Photoblog.pl

Załóż konto

Numery mówią. 

2021/09/20   

 

« następne   poprzednie »

Obóz na Przemysłowej

 

Helena Sznerch

"Bicie i skakanie żabką do upadłego to był nasz chleb powszedni. Pejczem przeganiali nas po polu. Wystarczyło zapłakać przy obiedzie, aby nadzorczynie odebrały posiłek i biły."

 

Regularnie karano dzieci za kradzież jedzenia. Reginę Mróz wyznaczono w kuchni do pilnowania współwięźniarek przy obieraniu ziemniaków. Nie zauważyła, gdy jedna z dziewczynek schowała w popielniku kilka kartofli. Sydonia Bayer, wachmanka, szefowa obozu dziewczęcego, zdecydowała, że Regina codziennie przez dwa tygodnie będzie dostawać po dwadzieścia pięć batów.

 

Maria Delebis

"Kiedyś dostałam w twarz od żony Hansa Fugego, mającej opinię alkoholiczki, za to, że sprzątając jej sypialnię w dworku w Dzierżąznej, nie wyczesałam frędzelków z dywanu.

Podziękowałam jej po niemiecku, ale i tak doniosła Pohlowej, która zamknęła mnie na noc w piwnicy. Bardzo się bałam, bo tam była woda

i szczury. Nie zmrużyłam oka, całą noc przesiedziałam.

W Dzierżąznej kary były łagodniejsze: chłosta, areszt, ciemnica w piwnicy, obcięcie włosów i konieczność pracy w niedzielę. Za co? Wystarczyło zasnąć w pracy, spóźnić się o czwartej rano na dojenie, stłuc szybę, wyjść na dziedziniec bez pozwolenia, a nawet zatrzymać łyżkę i menażkę."

 

Maria Wiśniewska-Jaworska

"W sumie niewiele widziałam, bo całymi dniami siedziałam w szwalni. Raz tylko, pamiętam, wpadła do nas Sydonia Bayer i każda dostała od niej kijem po dwadzieścia razów, bez powodu, ot tak, po prostu. Ona zawsze z tym kijem chodziła i biła. Nie szturchnęła, nie wskazała, tylko zawsze uderzyła. Była potworem. Bardzo niedobra dla dzieci. Po wojnie ją powieszono - i to jej się należało. Pozostałe były różne. Aufseherki to były Niemki lub kobiety pochodzenia niemieckiego, zawsze niemiłe, traktowały nas wrogo, od czasu do czasu uderzyły. Najczęściej obrywały dziewczynki młodsze. Strasznie bito też chłopców. Zauważyłam, że wachmani szczególnie prześladowali dzieci zaniedbane, brudne, schorowane, nieporadne. Takie dziecko łatwiej było uderzyć. I takim najtrudniej było przeżyć."

 

"Wiosną 1943 roku Edward August i Genowefa Pohl na oczach dwunastoletniego Oswalda utopili w beczce przeciwpożarowej chłopca.

 

Oswald Żurek:

"August trzymał go za nogi. Puścił, kiedy chłopiec przestawał dawać znaki życia. Rzucili go obok beczki. Starsi koledzy, więźniowie, zabrali trupa."

 

Ferdynand Rajczak

"Przypominam sobie przypadek, gdy chłopcu z Krakowa - nazwiska nie pamiętam - za to, że moczył się nocą, August odciął scyzorykiem jądra. Do rana chłopiec zmarł."

 

Józef Witkowski o Edwardzie Auguście:

"Stale pijany. Bił zawsze i wszędzie. Z rozkoszą poddawał więźniów najwymyślniejszym torturom. Bił i kopał w najczulsze miejsca, wpychał do skrzyń z piaskiem, topił w beczułce z wodą, wieszał za nogi na łańcuchu i opuszczał głową w dół do kanału ze zużytymi smarami samochodowymi, scyzorykiem wycinał genitalia, bił w pięty, gasił na piersiach więźniów papierosy."

 

Kiedyś Kazimierz Gabrysiak zasnął na nocnym dyżurze, a miał czuwać od godziny 22.00 do 6.00.

 

Kazimierz Gabrysiak

"Wie pani, byliśmy słabymi, umęczonymi dziećmi... Ale nie było taryfy ulgowej, zasnąć nie miałem prawa. Wachman August obudził mnie batem i przytknął mnie do rozgrzanej rury od pieca. Do dziś mam bliznę na brzuchu.

Jak ktoś coś przeskrobał, cała sztuba, cały barak, na rozkaz wachmana musiał żabką skakać, do upadłego. Jeden chłopiec próbował uciec - ukrył się w kotłowni na terenie obozu dziewcząt. Wachmani znaleźli go półtora tygodnia później. Zrobili zbiórkę karną, Niemiec, pozbawiony jednej ręki, bił tego chłopca bykowcem, a potem nam kazał go bić. Taboret, goła pupa, ból i wstyd. Po jakimś czasie katowany przestał cokolwiek czuć. Przestał płakać. Po trzech dniach umarł."

Środek piekła

 

Dorota*:

"Nigdy nie wymażę z pamięci tego czasu. Na apelu wysocy oficerowie SS i Genowefa Pohl przechodzili wzdłuż szeregu więźniarek. Wybrali pięć dziewcząt. Byłam wśród nich. Najpierw skierowali mnie w Poznaniu na badania lekarskie, wykryto świerzb, a potem do domu publicznego, zwanego pufem, przy ulicy Rybaki 18."

 

*imię zmienione

 

/ Mały Oświęcim Dziecięcy obóz w Łodzi /

 

Jolanta Sowińska-Gogacz

Błażej Torański

1 komentarz
padholder  - 21/09/2021 2:00:16
tego się nie da nawet czytać

Najnowsze wpisy

Wpis numerymowia

 

Wpis numerymowia

 

Wpis numerymowia

 

Wpis numerymowia

 

Wpis numerymowia

 

Wpis numerymowia

 

Wpis numerymowia

 

Wpis numerymowia

 

Wszystkie wpisy