Czy tylko ja tak mam, że po każdej imrezie mam wrażenie, że moje 'poukladane', schematyczne życie jest wywrócone do góry nogami i ciężko mi powrócić do mojej normlaności. Wstaję pózno, jem cokolwiek, nieregularnie, czuję się fatalnie psychicznie i fizycznie. Kac, zmęczenie, poczucie jeszcze większej beznadziejności, wyjebane na diete ćwiczenia...najważniejsze by się najeść i wyspać...dopiero po tym rozlazlym dniu powoli wracam do codzienności. Alkohol wszystko kurwa niszczy. WSZYSTKO. Więc czemu gdy przyjdzie weekend znów się wyszykuję, wyjdę z domu i napiję? Co mi da to chwilowe ukojenie, skoro na drugi dzień będzie milion razy gorzej. I ciągle to błędne koło. Jak żyć.
btw. jutro najchętniej zjadłabym trzy śniadania - 1. moja ukochana owsianka czekoladowa z malinami, 2. omlet owsiany z malinami albo 3. po prostu smoothie z malinami i musli. Co zjeść?!
bilans:
mleko-50
brzoskwinia x3- ok. 120
zupa krem (zmiksowane 5 pieczarek, 1/2 cebuli, 2 ziemniaki, szklanka rosołu warzywnego) - ok 200
garść chipsów - ok.50
ok. 420 kalorii
trening
Mel B na tyłek
półbrzuszki - 100x2
odwrócone- 70,60
330 powtórzeń