Photoblog.pl

Załóż konto

;*

;*

Takie tam króliczki z nas ;) Ostatni zjazd w tym roku, a w styczniu sesja. Ponoć w połowie maja mam już mieć napisane dwa rozdziały ;) No cóż, do odważnych świat należy...

 

Tydzień i wsiądę znów na jakiegoś rumaka <3  Nie mogę się doczekać!

 

Prezenty na święta już w większości kupione. Mam nadzieję, że moje chłopię będzie skakac pod sufit ;) 

 

Byłam w środę w kinie na mini maratonie Gwiezdnych Wojen. Nie powiem, nawet mi się podobało... Ale pierwsze części ciężko mi się ogląda. Myślę, że sama z siebie bym się za to nie wzięła. 

 

Cheers! 

Hafka

Hafka

 Z tego samego dnia co ostatnie zdjęcie, widać rzepaki w tle, więc musiała to być końcówka kwietnia/maj. Przedstawiam nową (cóż, już nie taką nową, w sumie to już jakieś półtorej roku będzie... jak ten czas leci) członkinię stadka Końskie Zacisze - Panna Migotka. Młoda, ciekawska, ale też i z charakterkiem. Coś jak hucuł, tylko maść inna ;) Jest jeszcze jedna - Mała Mi, też już zaczyna jeździć pod siodłem. Niestety, odkąd rzuciłam palenie to proporcjonalnie przybrałam na wadze, także na Hafkę to jeszcze dłuuugo nie wsiądę ;)

 

Znowu każdej nocy śnią mi się konie, mam taki okres, że nie mogę myśleć o niczym innym jak o tym, i zastaanawiam się, w którym momencie moje życie potoczyło się nie tak jak powinno, i z pięciu jazd w tygodniu zrobiła się sytucja, że na koniu siedziałam ostaatni raz we wrześniu... Co prawda zeszły rok szkolny (bo tak mieszkałam w mieście obok koni, uczyłam) obfitował w częste jazdy i to nawet czasem sportowe, bo udało mi się jeździć w Mosznej dwa razy w tygodniu, jednakże teraz - porażka. Cóż, w środy po praacy mam trochę czasu wolnego, ale jedyną opcją będą chyba Maańkowice, bo Morów nie prowadzi jazd od października do kwietnia. Ale żeby nie było tak łatwo prosto i przyjemnie, pozostaje jeszcze kwestia pisania pracy magisterskiej, w połowie maajaa mam już mieć oddane dwa rozdziały ;) No cóż, trzeba będzie sobie jakoś poradzić, nie ma innego wyjścia. Może przyszłe lata będą bardziej końskie? Bardzo bym chciała. Marzy mi się już swój własny rumak. Albo kilka. Albo cała stajnia. Bo zawsze chciałam prowadzić szkółkę ;) Plany na 2018? Może w końcu ten kurs instruktorski we wrześniu... Zobaczymy. 

 

Uciekam szykować zajęcia dla dzieciaków. ;)

 

Cheers!

Wpis kudelka

 Konisko mi ślepnie. I to tak poważnie. Na jedno oko już praktycznie nie widzi - drugie jeszcze trochę. Potrafi się spłoszyć i wpaść w ogrodzenie.  Nie jestem w stanie zapewnić jej jeszcze emerytury, a nawet jeśli, to wziąć jej gdzieś do siebie... pozostaje tylko przystosowanie stajni, w której przebywa. Dla takiego konia jak ona - wysoko postawionego w stadzie, wiecznej indywidualistki - to istna tragedia. Nie móc kontrolować sytuacji, być zdanym na obecność innych koni, bądź człowieka. Tak sobie to przynajmniej wyobrażam... Wróciłam dziś na chwilę do początlów naszej przygody. 12 lat się znamy. Były wzloty i upadki. Jedno wiem na pewno - choćby nie wiem co, nie zostawię jej. Bo moje zapewnienia o tym, że kiedyś będzie moja, nie były tylko czczym gadaniem nastolatki, która kocha konisie. Chęć ta pozostała mi do dziś, i jestem pewna, że mnie nie opuści, choć konie na razie mogę oglądać tylko na ekranie monitora, ze względu na dwa etaty i studia zaoczne weekendowo... Dzień przed Wigilią planuję być w stajni. W końcu!

