Photoblog.pl

Załóż konto

Witam na Wyspach Nonsensu. 

2021/09/03   

co oglądałem?

« następne   poprzednie »
co oglądałem?

Sporo oglądam, z resztą po ciekawe dokumenty i filmy fabularne zapraszam tam --->> https://punkowastrona.wordpress.com/category/filmoteka-myslacego-czlowieka/

ale teraz chciałem napisać o czymś innym.
Jak wiadomo piłka skopaną interesuję się długo, albo... jeszcze dłużej.
Ostatnio postanowiłem przypomnieć sobie film, który jest częścią cyklu "O krok od pucharu...", w którym przypominane są dawne wyczyny polskich klubów w międzynarodowych rozgrywkach europejskich. Realizacja oczywiście na wysokim poziomie, Canal + potrafi zrobić niezły dokument, zwłaszcza o tematyce sportowej.
Wspomniany film opowiada o wyczynie jakiego dokonała Legia Warszawa w sezonie 1990/91, czyli w tym, kiedy to zacząłem im kibicować. Było to pokłosie ich pojedynku z włoską drużyną Sampdoria Genua, którą to zresztą wówczas wyeliminowali. Brzmi to jak coś z pogranicza science fiction i fantasy, ale był taki czas, kiedy to rodzime ekipy mogły rywalizować jak równy z równym w pojedynkach przeciwko wielkim piłkarskiego świata.
Ta historia ma znamiona amerykańskiego filmu rodem z Hollywood, ale wydarzyła się naprawdę.
Legia bez kasy, w trakcie przekształceń związanych z upadkiem poprzedniego systemu a tworzeniem się nowego, bez składu, kto mógł to odchodził, szukał lepszej kasy, a tu nagle o mały włos, a Legioniści zdobyli by jedno z ówczesnych trofeów, a mianowicie Puchar Zdobywców Pucharów, w którym rywalizowali zwycięscy krajowych pucharów (brzmi jak masło maślane trochę, ale tak to wtedy wyglądało).
Właśnie, kluczowe zagadnienie, stwierdzenie... o mały włos.
Jak to śpiewał Kazik "Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka, gdyby się nie przewrócił byłaby rzecz wielka...". Zawsze coś stawało na przeszkodzie żeby zapisać się w historii. Pech? Nie wiem czy można tak to określić. Z drugiej strony można też mówić o szczęściu, jak wtedy gdy w 1970 roku rzut monetą umożliwił wejście do finału tych samych rozgrywek drużynie Górnika Zabrze. Już od dawna więc uważam, że szczęście bilansuje się z pechem jeśli chodzi o jakiś dłuższy okres czasu. Trzeba sobie zdać z tego sprawę, że jesteśmy, oczywiście jako Polska piłkarską prowincją, w zasadzie od zawsze nią byliśmy, z krótkimi przebłyskami w latach bardzo odległych. Bo akurat trafił się trener z pomysłem, paru niezłych piłkarzy i zgrało się kilka innych korzystnych czynników. Dlaczego tak uważam? Ano dlatego, że nigdy żadna polska ekipa czy to klubowa czy reprezentacyjna nie odniosła żadnego znaczącego sukcesu, jakim jest zwycięstwo w Mistrzostwach Świata, Europy czy w którymś z kontynentalnych pucharów zwanych obecnie nie wiedzieć czemu ligami. Oczywiście pojawiali się i pojawiać się będą zawodnicy klasy światowej (królowie strzelców Mistrzostw Świata czy Igrzysk Olimpijskich), ale piłka to jednak sport drużynowy. Można to wszystko zwalić na rozmaite niekorzystne czynniki. Że bieda, reżim, izolacja itp. Tylko po co? Skoro w 1986 roku w finale Pucharu Mistrzów potrafiła pokonać FC Barcelonę, w Rumunii też była bieda, reżim i izolacja, śmiem twierdzić, że nawet w jeszcze gorszym wydaniu niż u nas. Innym przykładem niech będzie ekipa Crvenej Zvezdy Belgrad, która w 1991 roku pokonała Olympique Marsylia w finale tych samych rozgrywek. A przecież warto pamiętać o tym, że Jugosławia, stała w obliczu wojny domowej i rozpadu na kilka państw. Natomiast Puchar UEFA wygrywały rozyjskie kluby CSKA Moskwa i Zenit Sankt Petersburg czy ukraiński Szachtar Donieck, ale to już czasy, że tak to ujmę nowożytne, znaczy się po roku 2000. Wróćmy zatem do lat dawniejszych.
Słowacki (wtedy czechosłowacki) Slovan Bratysława w finale Pucharu Zdobywców Pucharów w 1969 roku pokonał Barcelonę, 1. FC Magdeburg (Wschodnie Niemcy) 1 1974 roku pokonał AC Milan, rok później w finale spotkały się Dynamo Kijów i Ferencvaros Budapeszt (3:0), finał w 1981 to zwycięstwo Dynamo Tbilisi nad Carl-Zeiss Jena (2:1), w 1986 ponowny triumf Dynama Kijów.
Jak widać na tak zwanym Wschodzie też powstawały silne drużyny...
A skoro ostatni raz polski klub wygrał jakiś wiosenny dwumecz w europejskich rozgrywkach już ponad 30 lat temu. No to po co tu coś więcej pisać. Oczekiwania i aspiracje są duże, niestety nie poparte niczym racjonalnym.
Film, który zainspirował mnie do napisania powyższych słów można obejrzeć pod linkiem --->> https://youtu.be/YbJXZwfnG0Q

 

Wczoraj obejrzałem mecz Reprezentacji Polski. Piękna wygrana nad Albańczykami 4:1, jak to mówią, wynik idzie w świat i to nie łyżwiarstwo figurowe żeby noty za styl wystawiać, więc na tym poprzestanę. Ale ciekawy jestem co to będzie w potyczce z Anglikami, którzy urządzili lanie Węgrom w Budapeszcie 0:4.

I tak coś czuję, że ciąg dalszy tych moich wywodów jeszcze nastąpi...

2 komentarze
Zarejestruj się teraz, aby skomentować wpis użytkownika wyspynonsensu.
padholder  - 07/09/2021 0:57:15
będę grał w grę... ;)
wyspynonsensu - 25/09/2021 2:50:19
Moja ulubiona odpowiedź na plany sylwestrowe. :-D

Najnowsze wpisy

ostatni letni spacer

25/09/2021 3:53:36

co oglądałem?

03/09/2021 4:47:47

gram w grę - już tyle

21/08/2021 2:19:20

strefa kibica Euro #8

17/07/2021 3:42:44

strefa kibica Euro #7

11/07/2021 3:11:01

strefa kibica Euro #6

06/07/2021 13:02:52

strefa kibica Euro #5

02/07/2021 4:26:47

strefa kibica Euro #4

25/06/2021 13:17:53

Wszystkie wpisy