Photoblog.pl

Załóż konto

make me smile 

2018/08/15   

Saba

« następne   poprzednie »
Saba

Powoli ten photoblog zamienia się w miejsce do wylewania emocji, po stracie bliskich... Nawet jeśli, to widocznie potrzebuję tego, a jest to moje miejsce, w którym od dawna piszę, co mi leży na sercu, więc...

 

 

13.08.2018

Pamiętam pierwszy raz, gdy Ją zobaczyłam. Ta przyjazna mordka... Jeśli psy potrafią się uśmiechać, to Ona uśmiechała się najszerzej i najcieplej i przy tym mocno mrużyła oczy. Ogon merdał z całej siły. A Ona sama była po prostu przeurocza. Od razu ją pokochałam. Choć sytuacja była dla mnie niełatwa. I nie tylko dla mnie... Saba musiała opuścić swój dom i swoją panią, wszystko co dotychczas znała. Pierwsze dwa dni były ciężkie. Leżała ciągle przy drzwiach, tyłem do nas. Nawet na nas nie patrzyła. Nie jadła, nie piła. Na trzeci dzień podniosła na mnie wzrok. Pogłaskałam ją i podsunęła jedzenie. W końcu coś zjadła i dała się wyprowadzić do ogrodu. Wieczorem pogryzła tacie nowe buty. Z każdym dniem było już tylko lepiej. Poznawałam ją, a ona mnie. Rozumiała w dwóch językach oraz komendy wydawane gestem. Byłam w szoku, bo pierwszy raz widziałam, żeby pies robił siku na zawołanie. Saba, zrób siusiu - i już. Kochała spacery i kąpiele w wodzie, szczególnie w morzu. I trochę mam wyrzuty sumienia, że nigdy jej tam nie zabrałam, ale nie chciałam przypominać jej o domu... Kochała, kiedy rzucało się jej maskotki, ale musiały być oplute, wtedy były najlepsze. Kochała drapanie po grzbiecie, zaraz nad ogonem. Pamiętam jak stawała pod stołem albo krzakami i ocierała się grzbietem, aż wszystko na stole skakało. Kochała ludzi i ich towarzystwo. Zawsze pzychodziła i kładła łapę na kolanie, prosząc o głaskanie. Uwielbiała lizać stopy, co uważałam za obrzydliwe, ale było tak śmieszne, że nie sposób tego zapomnieć. Tak jak jej kochanego pyszczka, który przytulała do mojej dłoni za każdym razem, gdy drapałam ją za uchem... Spacery z nią były wyjątkowe. Jeden z nich pamiętam szczególnie. Całą rodziną wybraliśmy się na spacer po wielkanocnym śniadaniu. Wszyscy odświętnie ubrani. Pogoda nie była najlepsza, a polne drogi były błotniste i gdzieniegdzie woda stała tworząc ogromne kałuże. Jedna spodobała się Sabie najbardziej... Niestety zanim zdążyliśmy ją powstrzymać, kąpała się w najlepsze w kałuży z gnojowicy! Nie zapomnę jej zadowolonej miny, kiedy położyła się tam cała aż po same uszy! Prawdziwe psie spa... Na dodatek, w drodze powrotnej wykopała jakąś starą, zgniłą kość i z dumą niosła ją w pysku do samego domu. Próby zabrania jej były daremne. Taka właśnie była. Nieprzewidywalna i uparta. Ale jedno było pewne - nikomu nie zrobiłaby krzywdy. I była wyjątkowa. Dla mnie była po prostu wyjątkowa... Szkoda, że nie miałyśmy szansy być ze sobą chociaż trochę dłużej... Ale myślę, że teraz już jest ci lżej piesku... bardzo cię kocham, kochałam i już na zawsze będę kochać. Masz miejsce w moim sercu i czuję, że jesteś blisko. Kocham cię Sabuniu.

 

Proszę nie lajkujcie. Zamiast tego pomyślcie czasem o piesku, który zmienił życie nie tylko moje. Pomyślcie o Sabie, jak o najlepszym psie na świecie.

Brak komentarzy
Info

Komentowanie zdjęcia zostało wyłączone
przez użytkownika werina.

Najnowsze wpisy

Saba

 

Po prostu Buba

 

Wpis werina

 

Wpis werina

 

niezmienne

 

Wpis werina

 

Wpis werina

 

Wpis werina

 

Wszystkie wpisy