Photoblog.pl

Załóż konto

DONt GIVE A FUCK IF I CUT MY ARM 
zapisz

suicide is the proof of life

Dodane 18 WRZEśNIA 2015 , exif
Wyświetleń: 607

 

 

 

 

annyoung.

 

głód pisania jest tak ogromny, że przyszłam aż tutaj. zapewne nikt mnie nie pamięta - nic nie szkodzi. jestem tu dla samej siebie. dla miejsca do pisania. bo jedno już wykorzystałam, a wciąż chcę więcej. więcej, więcej i więcej. .. regularne udzielanie się na tym blogu zakończyłam ponad rok temu. w ciągu tego czasu zmieniło się wszystko. przede wszystkim ja. nie ukrywam, że ten czas miał być tym lepszym, innym, szczęśliwszym.. . ale jak wiadomo - nic nie idzie po naszej myśli. chociaż nie wiem jakby się człowiek starał, jak bardzo by chciał - wszystko na marne. szczerze? mam tak ogromną ochotę wypisać tu wszystko co leży mi na sercu, wypisać wszystkie grzechy popełnione w ciągu tego roku, wszystkie powody, przez które mam przeogromne wyrzuty sumienia, które nie pozwalają mi spać, które spaczyły mi psychikę. ale.. . ja nawet nie jestem w stanie myśleć o tym wszystkim. to tak bardzo boli. tak strasznie rani moją dumę. w tak drastyczny sposób zmienia obraz mojej osoby. miałam być tą lepszą, grzeczną dziewczyną z zasadami, których kurczowo się trzyma. miałam ogarnąć swoją głowę, słuchać się tylko i wyłącznie rozumu. miałam nie popełniać błędów, miałam podejmować tylko dobre decyzje. miałam. ale chvj - nie wyszło. cholernie nie wyszło. jest wręcz na odwrót. w ciągu pierwszego roku studiów podjęłam najgorszą decyzję w swoim życiu, która miała nie tylko ogromny wpływ na moje życie w tamtym okresie, ale i ma ogromny wpływ na moją przyszłość. albo raczej - na postrzeganie przeze mnie mojej osoby w przyszłości. czuję się jakbym przegrała życie. czuję się jak brudny, splamiony człowiek, który nie ma prawa by żyć. moja psychika wręcz nie wyrabia. nienawiść do samej siebie, gardzenie sobą, nie wychodzenie z pokoju, zamykanie się w sobie, nieustająca chęć nieistnienia. brak sił do życia. ciągła egzystencja. brak jakiegokolwiek powodu do życia.. . a w głowie - urywki z tamtych obrzydliwych chwil, kiedy bałam się powiedzieć 'nie', kiedy nie potrafiłam wypowiedzieć własnego zdania, kiedy bałam się zrobić coś w taki sposób jaki ja chcę i jaki uważam za stosowny. sprzedałam się. swoją duszę. swoje wnętrze, swoje ciało. swoje przewrażliwione serce. pozwoliłam się skrzywdzić. pozwoliłam się krzywdzić. dosłownie codziennie, przez ten rok żyłam w ogromnym stresie. czułam ogromny lęk. codziennie bałam się. nawet przez ułamek sekundy nie byłam w stanie być szczęśliwą. moja dusza płakała. nienawiść do samej siebie rosła z dnia na dzień. codzienne obrażanie samej siebie w myślach, wyzywanie się od pierdolonch szmat, bezmózgich debilek, hipokrytek, chvjowych, zyebanych, tanich i łatwych. i duży problem - musisz żyć z tym sama. udawając, że jesteś szczęśliwa, że jest pięknie. - śmiałem się nawet z tego, że dzisiejszego dnia świeciło słońce, choć w mojej głowie padał bezustanny deszcz. - słuchając.. . kurczę, nawet nie wiem jak to ubrać w słowa. to było strasznie dziwne. sytuacja w jakiej się znalazłam, podobała się innym ludziom. i musiałam udawać przed nimi, że i mnie się to wszystko podoba. chvjnia. jedna, wielka chvjnia z grzybnią. aż mi się na łzy zbiera. bo ja.. . ja po prostu jestem strasznie dziwną osobą. trochę (bardzo) staroświecką, która nie toleruje pewnych "normalnych" dla współczesnego świata sytuacji. są one dla mnie tak obrzydliwe, wręcz obleśne. brzydzę się tym tak strasznie jak fałszywością, kłamstwem i hipokryzją. (tak, hipokryta nienawidzi hipokryzji - inaczej nie byłby hipokrytą). jak tak patrzę na ten świat, na te dzisiejsze dziewczyny, które lubią się szmacić, które się nie szanują - odrzuca mnie to. a kurwa sama wdepnęłam w to cholerne gówno. stając się taka jak one. i to w imię czego? w imię szczęścia innego człowieka? nie dla siebie - tylko dla kogoś.. . kto i tak w sumie miał cię w najgłębszym poważaniu, myślał tylko o jednym. w twoim ciele wszysko krzyczało 'nie'. głowa, serce. .. wszystko wręcz wydzierało się 'nie rób tego'. z oczu spływały po policzkach pojedyncze łzy, których nie byłam w stanie zatrzymać. tylko usta, jedne jedyne. .. usta, struny