Photoblog.pl

Załóż konto
Dodane 14 GRUDNIA 2022
Wyświetleń: 208

Londyn, 13/12/2022

 

Wiecie ile czasu zajęło mi pokochanie siebie? Dużo. Dalej nad tym pracuję. Przeglądam dziś zdjęcia, które robiłem w dwutysięcznym piętnastym roku. Boję się to napisać nawet, ale ja teraz patrzę na tego chłopaka i widzę to piękno i widzę ten zapał, a pamiętam jaki smutek wtedy mnie ogarniał związany z moim wyglądem. Marzyłem zawsze, żeby być kimś innym. Wyglądać jak ktoś inny. Myślałem o tym nawet podczas chodzenia paryskim wybiegiem. Przede wszystkim wtedy. Choć muszę przyznać, że nauczyło mnie to doświadczenie traktowania siebie z przymrużeniem oka. Nie na tyle jednak, żeby nie cierpieć z powodu wymarzonej sylwetki.
Nie pomagała zakorzeniona w Polsce bieda, nawet w trakcie urodzaju, która każe babkom wciskać dokładki. To jedna z rzeczy, która z pewnością nadpsuła moją relację z jedzeniem.
Zacząłem wrzucać w siebie, co popadnie. Pchać się w sytuacje przedziwne i przeróżne. Zły na siebie. Zły, że nie tyję. Zły na wegetarianizm. Kilka lat temu zacząłem jeść mięso, bo nie przerabiałem ilości warzyw, które "musiałem jeść".
Kilka dni temu, kiedy archiwizowałem swoje wpisy z 2009 roku przeczytałem te płomienne wpisy mojego autorstwa na temat wegetarianizmu. Poczułem dumę z tamtego dzieciaka, kiedy to czytałem. Ile ja miałem odwagi, ile siły, przebrnąć przez to niezrozumienie, wykluczenie i całą resztę ganiania mnie po Kolumnie rowerami.
Po przeczytaniu tych wpisów potrząsnęło mną. Znów przestałem jeść mięso. O i już słyszę w głowie: "FANABERIE! NAWYMYŚLAŁ SOBIE! CIEKAWE ILE WYTRZYMA PO CO MU TO TAKA CHUDZINKA SKÓRA I KOŚCI." Ten podkast tam jest i to się pojawia, pomimo, że ja wiem, że to, co robię jest dla mnie dobre i to ja decyduję o tym jak żyję. Teraz, po terapii, jestem już zdolny powiedzieć tym głosom: "Dziękuję, że mnie ostrzegacie i się o mnie martwicie, ale nie jesteście mi teraz pomocne." Poza tym, to nie są moje słowa.
To ważna lekcja, której się niedawno nauczyłem - zapytać siebie "czyje to słowa?", kiedy coś powodującego dyskomfort się pojawia w naszych myślach. U mnie się okazało, że większość negatywnych rzeczy nie wynika z mojego własnego doświadczenia, tylko z obaw innych ludzi, którzy postanowili się swoją opinią ze mną podzielić. A ja to trzymam jak stare zdjęcia. Z tą różnicą właśnie, że zdjęcia są wspaniałą pamiątką, do kótej kocham wracać, a te myśli pojawiają się same znienacka i jeszcze zazwyczaj są nieprzyjemne. Oczywiście często słyszę też mamy słowa: "ZDOLNIACHA!" jak się za coś zabieram i to jest baaaardzo wspierające, dużo bardziej niż jakiekolwiek zdjęcie.
Wkręciłem się w model społeczeństwa, które wartość człowieka opiera na jego pięknie zewnętrznym, na jego wyglądzie. Jestem artystą. To jasne, że piękno jest dla mnie ważne, ale piękno i wygląd to dwie różne rzeczy. A ja się w tym w którymś momencie pogubiłem.
Zaczynam się motać. To trudny temat.
