iza kazała mi pisać w przykrym transie, zawieszeniu pomiędzy klasówką z angielskiego a łóżkiem. dla ułatwienia w punktach, co ni chuja również nie pomaga.
15.14. idziemy na chór.
przekształciłyśmy się w wegetujący plankton, który leży na krzesłach, je zupki chińskie, pije zieloną nestea i śpiewa piosenki nickelback.
formy życia niemówiące, niemyślące, hodujące epicki spokój i zły nastrój.
łóżko.
asia, niesamowite ile w tak minimalnym człowieku maksymalnych emocji, atomów które wybuchają tworząc generalny wewnętrzny i zewnętrzny rozpierdol. z każdym dniem widzę asię coraz wyraźniej, ciekawiej, może lepiej. nie wiem, czy lepiej.
szkoła
1 dzień dobroci dla zwierząt, teraz znowu chcę wracać do domu. dziękuję za piękną zmowę, która jest tak samo okrutna jak jej przeciwieństwo.
ponowne zakochiwanie się
w californication.