Photoblog.pl

Załóż konto

 

2010/10/10   

Rhodes

« następne   poprzednie »
Rhodes

Co normalny człowiek robi na plaży? Powiedzmy, że śpi, tak naprawdę to nie chcecie wiedzieć ;D. Jezzzu, jak ja się garbię. Moje ramiona są normalnie okrągłe! Od dzisiaj słucham wszystkich, którzy mnie pilnują z prostowaniem.

Tak pod względem uczuć z całego wyjazdu, reszta będzie jutro, bo to potrzbuję pilnie z siebie wyrzucić, miejsca by brakło na całość.

 

 

Zacznę od początku.

Dzień wyjazdu.

Wstaje o 3:30, mycie, ubieranie, pakowanie i sru na autokar. Okęcie. Staszewski był. Ja go nie widziałam, ale wierzmy na słowo. Ludzie zaczęli się zbierać. JA CCHĘ WRACAĆ DO DOMU! DZIWNI SĄ! Po czasie kumplujemy się. Nie ma nikogo w moim wieku. Same staruchy i 2 małych dzieci. Odprawa. Mama przy bramce zaczęła piszczeć. Celniczka ją przeszukiwała. Odlot. Świetne widoki. Lądowanie. Uszy pozatykało. Droga do hotelu. TU JEST MASAKRYCZNIE! ZAKOPANE ŁADMIEJSZE! Hotel. Omg, oni mają tu koty! Kolacja, szwedzki stół. Jedzenie pyszne. Kelnerzy przystojni! Tylko dlaczego jeden mówił po Polsku? Po kolacji. Drinki. Ja piję colę. Dosiadamy się do kogoś. Jest spoko. Poznajemy Marka i Anetę (też staruchy), zakumplowaliśmy się. Godzina 23. Idziemy spać.

Dzień pierwszy.

Wstajemy o 8. Idziemy na śniadanie. Mama stwierdza, że jeden kelner jest bardzo przystojny (siet!). Rzeczywiście, mi też się podoba. IDziemy na plażę. Z nami idzie starsze małżeństwo. Okazuje się, że kelnerzy i barmani podobno są Słowakami. Idziemy na lunch Jezzuusiu, jaki jeden kelner jest przystojny*... Co prawda, nie najładniejszy z nich wszystkich, ale tylko na Jego widok mam motylki w brzuchu nie do opisania! Idzemy na plażę. Wracamy na kolację. Pan przystojny zabrał mi talerz po jedzeniu- motyli w brzuchu cudowne! Idziemy nad basen do baru. Zaprzyjaźniam się z kotami. Mruczą mi na rękach. O 23 założyłam się z Markiem, że jak przepłynę 8 basenów (1 liczy się, jak przepłynę w dwie strony) to on wskakuje w ubtaniach. Przepłynęłam, wskoczył. Szczegół, że wszyscy się na nas gapili, a później mi bili brawo. Okazało się, że barman na bank jest Słowakiem i ma na imię Daniel.  Idziemy spać przed 3.

Dzień drugi.

Wstajemy o 6:30, bo o 7 trzeba iść na śniadanie- płyniemy na Simi . Pana przystojnego wyczuwam kiedy zbliża się do mojego stolika od tyłu. Ma bajeczne perfumy. Zaprzyjaźniami się z Markiem i Anetą, Rafałem i Izą. Fajni są. Simi bardzo ładne. Mam chorobe morską. Kupujemy prawdziwą gąbkę. Przez mój angielski dostajemy gratisa (For Ladies. Wonderfull Ladies), gąbkę do peelingu. Kupujemy prawdziwe przyprawy (gratis oregano). Na Rodhes wracamy około 16. Idziemy na plażę. Razem z nami starsze małżeństwo.
Wracamy na kolację. Pan przystojny zabrał talerz. Motylki w brzuchu. Idziemy do baru. SIedzimy do 24. Zaliczyłam wieczorną kąpiel basenową.

Dzień trzeci.

Wstajemy o 8:30. Idziemy na śniadanie. Pan przystojny oczywiście tam jest. Zabrał talerz. Idziemy do miasta. Nie zabłądziliśmy. Kupiliśmy baterie do aparatu. Po drodze każdy z nas coś zerwał, a potem okazało się, że to ma tysiące małych igiełek. Wracamy na lunch. Rozmawiam z mamą o tym, jak to fajnie radzić sobie po ang. Podchodzi    pan Przystojny.

-Can I take it?

-tak.

