Photoblog.pl

Załóż konto

Pogubione podsumowania

exif
Wyświetleń: 193

Cos tu chronologicznie nie zagrało, ostatnie podsumowanie jest z października 2016 roku i dotyczy roku na studiach. Także można chyba załozyć, że od października do grudnia 2016 nie było zbyt emocjonująco. Nie trzeba zakładać, że na podsumowanie 2016 nie było okazji, ani czasu, tam był maraton. Ale to za chwilę.

 

2017 zaczął się z kopyta, gdzieś blisko zalewu, pyszną sałatką i spalonym jarmużem. Niesamowita chwila z trójkowym Topem Wszech Czasów. A potem czasów (ani czasu) już nie było.

 

Najpierw była sesja zimowa, sesja zimowa z dwoma dużymi, kończącymi się przedmiotami i cała masą wszytskiego, ale to opanowałam. Śmieszne, teraz ciężko jest mi wogóle uwierzyć, że nie minął od niej nawet jeszcze rok.

 

Potem była przerwa, 2017 był zdecydowanie rokiem Renu i Bałtyku. Do Patryka mogłabym się niemal już wyprowadzić, a u agnieszki wynajmować pokoje na urlopy. Dobra przerwa, trochę stresu, ale w gruncie rzeczy nawet mój stres się nie spodziewał co mnie czeka.

 

No i był semestr letni. Łoooo mamo, ja nawet nie umiem opisać co tam się działo, bo albo akurat się uczyłam, albo spałam, albo próbowałam nie zasnąć ucząc się. Semestr czwarty to koszmar, semestr czwarty z bonusikiem od samej siebie, to największy sprawdzian mojej wytrzymałości fizycznej i psychicznej, jaki dane mi było przezyć (pewnie największy aż do czasu posiadania potomka, oby największy). nie wiem jak dociągnęłam to do końca i nawet całkiem nieźle zamknęłam, oblewając tylko ten egzamin, który planowałam oblac w sesji letniej (ktos nad tym chyba czuwał).

 

Wakacje, wakacje były superowe, zabrakło w nich tylko Miśków. Ale było morze i był Ren, fajne praktyki (albo ludzie na praktykach, kiedy praktyki nie były fajne) i nawet apartament. Nieco kapryśna pogoda nie przeszkodziła w cieszeniu się (prawie) beztroską.

 

Zaczęty semestr zimowy. Cóż mogę powiedziec poza tym, że czas od ropoczęcia do świąt Bożego Narodzenia bez większej przerwy jest dla mnie zabójczy? Wszyscy wiedzą to nie od dziś. Farmakologia to mój mały koszmarek. Nie dopasowałyśmy się z prowadząca charakterami. Wreszcie weszły przedmioty kliniczne, które przywróciły mi wiarę w to, że całe poprzednie dwa lata miały sens. Pierwsze zajęcia kliniczne miałam na oddziale, na którym zdecydowałam, ze chce być lekarzem. Dostałam i użyłam po raz pierwszy własnego stetoskopu. Powiem Wam, że to jest COŚ, mam takie poczucie, że COŚ już osiągnełam, bez względu na to, co z moją karierą zawodową stanie się dalej.

 

Przerwa wspaniała, Sylwester epicki. Po raz pierwszy nie spodziewałam się po sobie cudów i bardzo się cieszę, że nie miałam nadmiernych ambicji.

 

Naukowo wymiatałam, nauczyłam się, ze czasem trzeba odpuścić i czegoś nawet nie zaliczyć, ale dzięki temu nie zwariować. Staram się przeniesc to na pole trochę mniej wymagającego semestru, ale na razie wywołuję w sobie dziwną mieszankę dzikiej radości i poczucia winy. Pracuję nad tym, żeby oddzielać życie "zawodowe" od prywatnego i nie musieć cały czas zastanawiać się, które jest ważniejsze, móc postawić znak równości, bez skrajności (joł).

 

Miłościowo moje zycie wymiata. Tutaj tez bywają wzloty i upadki, ale raczej robimy dwa kroki do przodu, jeden do tyłu, niż jeden do przodu i dwa do tyłu. Zbieram expa i czekam tylko aż zdobedziemy wyższy level związku.

 

Przyjacielsko zaliczyłam w tym roku spadek, ale głęboko wierzę, że wybrałam dobrych ludzi, którzy nawet jesli czasem wydaje im się, że coś się kończy i nic się nie zaczyna, nie uwierzą w to, że przyjaźń jest inna niż związek. A prościej (kiedy przestajesz sama siebie rozumieć, to jest źle, Katarzyno! :P), to, że zrozumieją, że nie trzeba nic kończyć, ale wszytsko się zmienia i nigdy nie jest dwa razy takie samo. Ludzie się zmieniają, ale w swojej podstawie pozostajemy wszyscy tacy sami. Dla mnie przyjaźń to piękny rodzaj miłości. Mam nadzieje, że tego nie spieprzę :)

 

2017 był wymagający jak cholera, ale wszystko powoli zyskuje swoje stałe, nowe miejsce i dzięki temu przyszłośc może stawac się coraz jaśniejsza i bardziej dla mnie zrozumiała. Tęsknię za tym co było, ale jeszcze bardziej tęsknię za tym, co będzie i ile jeszcze wspaniałego czeka mnie w życiu. (Oby jak najwięcej, i Wam też tego życzę!). 2017 był dobry.

 

2018, masz ósemkę w sobie, więc musisz być fantastyczny. Bądź trudny, wymagający, każ mi pracowac nad sobą, ale jednocześnie daj mi okazje do satysfakcji, radości i odkrywania świata. 2018, proszę, bądź wspaniały.

 

Panie Boże, dziękuję, że nadal żyję i mam siłę, żeby kształtować swoją rzeczywistość i zmieniać to, co mogę zmienić.

 

 

<łzy wzruszenia>