Miłość

Miłość

Z moim prywatnym mężczyzną. :*

 

Cóż, jestem poniekąd zdziwiona, i można by powiedzieć rozczarowana tym, jak rażąco mogą rozejść się drogi ludzi, którzy kiedyś wydawali się być nierozłączni. Ktoś, z kim chciało się podzielić zawsze choćby najmniejszą pierdołą, dziś jest dla nas zupełnie obcym człowiekiem. I tylko czasem pozostaje nawyk w postaci nagłego zrywu, insynktownej rzekłabym chęci kontaktu; jednakże szybko przypominamy sobie, że tak naprawdę to, co istniało kiedyś, obecnie nie ma już racji bytu, i to, co mamy komuś do przekazania, w najlepszym wypadku spłynie po nim jak po kaczce. Dlaczego z biegiem lat, nabieraniem doświadczenia życiowego i budowaniem swojej przyszłości, gdzieś po drodze zatracamy potrzebę kontaktu z drugim człowiekiem? Jakby "dorosłość", która nas nagle dopada, sprawiała, że interesuje nas tylko czubek własnego nosa?  Dlaczego stajemy się tak bardzo hermetyczni? Teoretycznie tylu ludzi jest wokół nas, aczkolwiek wszystko sprowadza się do tego, że żyjemy razem, a jednak osobno. W dobie internetu i mediów społecznościowych możliwość komunikowania się jest tak bardzo ułatwiona, a jednak wydaje się być jedną z najtrudniejszych rzeczy, z jakimi musimy się mierzyć każdego dnia. Na początku może jeszcze jest żal, smutek, czasem może jakaś łza się w oku zakręci, że nie może być jak dawniej. Z czasem przychodzi jednak obojętność - skoro nikt się nie interesuje, po co ja miałabym? Tak dzieje się również w moim przypadku. Obojętność stała się mym towarzyszem na dobre i na złe; pozwala przynajmniej nie myśleć i nie przejmować się tak bardzo, jak miewałam to w zwyczaju. Czasem jednak odzywa się we mnie swego rodzaju nostalgia i zastanawiam się nad takimi aspektami. Choć, z drugiej strony, czy życie nie powinno mnie już nauczyć, że tak po prostu się dzieje, i o ile mogę mieć wpływ na swoje życie, nie mogę zmusić nikogo, żeby mu zależało? Dzisiejsze dywagacje na ten temat mówią chyba same za siebie... naiwność chyba na zawsze pozostanie moją zmorą. 

 

 

Cheers.;) 

 

;*

;*

Przed wyjściem na balety. Mój mężczyzna :3

 

Jutro pierwszy dzień pracy. Stresuję się trochę. Ale będzie dobrze, robiłam to już wcześniej, tylko nie z całkowicie swoimi grupami :)

 

 

Weekend spędzony z Patrykiem. :*

 

 

Cheers!

Edguy!

Edguy!

Jak widać na załączonym obrazku dużo się u mnie zmieniło :D

Ostatni post był trochę żewny i smutny lecz... sytuacja po kilku miesiącach diametralnie się zmieniła, nie jestem już smutna ani przygnębiona, a wręcz przeciwnie, chodzę cała w skowronkach, głównie z powodu owego pana ze zdjęcia ;)

 