Chyba chciał sprawdzić  ten mój angielski, no cóż nie będę gadać z kimś po ang, jak rozumie mnie po pol.. Idziemy na plażę. Wracamy na kolację. Pan przystojny powiedział mi cześć! Wreszie pojął, ż e ja Polka jestem. 

-Mogę już zabrać talerz?

-Yes, yy... tak,

Jego uśmiech wtedy- nie do opisania. IDziemy do baru. Okazało się, że mają drinki bezalkoholowe, a Daniel robi je całkiem nieźle. Niczym San Francisko, tylko bez akoholu.Nie kąpałam się w basenie, nie chciało mi się. Był pokaz fakirów.

Dzień czwarty.

Wstajemy o 10. Na śniadanie się nie spieszyłyśmy. Poszłyśmy do Snack baru. Pan przystojny miał czapkę z napisem Number One, bo tam właśnie gotował. Genialnie w nie wyglądał. Powiedział mi cześć ZNowu. Nie skusiłam się na nic do jedzenia, wolałam  siedzień nad basen, na leżaku na widok na snack bar i odczuwać te motylki w brzuchu. SIedzimy nad basenem.Idziemy na lunch. Kto tam jest? Number One! Powiedział mi cześć. Nie muszę chyba mówić, że od razu banan na twarzy i motylki w brzuchu? Idziemy na plażę. Wracamy na kolację. Nie było jeszcze tak dużo osób, więc Number One nie miał co robić.Stał obok naszego stolika, a ja tylko na n iego zerkałam. Motylki w brzuchu nie do opisania, znów.Idziemy do baru. Daniel zobaczył, żeposmakowały mi bezalkoholówki i zrobił mi jakiegoś czerwonego. Dobry był! później Daniel zaczął nosić stoliki, mama zapytała się co to będzie. Okazało się, że grecki wieczór. Wtedy, kiedy tańczyłam zorbę Number One usiadł na schodach w ciuchach cywilnych (pracowali w garniturach) i mi troszeczkę Darka przypomniał.

Dzień piąty.

Wstajemy rano idziemy na śniadanie, nad basen, lamentujemy, jak to nie chcemy stąd wyjeżdżać.IDziemy na obiad. Bardzo się zasmuciłam, żgdy pomyślałam, że więcej nie zobaczę Number One...Idziemy na plażę. Jeszcze się pokompałąm. Wracamy na kolację. Number One powiedział cześć, zjadłyśmy i poszłyśmy do baru na górę.Był tam ten kelner, co podbał się mamie. Ten z kolei robił jakieś grejfrutowe te drinki. Posiedzieliśmy chwilę, Janek (kelner) wymienił Rafałowi piwo, gdy ten go o to nie prosił (Tak, Janek, Ty się śmiej! Ja jutro muszę jechać samochodem! ;D).Później daliśmy mu Żołądkową gorzką czystą. BO jest bardzo fajny.

Dzień wyjazdu.

Wstajemy rano., idziemy na .śniadanie, prawie płacz, na myśl o tym, że już więcej tu nie przyjadę. Number One uśmiechnięty. Janek też. Idziemy na plażę.Ostanie spojkrzenie na morze. Za zimno na kąpiel. Idziemy do Afandou jeszcze. Idziemy do snack Baru na lunch. Number One of kors gotował. Powiedział cześć.Motyli w brzuchu. Idziemy się pakować. Płacz po kryjomu. Później poszłam do stołówki napić się soku. Był tam Number One i Janek. Nie wytrzymałam, łezki mi poleciały. Powiedzieli mi, że mam nie płakać, na pewno tu wrócę. Gdyby Oni tylko wiedzieli, że mi nie chodzi o miejsce, tylko o nich... ;>. Wyjeżdżamy, cudem wytrzymałam bez płaczu w autokarze.Dojechaliśmy na lotnisko w Rhodes. Odprawa przebiegła dziwnie... Najpierw celniczka nie chciała puścić mamy, pytałą się, czy to na pewno ona (zdj w dowodzie), podeszła do celnika przy skanerze do podręcznego i coś mu po grecku powiedziała. Później mój podręczny zaczął pikać oO. Ale przejechał go takim czymś i mnie puścił. W Polsce zimno,. jak cholera, teraz bolą mnie płuca i kaszlę.

Brak komentarzy
Zarejestruj się teraz, aby skomentować wpis użytkownika monperitgarcon.

Najnowsze wpisy

Wpis monperitgarcon

 

Wpis monperitgarcon

 

Wpis monperitgarcon

 

Rhodes

 

Wpis monperitgarcon

 

Wpis monperitgarcon

 

Wpis monperitgarcon

 

;>

 

Wszystkie wpisy