Photoblog.pl

Załóż konto

hakuna matatata 

2011/06/16   

10.

« następne   poprzednie »
10.
Powiększenie

[Między innymi Aga, Lori, Marlon Kozaky, Ela, ja i Wojtek Falewicz, pod Feniksem, 14.04.2011, by Michał K.]

 

Zdjęciowy maraton wyszedł nieźle. Nawet właściwie lepiej niż nieźle, a przynajmniej lepiej niż mógł wyjść, biorąc pod uwagę zmęczenie ciężkim tygodniem, imprezę urodzinową dzień przed i generalnie okgromny pośpiech, w jakim powstawały zdjęcia. W każdym bądź razie, 16gb karta została wypstrykana i z dwiema (z trzech, przypomnę) modelkami mam zamiar jeszcze kiedyś współpracować, o ile one wyrażą taką chęć (po prostu im się coś od życia należy, mialy tak krótkie zdjęcia..). W sobotę po sesji na kolejne urodziny i tym właśnie sposobem, do domu wróciłam koło 23. Próbowałam jeszcze coś dlubać przy zdjęciach, ale coś mi nie wychodziło, więc poszłam spać.

 

W niedzielę troszkę głupio. Od 8 rano robiłam zdjęcia, co zajęło mi w sumie prawie cały dzień. Tak jak zaczęłam, skończyłam koło 17.00, robiąc oczywiście krótkie przerwy na jedzenie i takie tam. Potem to wszystko ładnie nagrałam na płytkę i zawiozłam Michałowi na Grunwaldzki. Do Pasażu Agaty, a co :D Mama była jeszcze fajna i zabrała nas do lodziarni na Zawalnej. Generalnie miło spędzony dzień.

 

O tym tygodniu w szkole nie będę w sumie nic mówić, bo generalnie opiera się to tylko na siedzeniu w ławkach i gapieniu się na siebie, z przerwami na zmianę sali, w której to wykonujemy tę jakże pasjonującą czynność. Jedynym urozmaiceniem minionych kilku dni była prezentacja multimedialna w Rynku, w której były moje zdjęcia. Co prawda burdel był, godzina uległa zmianie, nie zdążyłam na moje prace i widziałam tylko kawałek ostatniego zdjęcia, byłam z siebie bardzo dumna. Ale tak bardzo, bardzo dumna. No tak dumna, jak jeszcze nigdy dumna nie byłam, tak szczerze mówiąc. Rozwijam się i bardzo się z tego cieszę. Widać zresztą po moim wyszczerzu na tym zdjęciu :D

 

W środę.. No, tyle co powędrowałam na Grunwald, potem do Rynku po zaświadczenie dla Gosi, znów na Grunwald, na Sępolno, po Agatę, do Starbucksa na Happy Hours. Nie ma to jak frapuccino za 7,50 zł. No a dzisiaj złapałam lekkiego doła, przez te wszystkie rozkminy i tak dalej. Dzisiaj? Co ja mówię, już wczoraj. Artexowi stokrotne dzięki za poprawę humoru. I jak tu się cieszyć z pewnych rzeczy, kiedy potem wynikają różne dziwne incydenty, które nie powinny mieć w ogóle miejsca? Ach, szkoda gadać. Jest wspaniale, to się liczy. Wiecie co? Kocham moje życie, ot co :)

1 komentarz
artex92  - 17/06/2011 14:48:59
Dobra- daj mi rudzielca na własność i podziękowania przyjęte :P

Najnowsze wpisy

14.

16/07/2011 0:20:29

13.

11/07/2011 18:08:19

12.

25/06/2011 17:11:46

11.

20/06/2011 18:58:30

10.

16/06/2011 22:23:57

9.

08/06/2011 13:45:57

8.

15/04/2011 16:07:07

7.

03/04/2011 14:44:47

Wszystkie wpisy