Jeżeli chodzi o konie, to zdałam w końcu brązową odznakę, zmieniłam instruktora w Mosznej i jeździłam bardziej amitnie. Pokochałam ichnie koniska, a szczególnie takiego jednego wielkoluda, na którym miałam okazję jeździć, a miowicie Gradienta. Najwięcej chyba jeździłam na Finiszu, bardzo wymagającym wałachu który przyprawił mnie o obdarte ręce i parę siniaków po upadku ;) Ale miałam też okazję jeździć na Egerze, koniu, na którym odbyła się pierwsza jazda w Mosznej, która ówcześnie okazała się ogromną porażką. Miło było zobaczyć że na tym koniu jednak DA się jeździć, a co więcej - że chodzi pode mną dobrze i wygląda to przyzwoicie! Pewna klacz jeszcze skradła mi serce, mieszanka KWPN z Fiordem - Maryśka. Co prawda za jej sprawą rozstałam się z siodłem i całowałam ziemię, ale miło było znów poczuć pod sobą małego zwinnego konia :D Tak dla podsumowania, wsiadłam tam na wiele koni, różnych raz, o różnych możliwościach i predyspozycjach, a przede wszystkim wieele się nauczyłam! Jeździłam też u siebie w stajni, głównie tereny, trochę skoków, trochę oklepów :)

 

W czerwcu skończyłam swoją pracę w szkole językowej. Tęsknię trochę za dzieciakami, ale kto wie, może jeszcze do nich wrócę, nie zapeszam... :)

 

Nie byłabym sobą, gdybym nie pojechała na jakiś koncert chociaż raz w roku. I tak o to - EDGUY! Było cudownie, Tobi ma świetny kontakt z publicznością, i to jak z nami żartował... Ah! Uwielbiam koncerty, na pewno jeszcze na niejeden będzie mi dane pojechać :)

 

To tyle z takich największych nowości. Zbieram się, bo chcę jeszcze pomalować pazury przed przyjazdem mojego mężczyzny :D

 

Cheers!

Kałmuś

Kałmuś

Jeździmy sobie z Witrażem. Zresztą, ostatnio bardzo dużo jeżdżę :) Zwykle Cameronem albo Burleską. Oprócz tego jeżdżę jeszcze w Mosznej. Trochę się u mnie pozmieniało ostatnimi czasy...

 

Ciężka decyzja już za mną. Teraz musi być już tylko lepiej. Smutno bo smutno, ale tak po prostu powinno być. Przez ostatnie miesiące żyłam w jakimś zawieszeniu, bo ta decyzja wisiała na mnie już od bardzo dawna. A im dalej w las tym więcej drzew, więc... Już było ciężko, a co dopiero później, kiedy w marcu minąłby rok.. Podświadomość podpowiadała mi, że muszę utrzymać stan bieżący, bo zaspokajał moją potrzebę bezpieczeństwa i jako takiej stabilności. W głębi duszy wiedziałam jednak, że nie jest to odpowiednie dla mnie, jednakże świadomość nieuniknionej zmiany wywoływała we mnie tylko wyłącznie panikę i pragnienie aby utrzymać ten stan za wszelką cenę. Niestety, nie da się zjeść ciastka i mieć ciastka. Wszystko to w ogólnym rozrachunku prowadziło tylko do ogromnej katastrofy, i mam nadzieję, że uniknęłam jej w czas :) Najgorsze jednak są wspomnienia, bo bądź co bądź ale prawie rok to ogromny szmat czasu... No ale nic. Cycki do przodu i trzeba iść do przodu :))

 

 

Jutro też na konie, nei wiem na kogo wsiadam, ale to w sumie nie ważne.

 

 

Cheers!

;*

;*

Koncert Alter Bridge wyszedł świetnie, poza tym, że kompletnie zrąbali im nagłośnienie :<

No ale cóż, takie życie...

 

 

Zalatana jestem i nie wiem jak się nazywam, dużo mam zajęć w tym miesiącu, baaardzo dużo... No ale nic, przynajmniej zarabiam na te moje sierściuchy i nie tylko :D

 

Wczoraj na jeździe w Mosznej. Porażka. Wybijający koń = brak kłusa ćwiczebnego :(

Upociłam się jak dzika świnia. Brak kondycji. Przykro :(

 

W piątek jadę na kolejną jazdę, zobaczymy co to będzie :)

 

A za chwilę jadę do naszych koniów - wsiadam albo na Camerona, albo na Witraża.

