Photoblog.pl

Załóż konto

Numery mówią. 

2022/01/12   

 

« następne   poprzednie »

"Tego dnia, dyżur w sraczu pełnił Stefan, porucznik 2 pułku strzelców podhalańskich. Okres był szczególnie gorący. Przybyli do lagru ludzie nie nawykli do obozowego "menu", już w pierwszych dniach rozpoczynali rozpaczliwą bieganinę pomiędzy sztubą a ubikacją, miejscem pracy a latryną, lub po prostu srali w portki. To było nieszczęście największe, groziło natychmiastowym zwróceniem uwagi na siebie i chory mógł skończyć pod kolbami Ssmanów lub kijami kapów. Durchfall (biegunka) zbierał zresztą największe śmiertelne żniwo. Obok tyfusu naturalnie. Z biegunką do szpitala szli ludzie prawie zupełnie odwodnieni, bez sił, a te szpitalne dni były zazwyczaj dniami agonii. I najważniejsze, wisiała nad nimi nieustanna groźba selekcji. Była to metoda przyśpieszonego rozwiązywania problemu epidemii w obozie.

(...)

Nie zdziwiłem się więc, kiedy rozległo się po bloku wściekłe i nieco bezradne - Aaauguust!!! To wzywał mnie na pomoc Stefan. Nielekki musiał mieć dyżur. Wybiegłem na korytarz, przepchałem przez kotłujących się pod ubikacją, ogłupiałych i przerażonych "nowych", szarpnąłem drzwi. Stefan wysunął głowę przez uchyloną szparę.

- Chodź, pomożesz!

A kiedy byłem już w środku:

- Nie mogę sobie, cholera, poradzić. Trzymaj drzwi.

Czterech więźniów na czterech sedesach, szczęśliwie korzystało z przerwy w rytuale srania. Po chwili Stefan już krzyczał:

- Koniec... Następni...

Pasiaki uniosły się z muszli i trzymając w ręku niezapięte portki, wyszły na korytarz, mijając w drzwiach następną czwórkę. Garderobę porządkowali już poza ubikacją.

- Zamknij drzwi i trzymaj - rzucił Stefan, a potem do siedzących, stękających ludzi, przy akompaniamencie tryskających, krwawych, wodnistych odchodów, dyrygował:

- Sramy prędko bo wszyscy chcą! Na cztery tempa! Uwaga! Raz! Dwa! Trzy! Cztery!... Następni!

I tak wpuszczałem i wypuszczałem ludzi, którzy ze zgrozą dowiadywali się, że tę fizjologiczną potrzebę można i należy wykonywać na tempa i to w dodatku dotyczy ich właśnie.

- Raz! Dwa! Trzy! Cztery! Następni!

(...)

Wpuściłem czterech, zatrzaskując drzwi przed nosem piątemu i szóstemu. Czaęli gwałtownie stukać. Poczułem jak klamka, szarpana od strony korytarza, opadła. Szpara otwieranych drzwi zaczęła się powiększać. Usiłowałem podpierać barkiem. W tym momencie wysunęły się z zawiasów i pchane z drugiej strony, stopniowo i nieuchronnie leciały na mnie. Uchyliłem się. Przeleciały i z hukiem upadły na posadzkę. Stefan zdążył uskoczyć. Wyhamowując impet, stanął przede mną, podtrzymując rozpięte spodnie, czterdziestoparoletni mężczyzna. Uderzyłem otwartą dłonią. Raz i drugi klasnął policzek.

- Co robisz? Nie widzisz, co się dzieje - to były chyba moje słowa, ale zapamiętałem te, które usłyszałem:

- A ja mógłbym być twoim ojcem.

Stał przede mną chwilę, potem rzucił się do sedesu. Założono drzwi. Zrobiono to błyskawicznie, prawie na owo:

- Raz! Dwa! Trzy! Cztery!

"Ojciec", upychając koszulę w spodnie, nie patrząc na mnie, wyszedł.

Apel!

- Alle Raus! - to krzyczał Kazio.

Koniec dyżuru. Ubikacja zamknięta. Biegiem na plac apelowy. Nawet biegunka musiała się poddać rygorom obozowego regulaminu.

Biegnąc z innymi, słyszałem na przemian:

- Raz! Dwa! Trzy! Cztery!

- Mógłbym być twoim ojcem!

- Raz! Dwa! Trzy! Cztery!

- Mógłbym być twoim ojcem!

- Raz! Dwa...

Stojąc na baczność w szeregu, z odkrytą głową, myślałem że to ostatni raz, ten powszedni, codzienny argument "pedagogiczny" zastosowałem do kogokolwiek w obozie. Nie wiedziałem, że czeka mnie jeszcze bardziej przerażające zdarzenie."

 

/ Refren kolczastego drutu /

August Kowalczyk

Brak komentarzy

Najnowsze wpisy

Wpis numerymowia

 

Wpis numerymowia

 

Wpis numerymowia

 

Wpis numerymowia

 

Wpis numerymowia

 

Wpis numerymowia

 

Wpis numerymowia

 

Wpis numerymowia

 

Wszystkie wpisy