Czasem normalna, czasami szalona,
Trochę prawdziwa, trochę zmyślona.
Niekiedy smutna, albo wesoła,
Raz idzie prosto, a raz dookoła.
Łzę może uronić, uśmiechnąć się ładnie,
Lecz kim jest naprawdę, nikt nigdy nie zgadnie.
By odejść; przychodzi. By przyjść; odejść może.
Zawsze jest zmienna, o każdej porze.
Gdy chcesz ją schwycić, jak dym się rozwieje,
Rozbudza zmysły, odbiera nadzieje.
I nie zrozumiesz, chociaż się starasz,
Raz stępiasz emocje, a raz je rozpalasz.
Czasem odejdzie bez pożegnania,
Czasem jak ognia się lęka rozstania,
I choćbyś wszystkie księgi przeczytał
Nic nie wyczytasz z tego oblicza.
I nigdy nie wiesz gdy pocałuje,
Czy śmierć, czy życie Ci podaruje.
Daremne groźby, prośby i żale;
Odejdzie wtedy, gdy będzie wspaniale.
Nie poznasz kobiety, a w swej udręce,
Spróbujesz ją schwytać, jak mgłę w gołe ręce...