 

 

Cheers!

Myszek

Myszek

Myszek jak zwykle zaaferowana czymś co zobaczyła :D A ja bym najchętniej zacałowała ją na śmierć.

Piątek był bardzo aktywnym dniem, najpierw siłownia, później konie. Jeździłam Cameronem, i było wszystko suuuper. Również współpraca z ziemi wyszła nam dobrze, po trochę poukładałam swoje ciało - nie robiłam niczego bezmyślnie, na spokojnie i harmonijnie, i koń wszystko zrozumiał :) 

Później spotkanie z M. Było ciekawie :D Wieczorem przyszedł Gosiaczek i też się nagadałyśmy :)

 

Weekend spędzony z Łukaszem. 

 

Dzisiaj czasu wystarczyło tylko na tyle, żeby posprzątać Paddock Paradise, dwie i pół godziny ;) Jutro za to jazda.

 

I prawdopodobnie za trzy tygodnie jedziemy z Ewą na odznakę, yay! Trzeba wydrukować pytania... 

 

Wieczorem zajęcia tylko z moją grupą dorosłych. Jutro aż 4 indywidualne ;)

 

 

A w środę koncert Alter Bridge!

 

Cheers.

Moja!

Moja!

Moja najdroższa <3

 

Zmęczona jestem, nie mam siły pisać. Dzisiaj na koniach, ćwiczyłam z Cameronem.

 

Cheers!

Hubertus

Hubertus

Ja i Rebeka z przebieranego Hubertusa ;)

Jutro jadę do koniów! Ciekawe co mi się trafi na jazdę, obstawiam Burleskę.

Wczorajszy i dzisiejszy dzień bardzo aktywne. Jutro dalsza część quizów z hiszpańskiego dla dzieciaków. Przynajmniej piątek wolny, to trochę odpocznę... 

 

Nie mam czasu na naukę :( a chciałabym szlifować ten angielski i szlifować...

Muszę się w końcu wziąć za siebie. Wiem, że tak mówię i mówię ale nie mam czasu jeść regularnie przez tą pracę :( Coś pomyślę. 

 

 

Cheers!

Artystycznie :)

Artystycznie :)

Nie chciałyśmy z dziewczynami się gonić w tym roku, więc zamiast szaleć pojechałyśmy w dłuższy teren w ramach Hubertusa. Chociaż nie można powiedzieć, że tam sobie nie poszalałyśmy ;) Ale stał się cud. Jechałam Myszą! Nie siedziałam na niej ho ho i jeszcze trochę, po dwumiesięcznym dość aktywnym jeżdżeniu na dużych koniach nie mogłam się znowu przyzwyczaić do jej drobnego chodu i częstotliwości anglezowania. Ale banan nie schodził mi z twarzy :) Miałyśmy tylko drobny wypadek przy pracy i rozstałam się z siodłem, ale nic się nie stało, jestem tylko trochę poobijana. Niemniej jednak Mysza przeżyła nasze galopady i terenowanie, i powiem więcej - w końcu się koniątko obudziło i włączyła się w niej wola walki - nie odstępywała dużych koni na krok :)

 

W niedzielę Hubertus dla dzieciaków, całe szczęście, że nie padało. W środę wybieram się na konie, pewnie na coś wsiądę. Na pewno nie na Myszka, bo to był tylko wyjątek :( Ale i tak się cieszę, że mogłam się jeszcze raz z nią tak zgrać :)

 

Dzisiaj dużo zajęć. Ogólnie w tym tygodniu dużo mam zajęć.. no, ale nikt nie mówił, że będę leżeć tylko do góry brzuchem ;)

 

Cheers!

