Photoblog.pl

Załóż konto

Lol

exif
Wyświetleń: 111

Cała ja.

Płacz, lament i rozpacz, a wszystko się da.

 

Podobno do każdego człowieka na świecie można dotrzeć za pomocą maksymalnie sześciu osób.

Czasami wystarczą dwa piwa, zachęcający znajomi i napisanie do jednej.

 

W każdym razie w sobotę czeka mnie spotkanie w ramach naprawiania straconej okazji. Może wyniknie z niego wszystko, pewnie wyniknie z niego nic, ale dawno nie czułam takich pozytywnych emocji, więc cieszę się nimi, póki są.

 

Dobrze, że dzisiaj home office, bo głupio by mi było siedzieć w biurze z bananem na ryju przez głupie "przyjemnego dnia Kasiu", którego w ogóle się nie spodziewałam.

 

 

3/8 rzeczy przed urlopem ogarniętych (nie licząc tematów w pracy), jeszcze trzy dni i fajrant. Miałam iść potańczyć, ale wizyta u osteopaty dziś znokautowała mnie zupełnie. Oby tylko było lepiej, tak jak po ostatniej. Także chillout na tarasie i może skończę Inuyashę, bo w sumie zostało mi sześć odcinków.

 

Zakwitła mi pierwsza pelargonia na balkonie i diffenbachia w domu (nie wiedziałam, że one kwitną xD) i uradowały moje serduszko. W życiu bym nie pomyślała, że nadejdzie dzień, w którym będę sama hodować kwiatki i cieszyć się z każdego nowego pędu, kwiatka czy listka. A to taka radość, że coś rośnie!