Miesiąc później
Wstałam po 10:00, ubrałam się. Pociągnęłam rzęsy tuszem i zrobiłam czarną kreskę, na usta nałożyłam grejfrutowy błyszczyk, włosy zostawiłam rozpuszczone. Umówiłam się z Andy'm na lunch. Doniyi nie było w domu chyba poszła na zakupy. Wzięłam telefon i poszłam do kawiarni. Już na mnie czekał. Zamówiłam kawę i sałatkę, a on to samo. Zjedliśmy i poszliśmy na spacer. Andy poszedł do siebie, ale za 2 godziny mieliśmy spotkać się w kinie. Chciałam zamówić sobie taksówkę, ale nie mogłam znaleźć telefonu. Kurde! Ruszyłam w stronę domu. Było po 14:00. Weszłam jak burza i pobiegłam do kuchni, ktoś tam był przy lodówce.
-Hej, widziałaś mój telefon?-zapytałam szukając go w szufladach.
-Nie widziałem-usłyszałam głos chłopaka. Odwróciłam się i zobaczyłam chłopaka, nie widziałam jego twarzy, bo miał czapkę z daszkiem. Zmierzył mnie od stóp do głowy.
-Hej, nie wiedziałam, że Doniy ma gościa-wytłumaczyłam.
-Spoko. Jesteś fanką One Direction?-zapytał.
-Kogo?
-One Direction...-powtórzył.
-Nie znam ludzi.-powiedziałam. Naprawdę nie wiedziałam o kim mówi. Wziął telefon i szybko coś wystukał-Doniya u siebie? Tak? Okej.-popędziłam w stronę jej pokoju.-Ej, widziałaś mój...-nie dokończyłam, bo siedziało z nią czterech chłopaków. Dziwinie na mnie patrzyli.-Nie wiedziałam, że masz TYLU gości-powiedziałam.-Widziałaś mój telefon?
-Znów zgubiłaś? Który to już w tym miesiącu? Czwarty?-skomentowała dziewczyna.
-Przestałam liczyć po 10 od początku roku-wyznałam-Już wam nie przeszkadzam. Wychodzę.
-Gdzie idziesz?-zapytała.
-Nękać ludzi w lochu,a potem może zrobię najazd na jakąś wioskę z rabunkiem-poinformowałam.
-Baw się dobrze!-krzyknęła za mną, gdy wychodziłam z jej pokoju minęłam się z chłopakiem z kuchni i poszłam w miejsce spotkania.
-Oczami Doniyi-
Usyszałam zamykanie głównych drzwi.
-Ona idzie dręczyć ludzi,a ty życzysz jej dobrej zabawy?!-krzyknął Louis.
-Ona poszła do kina z Andy'm, a potem może na zakupy-wytłumaczyłam.
-I ona nie ejst naszą fanką?-zdziwił się Lou-Przecież była ubrana jak ja!
-Ona w ogóle nas nie zna...-powiedział Niall jedząc kanapkę.
-A może takie podstawowe pytanie... Kim ona jest?-powiedział Harry.
-Caitlin, moja współlokatorka.-odpowiedziałam. Była cisza.-Ma 19 lat. Jest przyjacielska, trochę wredna, zabawna i sarkastyczna.-chłoapcy mieli rozmarzone oczy. Ciekawe czy są jeszcze tutaj czy w kosmosie..? Zaczęłam gadać jakieś głupoty,a oni nie reagowali.-A może frytki do tego?
-Frytki?-"obudził się" Niall-Chętnie...
Wzięłam poduszkę i rzuciłam ją w mojego brata Zayn'a.
-Czy wy w ogóle mnie słuchacie?-zapytałam wkurzona.
-Pewnie.-powiedział Liam.
-To co mówiłam?
-Że ma na imię Caitlin i ma 19 lat-powiedział Hazza.
-A potem?-dpotyałam.
-A w ogóle coś potem mówiłaś?-zapytał zdziwiony Lou.
-Ugh. Widzę, że ktoś tu się rozmarzył.-poruszyłam znacząco brwiami-A teraz ogłoszenia... Więc słuchać uważnie. 2 miejsca noclegowe są w pokoju gościnnym, 2 w salonie, a jedno o ile Cat się zgodzi, to u niej w pokoju na materacu, bo jedynie tam się on zmieści. Więc się podzielcie.
-Zajmuję materac!-krzyknęli jeden przez drugiego.
-Ja ją pierwszy zobaczyłem!-krzyknął blondyn.
-Ustąpcie najmłodszemu!-zrobił smutną minę Harry.
-Nie-e! Najstarszemu!-wytknął mu język Louis.
-JA uważam, że najrozsądniejszy powinien tam spać.-powiedział Liam.
-Oo, dzięki stary-powiedziała równo czwórka.
-Chodziło mi o mnie....-uświadomił ich Li.
-A to jest mieszkanie mojej siostry, więc tak jakby moje, więc to miejsce należy się mi. Dziękuję-powiedział Zayn.
Zrobili smętne miny, a on uśmiechnął się triumfalnie.
-To może pooglądajcie sobie coą w salonie, a ja zrobię obiad.-zaproponowałam.
-Ja zrobię obiad!-wyrwał się Harry-Ale z dala od kuchni!
Udaliśmy się do pomieszczenia, a Hazza wyszedł na małe zakupy do jego dania i wrócił po godzinie obładowany siatkami.
Około 17:00 do domu jak burza wpadła Caitlin.
-Ja tylko na chwilkę...-poinformowała-Przebieram się i znikam, ale jeszcze się czegoś napiję, bo się zmęczyłam. Wiecie, konie się przestraszyły, karoca uciekła, musiałam iść na nogach z dtugiego końca centrum. W tych butach nie polecam...-opowiadała i poszła w kierunku kuchni.
-Nie wchodź tam!-ostrzegł ją Lou, ale nie zdążył bo otworzyła drzwi.
-Mówiłem żeby nie wchodzić!-krzyknął Loczek, a po chwili usłyszeliśmy wkurzoną Caitlin.
-Czy ty jesteś normalny?!-usłyszeliśmy stukot obcasów i trzaśnięcie drzwiami od łazienki. Zerwaliśmy się z miejsc i pobiegliśmy do kuchni. Na podłodze była rozlana woda, a on stał zdezorientowany.
-Co ty jej zrobiłeś?-zapytałam.
-Myślałem, że to któryś z tych debili i nie patrząc wylałem na nią szklankę wody-wytłumaczył.
-To nie będziesz miał miłego życia...-skomentowałam śmiejąc się.
-------------------------------------
Tu dum! 4 rozdział ;D
Teraz już będzie ciekawiej ;D
Oglądam właśnie mecz Anglia-Francja. Jestem za Anglią ;D zespół (w sensie, że Josh i reszta przygrywających) oglądają mecz! Fajnie!
Nie wiem co wam tu napisać, nie chcę was zanudzać, więc:
Follow me: https://twitter.com/#!/ImLouder1
Formspring me: http://www.formspring.me/imlouder pytajcie, bo mi się nudzi...
Miłego wieczoru ;***