Myszonek

Myszonek

Każdy może być w internecie tym, kim zechce. Lepszą wersją siebie. Tylko dlaczego nie być po prostu sobą? Poznajesz kogoś. Gitarzysta, długie włosy, opowiada Ci, że ma swój zespół. Poznajesz człowieka. Okazuje się, że gitarę to ma w rękach od święta, włosy długie tylko z pozoru, a zespół dawno się rozleciał. A Ty żyjesz nadal z tym wyimaginowanym wyobrażeniem kogoś, na kogo ta osoba się kreowała, i bardzo ciężko jest to skonfrontować z rzeczywistością... Bo nagle się okazuje, że to nie jest to, że nie czujesz nic więcej, tylko rozczarowanie. A w sumie sprawa mogłaby się potoczyć zupełnie inaczej. Ja widzę dwa scenariusze. Pierwszy - poprzez poznanie całej prawdy brak zaineresowania, a przez co zapobiegnięcie całej farsy, która następuje potem. Drugi - skoro poznajesz od początku osobę taką, jaką jest, to później nie ma złudzeń, że budzisz się obok człowieka, który wcale nie jest tym człowiekiem, za jakiego go uważałaś. Problem jest jeden. Skoro Ty jesteś autentyczny od samego początku, ta osoba poznaje Ciebie taką, jaka naprawdę jesteś. I ona nie ma żadnych złudzeń, bo od samego początku wie, na co się szykuje. Jak to się mówi "widziały gały co brały". Co za tym idzie, akceptuje Cię taką, jaka jesteś. Tylko co w przypadku, kiedy Ty nie jesteś w stanie zaakceptować tego człowieka w jego całej okazałości? Powstaje konflikt interesów... 

Galooop

Galooop

Moja ostatnia jazda na Myszy, wrzesień 2015. Kolejnej nie będzie dopóki waga nie pokaże conajmniej 59 kg... heh ;) Warto mieć marzenia, czyż tak?

 

Ostatnio trochę jeżdżę. Dwa razy Witraż w bezterlicówce, jakoś nie mogę się do tego siodła przyzwyczaić. Znaczy się jest wygodne, ale paradoksalnie uciekają mi w nim nogi do tyłu. Jak zawsze mam za bardzo z przodu, tak w tym za bardzo do tyłu, przez co się obijam nie powiem gdzie, bo ma strasznie wysoki przedni łęk :D Tak poza tym to jeżdżę Burleską. Na placu i w terenie. Ostatnio to była najgrzeczniejszym koniem w zastępie pomimo tego że jechała ostatnia i wiało jak cholera. Chyba się wyrabiam i nie panikuję bez potrzeby ;)

 

Tak poza tym to grywam sobie od dwóch dni w Simsy, mam braki z dzieciństwa ;D

Na konie w czwartek, mam znowu wziąć Witraża, bo Burleska zajęta :)

 

 

Cheers!

Chór ;)

Chór ;)

Taka tam samotna czerwonousta blondynka pośród morza chórzystów ;)

 

Dawno mnie tu nie było. Duużo się pozmieniało. Przede wszystkim mieszkam teraz w innym mieście, niedaleko stajni, i uczę w szkole językowej popołudniami hiszpańskiego i angielskiego. Uczenie nie jest takie złe, dzieciaki i dorośli są w porządku, ale... to miasto mnie trochę dobija. Tęsknię do czegoś większego, nawet żeby to było Opole. Trochę nie tak to sobie wyobrażałam. No, ale zwykle rzeczywistość weryfikuje nasze wyobrażenia. Za to bardzo często jeżdżę do stajni. Pracujemy teeraz z końmi metodami naturalnymi i bawię się trochę z Burleską. Ostatnio jeździłyśmy na jednej linie na oklep i było super ;) chociaż mnie później tak plecy bolały, że hej...

 

W przyszłym roku wybieram się znowu na studia. Tym razem myślę, że padnie na Wrocław i iberystykę. A przy okazji zaocznie w Opolu magisterka z filologii angielskiej. Będzie ciężko, ale cóż... trzeba mierzyć wysoko ;)

 

 

Cheers!