Photoblog.pl

Załóż konto

Saeel, w końcu ten upadły. . . 

2012/08/25   

Coś się kończy...

« następne   poprzednie »
Coś się kończy...

... coś się zaczyna." - Piękne opowiadanie. Polecam. Ale nie o nie tu chodzi. Tu chodzi o treść. O tę informację zawartą w tytule. O to, czego nikt nie lubi...



Był piękny sierpniowy dzień. On nie mógł, ona mogła. To się oswobodzili. Ot co, cała historyja. Tak, nie okazało się to wszystko tylko snem, lecz nieubłaganie nadchodzącą rzeczywistością. "Nie poradzisz..." - rzecze grono zwolenników mojego towarzystwa. No i mają rację...



Życie to pasmo porażek. Pytanie czy faktycznie jest tak, że gdy gorzej być nie może, jest skok w stronę lepszego? Jeśli tak, to może jest nadzieja na poprawę. Zdaje mi się, że człowiek zdetermionwany do tego, żeby jedna kwestia się ułożyła, jest w stanie osiągnąć ten cel. Poświęcić siebie, o ile bardziej się jeszcze da, i pokazać sobie, że jesteśmy w stanie zrobić wszystko, żeby było lepiej.



Ha, ale wiem, że człowiek jest też zdolny do przeżycia wszystkiego, byle tylko jedna rzecz trwała. Jest w stanie wypracwoać w sobie tyle siły i tak naciągnąć swoje granice wytrzymałości, tylko po to, by było. Aby trwało.



Budzi się w nas oczywiście siła do działania wtedy, kiedy jesteśmy przegrani. Ale przegrany nie zawsze znaczy, że do końca życia jest się na pozycji straconej. Czasem okazuje się, że coś tchnęło w nas takiego ducha walki, że góry przenosimy. Tylko jeśli ktoś już przenosił te góry, jest w stanie poruszyć posady świata? Myślę, że tak i wierzę w to. Bo wiara w nicość nic nam nie da. Wierzyć możemy tylko w siebie. Być dla siebie, a przez to być dla innych. Lecz wpierw musimy odnaleść siebie, przeżyć pewne rzeczy aby móc zrozumieć, czego tak naprawdę chcemy i czego oczekujemy od swojego życia. Nie możemy reagować zbyt pochopnie, trzeba uważać na każdy kamień pod stopami. Nie wolno się nam potknąć. "Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić." Wiem, że to też prawda. Ale znalezienie w sobie tej siły popych nas w pewnym kierunku, w kierunku który nie zawsze jest tym, w który chcemy podążać. Ale na końcu zawsze wybieramy tę ostatnią ścieżkę. I to nasz wybór musi być dla nas słuszny, zgodny z tym co czujemy. Kierowanie się tylko sferą emocjonalną lub intelektualną jest błędne. Już wiem, że trzeba je łączyć.

 

A na koniec opowiadanie:

 

A zdarzyło się pewnego razu, że jeden Kwiat spotkał kiedyś piękną Frezję. Spodobała mu się i połączył swoje liście z jej. Był gotów na wszystko. Kiedy frezja kochałą się bawić pod zraszaczem, on nie oponował. Wiadomo, że inne kwiaty też chodziły pod zraszacz, lecz on, choć zazdrosny, nie miał nic przeciwko. Znośił najwieksze ulewy, inne kwiaty czy nawet koszenie trawy. Żył tak, i nie narzekał. Wiedział bowiem, że frezja którą poznał, musi być tą samą, nie inną. Jej fioletowe kwiaty tak pięknie odbijały promienie słońca, że patrzenie było dla niego już czymś wielkim. Frezja natomiast była kwiatem niezależnym. Chciała aby Kwiat był przy niej, lecz wewnętrznie chciała też czegos innego. Wiedziała, że czego by nie zrobiła, Kwiat będzie przy niej trwał. I tak też było. Kwiat trwał, czasem podwiędywał, czasem kwitł, lecz widział, że wiekszość czasu Frezja kwitnie. To dodawało mu sił. Co z tego, że Frezja była cały czas przy nim, skoro jednak jako mały zwykły kwiatek, często zdarzało mu się usychać tylko przez świadomość, że Frezja woli inne kwiaty. Tak trwał i przygasał. Bywały też lepsze chwile, chwile których Kwiat niegy nie zapomniał. Lecz pewnego razu, Kwiat budzony przez promyki słońca wiedział, że świecą one jakby troche inaczej. To były te same promyki pięknego słonecznego lata, które budziło go codzień, lecz wtedy jakby straciły swój blask. Tego dnia Kwiat dowiedział się, że Frezja chce czegoś innego. Chce zabawy pod zraszaczem i inne Kwiaty. On szokowany lecz troche oswojony z tą informacją zrobił jedyną rzecz, jaką mógł. Zerwał swoje liśćie i odszedł od jedynej istoty, którą na tym padole łez darzył takim uczuciem. Kwiat zaczął usychać, pogrążył się w monotoni, a w jego łodydze krążyła wciąż tylko jedna myśl. Nieprzerwanie. "Fioletowa Frezja". Otumaniała go, sprawiała, że uciekał do innego świata. Lecz cóż z tego, moi mili, gdyż Frezji już nue było, a on wciąż usychał. Lecz czy przyszedł zwrot? Kwiat był słaby, zmuszał się do życia i robił wszystko co tylko mógł i czego dało się złapać. Były też inne kwiaty, które go rozumiały, podawały przyjacielskiego liścia. Lecz co się z kwiatem stało dalej, dowiecie się kiedy indziej...

Brak komentarzy

Najnowsze wpisy

Coś się kończy...

25/08/2012 11:39:58

Nic dodać...

07/08/2012 22:59:13

O życiu, piłce i kopaniu.

18/12/2011 14:38:32

†

10/08/2011 13:27:36

Jak zwykle...

18/07/2011 12:17:54

Kwiatuszki...

14/03/2011 0:34:10

Szlak!

17/12/2010 0:04:28

The time has come...

11/10/2010 21:48:23

Wszystkie wpisy