Photoblog.pl

Załóż konto

Zmagania byłej anorektyczki 

2018/10/21   

 

« następne   poprzednie »

Już po kampaniach wyborczych, jeszcze jutro zagłosować i czekac na wyniki, które tak szczerze... już nie bardzo mnie obchodzą. 

W przyszłym tygodniu będe siedzieć u Tiny, na zmianę z Mrysią, gdyby zaczęła rodzić. 

 

Każdy dzień w tym tygodniu spędzałam na wykańczającej kampanii, a od 4 dni każdy wieczór / noc spędzam z... Robertem. 

Jeździmy wszedzie autem, często z Arczim, Maćkiem, lub Marysią. Robert lubi jeździć nocami w różne fajne miejsca, ale woli z kimś niż sam, więc się do niego dokleiłam. 

 

 

Gdy robię głupie rzeczy, to słysze w głowie głośne "Zuzełe!" Jakbym zsunęła się z materaca do jeziora. Ten głos jest wtedy tak wyraźny i mocny, że motywuje mnie do robienia głupot, żeby tylko czuć, że nie jestem obojętna. Że moje życie nie jest obojętne.   

 

Robert ma łuk. 

 

Nie jestem pewna czego chcę w życiu, wszystko mi się komplikuje, żadne plany nie wydają się fajne, jakiekolwiek zycie, lub chociażby każdy kolejny dzień nie wydaje mi się atrakcyjny czy jakkolwiek przeze mnie chciany. Jedyne co mnie budzi do życia to te piękne widoki w nocy, światła miasta widziane z góry, w różnych punkach widokowych. 

 

Wczoraj w nocy chcieliśmy zrobić sobie zdjęcie z boku na Kamiennej Górze razem z Robertem i Mrysią, ale kątem oka zobaczyłam, że jakaś postać spada z górki, nie widziałam dokładnie, tylko przeleciała, w połowie spadu były spore krzaki, więc miałam wrażenie, że mogło mi się przywidzieć, ale i tak złapałam latarkę i tam pobiegłam. Nikt nie ogarnął o co mi chodzi na początku, potem pobiegli za mną, ale mimo świecenia nic nie widzieliśmy, więc stwierdzili, ze mi się przywidziało. 

Zeszłam trochę niżej i... jest! Człowiek, na szczęście zatrzymał się na krzakach.

Na początku byłam przerażona, bo pan nic nie odpowiadał, nie reagował, zebrali się jacyś chłopacy, ale żaden z nich nie chciał pomóc (ech...), jakby spadł na sam dół to mógłby tego nie przeżyć, noc była lodowata, a spad na tyle stromy, ze nie mogliśmy go zostawić, bo było to bardzo niebezpieczne. tylko ja i Mryś od razu ogarnęłyśmy sprawę, udało nam się złapać z nim kontakt, koleś na oko 30 lat, drogie perfumy, koszula i zapach alkoholu. Ledwo udało nam się po niego zejść, więc z wciągnięciem kompletnie pijanego było nam naprawdę ciężko, szczególnie, że chłopacy dalej tylko świecili nam latarkami zamiast pomóc. Wezwaliśmy do niego pomoc i chyba wszystko okay. 

 

Dziś byłam na Closterkellerze z Mrysią. Nie wierzę, ze niedługo jej zabraknie, ale nie moge być egoistką. :C  

 

Wciąż jestem uzależniona od pokemonów. To już prawie 2 miesiace. Zabijam tym uczucie bólu egzystencjalnego, idzie mi to całkiem skutecznie. 

 

 


 

 

 

 

 

"Where's my muse, where's my muse 

It feels like every word slipping through my mouth has been used"

 

 

 

 

 

 

 

 

1 komentarz
padholder  - 21/10/2018 16:47:30
znieczulica panuje na całego ...więc brawo za postawę :)

Najnowsze wpisy

Wpis iseethelight

 

Wpis iseethelight

 

Wpis iseethelight

 

Wpis iseethelight

 

Wpis iseethelight

 

Wpis iseethelight

 

Wpis iseethelight

 

Wpis iseethelight

 

Wszystkie wpisy