fontanna, bodajże w Kołobrzegu. Piękne czasy, gdy mi się szkiełko w cyfrówce nie zepsuło.Zresztą w moich rękach nic nie przetrwa.
U mnie dosyć nieciekawie. Chciałam się wyspać, miałam na 9:50 a tutaj brat wpada do pokoju budząc mnie, bo on szuka czarnego długopisu. OK, nie miałam nawet siły się zdenerwować, bo moich bezsennych nocach. Zasnęłam z powrotem, a on znowu wbiega, z pytaniem czy dobrze wygląda, po zapewnieniu go, dalsze próby zasypiania nie miały sensu. Pociesza mnie jednak myśl, że dzięki Magdzie tak miło spędze weekend (obchód, kino, zdjęcia <3). Mama ciągle mnie obserwuje, posunęło się do tego, że chciałam zostać jak najdłużej w szkole, żeby nie wracać do domu. No, ale w końcu przełamałam się i wróciłam, wchodząc usłyszałam znajome głosy. Przyjechały ciotki, na początku ucieszyłam się, ale drugą moją myślą, było to, że matka zaraz wszystko rozgada, jaka to ja zdemoralizowana jestem. Na razie, nic nie słyszałam, bo ciągle kazali mi siedzieć z nimi w pokoju, ale teraz zapewne już wszystko wiedzą. Oho, już wołają, że mam im zrobić kolacje. Nienawidzę być służącą. Dobija mnie jeszcze fakt, że jutro sprawdzian z fizyki, a ja nadal nic nie umiem, nie mówiąc o zrozumieniu bieżących tematów. NIIGDY TEGO NIE ZROZUMIEM. Mamusia chyba nadal łudzi się, że będe idealna. Udaję, że nic się nie stało, ale widzę jak na mnie patrzy. Powiedziała, że jeszcze jedno wykroczenie i pożegnam się z internetem i komórką, na razie da mi spokój. Wiem, że i tak tego nie zrobi. Nie radzi sobie z tą sytuacją bardziej niż ja. Widzę, że już nie wytrzymuje, ale w porównaniu do mnie zachowuje zimną krew.
Doszło od tego, że żale się komputerowi. Ciekawie co będzie dalej.