głosowe, aparat mowy. milczały. a wiecie co oznancza milczenie. *płączę, ja naprawde płączę. teraz*. i najgorsze jest to, że nikomu nie możesz o niczym powiedzieć. nawet osobie, która jest dla ciebie najważniejsza na świecie. musisz żyć z tym sama, z tym grzechem na ramieniu, w sercu, w głowie. z tym cierpieniem, nienawiścią. a na zewnątrz udawać szczęśliwą osobę bez problemów. wiecznie się uśmiechając dla niepoznaki. życie jest chvjowe. nienawidzę życia. nie powinnam była się urodzić. jestem chodzącą porażką. wstydem dla własnej rodziny. wiecie co? tak strasznie było mi wstyd wracać do domu. prawie płakałam jak widziałam swój blok. przed łzami powstrzymywał mnie jedynie fakt, że nie szłam sama. wstydziłam się spojrzeć w oczy swojej mamie. było mi tak źle z tym, że musiałam ją oszukiwać, że jej córka podjęła tak karygodne decyzje. że zamiast posłuchać się rozumu, posłuchała tego głupiego serca, które wiecznie kocha ludzi. nawet tych ludzi, którzy ją krzywdzą. przepraszam cię mamo, że musiałaś urodzić takie coś jak ja. że nie możesz być ze mnie dumna, że .. . po prostu jestem zła. jestem złym człowiekiem. wiecie? a naprawdę miało być dobrze. zaczęłam zmieniać swoje życie na lepsze. zmieniłam swoje myślenie, swoje serce.. . i było dobrze. przez pierwsze niecałe dwa tygodnie, dopóki w moim życiu nie pojawiła się ta osoba. która mnie oszukała. (nie)świadomie skrzywdziła, pozostawiając po mnie gówno, które nie jest w stanie normalnie funkcjonować w tym chorym społeczeństwie. nie było miesiąca, w którym bym nie płakała. iie. to nie był zwykły płacz, to była rozpacz. ryczałam jak nie ja. nie byłam już w stanie utrzymywać w ryzach swoich emocji. gasiło sie światło, chowało pod kołdrą, wylewało litry łez, łkało, czekając w strachu aż otworzą się drzwi do pokoju, kiedy ktoś położy się obok ciebie - winowajca twoich łez -, kiedy poczujesz dłoń na swoim ramieniu i usłyszysz wypowiedziane słodkim głosem 'hej', które doprowadza cię do histerii. kiedy twoje ciało zaczyna trząść się od płaczu, strachu, nadmiaru złych myśli. i wciąż milczysz. zaciskasz mocno zęby, żeby tylko nie wydać żadnego dźwięku. leżysz prawie na bezdechu, bo masz zatkany nos od łez. a głębszy oddech stawał się zbyt głośny i zbyt wymowny. przecież nie mogłam płakać. przecież nic złego się nie stało. to tylko mój chory (zdrowy) pogląd na świat. nie mogłam nic powiedzieć, bo na wszystkie słowa było już za późno. jedynie mogłam pogodzić się z sytuacją. pogodzić? nigdy.. . jedynie zaakceptować. co też jest złym słowem. zawaliłam pierwszy semestr. zawaliłam drugi semetr. wypadła mi druga połowa włosów. reszta zaczęła siwieć. głowa mi się pochorowała. jestem zmęczona. po prostu zmęczona już tym wszystkim. te wspomnienia nie chcą odejść. pojawiają się w najmniej oczekiwanym momencie, w najbardziej niedpowiedniej chwili. niszczą każdą pozytywniejszą chwilę życia. przeszywają całe ciało. od stóp do głów. przez jelita, wątrobę, żołądek, serce i mózg. zawsze pozostawiając cię brudną, skażoną, z toną wulgaryzmów na ustach, skierowanych do samej siebie. nigdy nie będzie tak jak kiedyś. nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek będę w stanie normalnie funkcjonować. to nie zniknie. mogę o tym zapomnieć, mogę starać się o tym wszystkim zapomnieć. ale to, co straciłam - już nigdy tego nie odzyskam. to fizycznie niemożliwe. jedyna rzecz, która dawała mi poczucie tego, że nie dałam się światu, że jestem silna i nie poddałam się "nowoczesności". tego już nie ma. jestem jak te wszystkie puste dziewczyny, które szacunek do siebie zgubiły w trzeciej klasie podstawówki. jestem jak ta polska patologia szerząca się z dnia na dzień coraz bardziej. jestem tak samo zła, ohydna, pełna brudu i kłamstwa. to, co szanowałam przez 19 i pół roku mego życia - umarło. dzięki jednej jedynej osobie, której nigdy nie powinno być w moim życiu. ale.. . ja cały czas się nad tym zastanawiam. jak można zrobić taką rzecz tak uległej, przewrażliwionej, w pełni oddającej się, lękliwej osobie i jeszcze będąc w pełni świadomym tego, że ta osoba nie chce robić pewnych rzeczy, ale boi się mówić 'nie'. jak? dlaczego? dlaczego tak trudno uszanować te kilka słów, tej zamkniętej w sobie osóbce? jak? 

