odciął się od wszystkiego żyjąc w pojedynkę 

maszerował po ścianie w harmonii i zgodzie z tynkiem 

jedyne czego chciał to żeby go tam nikt nie znalazł 

nie zdołał go nikt zrozumieć, więc musiał uciec od wszystkich naraz 

 

Zastanawia mnie tylko, czy tak nie będzie ze mną kiedyś 

zostanę sam i będę musiał uciec gdzieś od biedy 

dopóki żyją krewni mam dla kogo żyć - nawet na biegu 

ale czy znajdę siłę by dać radę samemu?! 

 

Ten niepozorny pająk dał mi do myślenia 

że czasem potrzeba wiele, by nikt nie wiedział o pewnych istnieniach 

jemu to było potrzebne by uciec gdzieś w mrok 

lecz czy ja również mam w sobie w razie czego tę umiejętność? 

 

Mrok tych zatęchłych piwnic okazał się jego domem 

i tu jest dla mnie kolejna ważna lekcja 

Gdy człowiek szuka spokoju, to musi przejść przez obłęd 

a tylko nielicznym jest dane tak naprawdę zaznać szczęścia 

Jajo

Jajo

Przechodzą mi czasem takie myśli nad głową 

że chciałbym się narodzić lub przeżyć życie na nowo 

sama ta wizja mnie wypełnia aż po brzegi 

szczególnie gdy widzę osób mi znanych pogrzeby 

 

A niektórzy się nadal grzebią co dnia za życia 

wypowiadając przy tym imię Boga nadaremno zazwyczaj 

i najczęściej jest tak skądinąd, że Ci co mają śmierć na ustach 

potrafią ją ominąć, bo im towarzyszy wielka pustka 

 

Lecz ja w zasadzie nie o tym, gdyż w tej chwili odczuwam lekkość 

z jaką przychodzi mi w dzień kroczyć przez ciemność 

która jest wgłąb, i wtedy częstokroć siebie zaskoczę 

gdy się przyznaję przed sobą, że życie jest piękne samotrzeć 

 

Tak to jest już jak wspomnę o swoich rodzicach 

i o samym sobie, że we trzech w swym gronie wciąż zwisa 

mi wszystko inne, albowiem oni wszczepili we mnie to jajo 

dzięki któremu niepotrzebne troski mnie nie dotykają 

 

Tym jajem jest świadomość w mej głowie, a we wnętrzu rdzeń 

że życia opowieść to mrok żyjący wespół z dniem 

dzięki tej harmonii proste życie staje się przywilejem 

a w parze ze spokojem idziesz dalej, lecz widzisz więcej 

 

A gdy w tym pędzie zapomnisz, że masz dzień w dzień w sobie jajo 

pobądź sam ze sobą, byś ujrzał ziemię obiecaną 

jak trzeba to się w niej zatrać, bo ludzie nawet gdy coś dają 

potrafią nam więcej zabrać - w życia obłudzie się poniewierając...

Naszpikowany warstwami

Naszpikowany warstwami

Przez to jak było, teraz jest takie, jakie jest

by w przyszłości mogło być jak najlepiej

lecz myśląc o niej, teraźniejszość ze mnie sączy

całą energię, więc wspomnieniami wracam do mej przeszłości

 

To wszystko sprawiło, że jako dziecko miałem serce na wierzchu

bo nie miałem oporów pokazywać się ludziom tak nagi

lecz po to było to wszystko, by obecnie w mym psychicznym zapleczu

był ponadczasowy strój naszpikowany warstwami

 

Nie dbam o to, czy to modne jest być właśnie kimś takim

dla mnie ważne, że mnie ten strój nie ziębi, ani nie parzy

czuję się w nim dobrze, bo nie odczuwam skrajnych temperatur

choć niejedna plama z niego już nigdy nie zejdzie w praniu

 

Lecz dla mnie najważniejsze jest to, że nikt go ze mnie nie zdejmie

tym lepiej dla mnie, że go na mnie w ogóle nie widać

jest szyty na miarę z czasów przeszłych, więc już lepiej leżeć nie będzie

wyglądam w nim świetnie gdy jestem trzeźwy, jak i wtedy gdy zaglądam do kielicha

Pal

Pal

Gdy świeci słońce przy bezchmurnej pogodzie

dosłownie wszystko cieszy i na wiele rzeczy ma się ochotę

także od niechcenia błahostki ucieszą z czasem

jak choćby po pracy półgodzinny spacer

 

Nie sądziłem naprawdę, że docenię kiedykolwiek

to że poczułem na sobie słońce

może po prostu już bardzo chcę, by wiosnę

można było przywitać, a zimę połączyć z końcem

 

Człowiek wciąż coś chcę, gdy taka aura wita

z wiekiem rozsądek się pojawia, a zapał znika

więc tym bardziej doceniam w sobie dobre samopoczucie

zwłaszcza gdy wstaję do pracy, to tego stanu się rano wciąż uczę 

 

Niech ten pal symbolizuje kciuk uniesiony do góry

bym na myśl o nim przypomniał sobie dzisiejszy dzień, który

mi podpowiedział, że warto się cieszyć życiem, wystarczy chcieć

tak jak zechciałem napisać w chwilę ten pełen optymizmu wiersz

 

Ale też pokazuje kierunek, na który trzeba patrzeć

by pamiętać jak bardzo podejście do życia jest ważne

patrz w niebo a nie pod siebie, i nie w przeszłość lecz w dal

byś wzbił się wysoko i był bliżej nieba - tak jak ten pal

 

Zapłon pod ciasnym kloszem

Zapłon pod ciasnym kloszem

Jak to dobrze uczyć się na cudzych błędach

i to właśnie teraz, gdy nadchodzą święta

nigdy nikomu krzywdy nie zrobiłem, a mimo to

inni ludzie nie dają odpocząć papilotom

na które kręcą zwoje w swym mózgu

gdy wydobywają esencję zaledwie z półsłów

więc dowiedzcie się, że krzywdy personalne

są totalnie nie dla mnie, bo to niemoralne

moje wierszoklectwo jest nad wyraz uniwersalne

bo piszę o zachowaniach - nie o ludziach - a wy, bezkarnie

macie czelność brać to pod lupę

zamiast ciasnej głowy z bólu otwieracie swą dupę

wasz tupet w tym wpisie spada na dno z hukiem

bo mam was tam, gdzie nie tylko od święta czujecie swą drugą połówkę

 

Zanim się znów rozprujecie i wyrwiecie ze słów kontekst

niech wam się najpierw zapali pod ciasnym kloszem

ja na tym tylko korzystam, bo pobudzacie mą wenę

lecz to smutne, że wokół was nigdy nie przebywał żaden odmieniec

 

Nie wymieniam nikogo we wpisach z imienia i nazwiska

piszę tylko o tym, co mnie w waszych zachowaniach boli

a tym co myślą że to o nich, niech was dziś dławi jad

przez sam fakt, że nie jesteście aż tak wyjątkowi, bym was musiał gnoić