Photoblog.pl

Załóż konto

Numery mówią. 

2021/09/02   

 

« następne   poprzednie »

Obóz na Przemysłowej

 

"Alicja Molencka-Gawryjołek nie wie, ile razy została pobita. Teraz ma tylko jedną nerkę w stanie marskości. Pamięta jednak tamten pierwszy raz. Była noc. Na środku więziennej izby, zwanej sztubą, stał piec, w którym paliły się trociny. Było zimno, więc dziewczynki przytulały się do siebie, spały po dwie. Miały już dość głodu, pragnęły odzyskać wolność i modliły się szeptem do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Ale ściany w obozie miały uszy. Nocną ciszę rozdarło wtargnięcie do izby nadzorczyni, Genowefy Pohl. Była w spódniczce, ciemnogranatowym esesmańskim mundurze i furażerce. Rozkazała im stanąć na baczność w koszulinach. Która odmawiała modlitwę do Matki Boskiej?" - warknęła.

Zaniemówiły. Bały się panicznie nie tylko jej pejcza i głosu, ale nawet spojrzenia.

"Biła na oślep gdzie popadnie, na oślep. Rozbiegłyśmy się, chowając pod łóżka, ale ona musiała kogoś dopaść. Musiała mieć konkretną ofiarę znaną z twarzy, z numeru, imienia i nazwiska. Wyciągnęła mnie i koleżankę za włosy. "Ja cię nauczę po polsku. Wiesz, że nie można mówić po polsku!", wrzeszczała. Byłam pokrwawiona, straciłam przytomność. Nie zapomnę tego do końca życia.

Innym razem Pohl ściągnęła mnie pod pompę i kazała sobie wyczyścić oficerki. Ale buty nasmarowane były tłuszczem, a z pompy leciała zimna woda. Jak można je było wyczyścić? Wtedy znowu bestialsko mnie pobiła. Bolało tak samo jak dwadzieścia pięć uderzeń pejczem, kiedy odmówiłam wykonania polecenia w kuchni. Nie dałabym rady. Miałam wysoką gorączkę.

W środku mam wszystko z plastiku i na śrubach. Jestem wykończona psychicznie. Nie widzę na prawe oko."

 

Maria Pawłowska-Gapińska

"Pohl kazała jej się położyć na ławie i podnieść sukienkę. Dziewczynka kilka razy traciła przytomność, a po dwudziestym drugim uderzeniu jej ciało wisiało bezwładnie. Nadal ją biła, a potem rozkazała nam wynieść na śnieg i mróz. Nie pozwoliła nikomu zbliżać się do niej. Przed kolacją kazała ją wynieść do chłopięcego obozu, gdzie w szopie składano trupy.

Drugi przypadek śmiertelnego pobicia na apelu widziałam we wrześniu lub październiku 1943 roku. Pohl zarządziła przegląd odzieży. Wszystkie miałyśmy wszy, ale ona upatrzyła sobie na ofiarę ośmioletnią dziewczynkę romskiego pochodzenia. Kiedy ją biła, doliczyłam tylko do pięciu batów i dostałam ataku padaczki. Koleżanki mówiły mi później, że skonała. Zaniosły ją do tej samej szopy."

 

Maria Prusinowska-Migacz

"Te drogi musiały być czyste, wysypywane mieloną cegłą, stale czerwone. Dziewczynki w uprzężach, na specjalnych pasach ciągnęły drewniany, nie żelazny, walec. Ubijały nim i wyrównywały drogę.

Jedna z nich, ciągnąca walec, upadła i nie miała siły się podnieść. Miała dziwięć, może dziesięć lat. Nadzorująca pracę Pohl zaczęła ją bić kijem, by wstała, ale nie skutkowało. Kazała więc odpiąć jej szelki i na poboczu drogi nadal ją biła, tak długo, aż dziewczynka przestała się ruszać. Ale jeszcze oddychała i patrzyła na nas błagalnym wzrokiem, jakby prosiła, by dać jej spokój. W tym samym dniu zmarła."

 

/ Mały Oświęcim

Dziecięcy obóz w Łodzi /

 

Jolanta Sowińska-Gogacz

Błażej Torański

Brak komentarzy

Najnowsze wpisy

Wpis numerymowia

 

Wpis numerymowia

 

Wpis numerymowia

 

Wpis numerymowia

 

Wpis numerymowia

 

Wpis numerymowia

 

Wpis numerymowia

 

Wpis numerymowia

 

Wszystkie wpisy