bez owijania w bawełnę: jest źle. bardzo źle. jestem neurotykiem. mam antropofobię i hafefobię. ISTJ. zniszczyłam swoje życie podejmując jedną błędną decyzję. nie bierzcie ze mnie przykładu. nie poświęcajcie sie dla szczęścia drugiej osoby. szczególnie gdy wiecie, że to nie ma żadnego sensu. szanujcie się. pamiętajcie, że to Wy jesteście najważniejsze, bo to z sobą spędzicie całe swoje życie. nie ufajcie ludziom, nie kroczcie ślepo przez życie. myślcie. zastanawiajcie się. bierzcie pod uwagę nie tylko zalety ale i wady. i pamiętajcie - jedna zła decyzja, to furtka do podejmowania kolejnych błędnych. strzeżcie się przed tym. żyjcie zgodnie z własnymi zasadami. nie postępujcie wbrew sobie. bądźcie szczęśliwe. musicie wieść szczęśliwe życie. 

 

podziwiam jak ktoś to przeczytał.

saranghae.

bai-bai ~

 

 

 

 

wantthinbody45 Nie wiem czy mnie pamiętasz,ale... zalogowałam się tutaj i pomyślałam, że pewnie już nie prowadzisz bloga, a tu zaskoczenie.
Kochana, czytałam Twoje słowa i łzy ścisnęły mi gardło, nie wiem co Ci powiedzieć. Może jedynym pocieszeniem byłoby to, że jestem w niemalże identycznej sytuacji. Jeden błąd pieprzy życie, zmienia o 180 stopni spojrzenie na siebie i otwiera drzwi do kolejnych błędów. Nie wiem co Ci poradzić, jakie słowa otuchy napisać bo sama jeszcze takich nie znalazłam wobec siebie, a co dopiero wobec innych... Wiem tylko, że nie jesteś sama i na pewno masz DOBRYCH ludzi dookoła siebie... Mogę napisać, że wszystko się ułoży, ale to takie trudne do rozumienia i do uwierzenia...
Trzymaj się :*
26/10/2015 12:19:32
xstopeatingx dziękuję. <3
26/06/2016 21:39:19

~penguinemperor Suicide is the proof of life, eh? Jak bardzo uwielbiam muzykę Dir en Grey, tak bardzo nie lubię wracać do The Final. Jakby jednak nie było, to właśnie tytuł skłonił mnie do przeczytania tego postu. *sigh* Nie jestem dobra w mówieniu, nie sądzę też żebym potrafiła napisać cokolwiek co mogłoby chociaż trochę wesprzeć cię w tym przez co przechodzisz. Krążą mi teraz po głowie górnolotne (albo wręcz przeciwnie) sentencje o współodczuwaniu, pseudo-empatii i samosatysfakcji ale... rzeczywiście, tak długo jak nie będziemy stawiać granic, tak długo inni będą je przekraczać. Możliwe, że będą to robić mimo wszystko. Niedobrze się stało, że musiałaś przekonać się o tym w tak bolesny sposób.

Życzę ci spokojnej nocy, jeśli jeszcze nie śpisz albo spokojnego dnia, zależnie od pory.
20/09/2015 22:33:16
xstopeatingx kocham dir en grey całym swoim sercem. a the final - jak widać - będzie ze mną jeszcze bardzo długo. ale mam co do tej piosenki podobne odczucia co Ty (przynajmniej tak wnioskuję). dziękuję za przeczytanie. szczerze mówiąc, czuję się lepiej z myślą, że chociaż jedna osoba "wysłuchała" to, co tak bardzo chciałam wyrzucić z siebie. dziękuję za komentarz.

również życzę Ci spokojnej nocy bez złych myśli oraz pięknego, słonecznego dnia.
21/09/2015 0:03:47