Chodzi przede wszystkim o to, że wszyscy jak jeden mąż i żona borykamy się z różnymi otaczającymi nas problemami, do tego dorzućmy jeszcze naszą wewnętrzną walkę o sens i celowość życia (w zgodzie z innymi), a w jeszcze dodatku nie umiemy spojrzeć w lustro nie marząc o tym, żeby tam choć na moment pokazał się ktoś inny. Albo jeszcze lepiej, żeby można się było skleić z ulubionych obierków po innych ludziach. Auto-Frankensteina zrobić. Dzieło sztuki.
Czy naprawdę musi minąć siedem lat, żebym mógł spojrzeć na swoje selfie z przeszłości i (obiektywnie) powiedzieć sobie: "Jesteś piękny i niczego ci nie brakuję. Dbaj o siebie tylko i wszystko będzie dobrze. To, co ludzie mówią do ciebie, mówią o sobie. Nie bierz tego do siebie. A no i marzenia się spełniają." Czy muszę czuć to samo patrząc w lustro teraz, co czułem wtedy? Czy za siedem lat spojrzę na siebie i pomyślę - "Jesteś piękny i niczego ci nie brakuje. Dbaj o siebie tylko i wszystko będzie dobrze. To, co ludzie mówią do ciebie, mówią o sobie. Nie bierz tego do siebie. A no i marzenia się spełniają."
To jest bardzo trudna i mozolna praca, ale nie syzyfowa. Właśnie takie doświadczenia, jak to wygrzebanie zdjęć z przeszłości i zobaczenie czegoś kontrastującego do tego, co wtedy wobec siebie czułem. Te doświadczenia przekonują mnie o tym, że my jako ludzie naprawdę jesteśmy przebodźcowani obrazami, a już najbardziej obrazami siebie samych. Ewolucyjnie mamy oczy w takim miejscu na ciele, że nie jesteśmy w stanie zobaczyć swojej własnej twarzy. Dopiero sześć tysięcy lat temu ludzie zaczęli polerować kamienie na lustra. W wodzie przeglądali się już zapewne dużo wcześniej, ale wiecie, co się stało z Narcyzem.
Czy to nie jest za szybko dla naszego mózgu rejestrować tyle informacji na temat naszego własnego ryja? Przecież ja sobie mogę w oczy popatrzeć. Jak wrogowi, jak kochankowi? Mój wybór. Niektóre małpy nie mogą patrzeć w lustra, bo im się wydaje, że widzą wroga. Może czas na nas, żeby się tak samych siebie nie katować na tym zamkniętym w ładnej ramce polu walki? A jak nam trudno mówić do siebie ładnie i miło, to może nie wiem: udawajmy, że to nasza sąsiadka. A jak i to nie pomoże, to zakleić lustra jak małpom.
Już tydzień nie używam telefonu! I powiem wam, że łatwiej mi ludziom w oczy patrzeć, kiedy nie mam przed swoimi obrazu siebie z przedniej kamerki.. Łatwiej ich zagadywać, kiedy nie jestem wiecznie zmęczony myśleniem o tym, że ktoś zadzwoni, pisaniem bez ustanku na messengo i whatsappie. Nie mam się w czym przejrzeć, oprócz okien samochodów, po tym jak zdejmę czapkę. Wyglądam głupio? Ojej potargał mi się włos? Ojej mam to w dupie. Patrzę w oczy i się uśmiecham.
Twarze ludzi to są niesamowite widowiska. Każdy inaczej reaguje na tego samego szczeniaka. Każdy rusza inaczej ustami jak mówi, inny ma błysk w oku, kiedy oświetlają je reflektory samochodu. To są pudełka tajemnic, które świecą w niepowtarzalny sposób, ale poprzez pryzmat tego jaki ma humor i jaki film w głowie kręci. 
Tydzień bez telefonu. Ah i skończyłem czytać Konopielke. Tatko poprykujo.

 

Michał