Photoblog.pl

Załóż konto

IMO - In Musial's Opinion 

2015/08/16   

Pasemka - część 2.

« następne   poprzednie »
Pasemka - część 2.

Area pedale! To jest ciąg dalszy tej notki: http://www.photoblog.pl/musialm/173323404 . Najpierw przeczytaj ją, a następnie tę.

Chcieliśmy się dowiedzieć o cenach za wstęp do muzeum, jednak na zewnątrz nie było nic napisane. Po powrocie do hotelu sprawdziliśmy na necie, ale na stronie tej atrakcji napisali o wszystkim, tylko nie o cenach. Hm. A z powrotem to w ogóle był cyrk. Zapomniałem o tym napisać wcześniej, ale z racji, że jesteśmy farciarzami, to akurat podczas naszego przyjazdu remontowana była linia metra, która przejeżdżała obok naszego miejsca zamieszkania i kursowanie kończyło się ok. 21:30, czyli wcześnie. Z fajnego placyku mieliśmy powrót metrem, ale było już za późno. Spytałem się Hindusa z kwiaciarni o dojazd do domu i na szczęście był bezpośredni autobus, tyle dobrze.

Kolejny dzień rozpoczął się wspaniale, ponieważ czekaliśmy na przystanku na autobus do miasta prawie 30 minut. Czas na wtrącenie. Właściciel hotelu polecił nam 3 restauracje w okolicy - niedrogie i dobre jakością. Pierwszego dnia poszliśmy do numeru #1 na liście, ale niestety zamknięte - remament (un remamento). Poszliśmy więc do numeru #3, bo #2 był dalej, a nie chciało nam się iść. Wracamy do dnia, który opisywałem. Wieczorem poszliśmy zobaczyć ten numer #2 i być może wstąpić na deser (to ta miejscówa, która wcześniej była zalana przez deszcz). Wyglądało bardzo fajnie, ale było bardzo dużo ludzi i stwierdziliśmy, że jutro pójdziemy tam na obiadek. Tymczasem poszliśmy na wieczorny deser gdzie indziej, gdzie pana cotta była słaba, a firmowy deser się skończył :/ Okej, następnego dnia (dzień 5.) poszliśmy na obiad do #2. Zastaliśmy... lokal w remoncie <XD> Super! Pójdźmy zatem do #1. No niestety, od 15:00 do 19:00 przerwa (siesta). I wylądowaliśmy w numerze #3, do którego już nie chcieliśmy wracać, bo była zryta chińska kelnerka, która oczywiście za drugim razem również miała przyjemność nas obsługiwać <XD> Po obiedzie stwierdziliśmy, że czas wypróbować lodziarnię naprzeciw hotelu, bo jeździmy za dobrymi lodami po całym mieście, ale wszędzie niedobre, a może wcale nie trzeba jeździć? Poszliśmy, ale, niesamowite, od dziś lodziarnia ma urlop. Żegnajcie, lodziki <XD>

W owym dniu 5. poszliśmy wcześniej zobaczyć najsłynniejszą fontannę Rzymu - spektakularną Fontannę di Trevi. Naszym oczom ukazał się, NIESPODZIANKA, remont <XD> Czuj ze spektakularnością. Wcześniej poszliśmy w miejsce, gdzie serwują najlepszą kawę w Rzymie (opinia znajomej). Mama z siostrą zamówiły coś, zajęliśmy stolik, ale dowiedzieliśmy się, że za zajęcie stolika trzeba dopłacić. W dupie mieliśmy takie coś, kawka została wypita na stojąco i była ponoć bardzo taka sobie. Moja cola smakowała natomiast bardzo colowo. Wieczorem siostra kupiła selfie sticka, które były sprzedawane na ulicy na każdym kroku. Po zakupie okazało się, że sprzęt nie działa, a handlowiec magicznie wyparował <XD> No dobra, po chwili okazało się, że jednak działa, a sprzedawca wcale nie wyparował. Natomiast pod Koloseum miała miejsce jakaś demonstracja ludzi z bliskiego wschodu. Mama stwierdziła, że uciekamy, zanim odpalą te bomby. Właściwie to było innego dnia, ale nie szkodzi.

Ostatni prawdziwy dzień to był 15. sierpnia i było święto (nie wiem czy to samo, co w Polsce, czy może inne...). Zatem sklepy były zamknięte, a komunikacja jeździła rzadko. Poczuliśmy to szczególnie, gdy na przystanku zobaczyliśmy na tablicy elektronicznej, że nasz tramwaj przyjedzie już za chwilkę, tzn. za 52 minuty. Lol.

Pojechaliśmy do wielkiego parku, postanowiliśmy obrać trasę w stronę wielkiego jeziora o nazwie Galoppatoio. Po dojściu okazało się, że to tylko pełen kup wybieg dla koni <XD> Postanowiliśmy obejść go dookoła, ale skończył nam się park po drodze, więc wracaliśmy tą samą drogą przez plac bez drzew w pełnym słońcu ;x Popołudniem w końcu pojechaliśmy do numeru #1 i naprawdę był numerem jeden. Jadaliśmy przez cały tydzień w całym mieście, żeby ostatniego dnia zjeść obiad w najlepszym miejscu, przy samym hotelu. Wieczór spędziliśmy na szukaniu podróby KFC (których tam milion, bo prawdziwego chyba nie ma) i hinduskiego sklepu z pamiątkami, by wytargować dobrą cenę. Niestety, budy z jedzeniem nie znaleźliśmy, a jedyny sklep z pamiątkami był prowadzony przez Włocha. Czuja, a nie wytargowaliśmy dobrą cenę.

A gdy wróciliśmy do lotniska pod Katowicami, to mieliśmy do wyboru dwie drogi dojazdowe w stronę miasta Katowice. Ta, która wybraliśmy, poprowadziła nas w stronę Krakowa, na sam koniec Górnego Śląska, tak naprawdę. Czyli pojechaliśmy objazdem jak głupki.

Myślę, że do końca sierpnia spotka nas jeszcze więcej pecha. Dam znać, edytując tę notkę :D

Komciajcie


EDIT: 21.08.: W dwa dni dwa razy przebiłem tę samą oponę w hulajnodze. Ale chyba wszystko z nią w porządku...

3 komentarze
ppczje - 01/09/2015 2:08:26
area pedale <3 fatum jakieś czy kie licho :(
sk4rpetk4  - 17/08/2015 0:29:02
widzę, że wyjazd udany
a sprzęty domowe chociaż chodzom?

PS. "Super włoskie lody kutwo" E>
musialm - 17/08/2015 10:52:00
Te nowe chodzą. Dziś jedziemy szukać lodówki, bo się zgubiła ;p

Najnowsze wpisy

Pasemka - część 2.

16/08/2015 23:18:14

Wesoła rodzinka i pasemka

16/08/2015 22:43:46

Ludzie powinni poukładać myśli

15/08/2013 15:06:58

2012r.

05/12/2012 20:53:57

The UK

20/08/2012 15:47:18

1/2 2012r.

03/06/2012 21:49:55

2011r.

02/01/2012 20:58:23

300km

24/08/2011 16:28:39

Wszystkie wpisy