Photoblog.pl

Załóż konto

But I haven't lived at all. 
zapisz

...

...

Nie radzę sobie. Wcale. Nie chce żyć fizycznie. Nienawidzę tej fazy, nie jestem martwa, ale też nie żyję. Jest lepiej niż parę dni temu, ale drobne potknięcia wytrącają mnie z równowagi. Nie chce znowu brać żadnych leków. Wiem że nikt i nic mi nie pomoże, jeśli nie znajdę w sobie tego czegoś co mnie zatrzyma.

Czuję że byłoby lepiej gdybym się nie urodziła, bo teraz trochę szkoda mi życia żeby tak po prostu strzelić sobie w łeb. Może powinnam jeszcze raz pojechać na medytację, otwarło mi to trochę rzeczy mimo że połowa tego czasu to była emocjonalna agonia.

Chce mi się palić, wróciłam do elektronika, ciekawe kiedy kupie paczkę.

 

Muszę sobie z tym wszystkim poradzić. Nie mogę na siebie patrzeć. Czuję że to wszystko nie ma sensu. Czuję że ja nie mam sensu...

...

...
Chyba skoczyłam z przepaści. Switch sie przełączył i wyszłam z doła, jest dobrze. Od dzisiaj nie kupuję już produktów odzwierzęcych. Wege wege. Poza tym może mój wielki plan się uda. Mam dobrą pracę, szansę na rozwój, trochę możliwości i kilka pomysłów. Dużo poświęce, ale mogę wszystko. Przecież żyję dla siebie. Mogłabym zasypiać w czyichś ramionach, ale faceci których ja chcę nie chcą mnie, a wole być sama niż z byle kim. Na szczęście już umiem tak żyć, chyba nawet bardziej niż z kimś. Moze mi się przyśni...

...

...
Zjazd trwał prawie albo może już ponad miesiąc. Teoretycznie powinnam zgłosic się już znowu do psychiatry, ale w końcu po tym czasie zaczynam myśleć i myślę że jestem w stanie poradzić sobie sama. Kiedyś było dużo gorzej, nie rozumiałam tych stanów, chociaż moja głowa to nadal labirynt, to mam już większą świadomość co gdzie się kryje. Zaczynam spisywać jak urządzić antresolę która jest wielkości pokoju. To bardzo dobry znak, zawsze kiedy po takim dole zabieram sie za sprzątanie albo remont to wiem że wychodzi słońce. Mam bardzo dużo planów na ten rok i wierzę że mogę to wszystko ogarnąć. Nie mogę się doczekać końca miesiąca bo dużo wtedy się zmieni. Na razie żyję od weekendu do weekendu. Szkoda tylko że niedziele niehandlowe bo upiekłabym jakieś fit ciasto, nie wiem czy jutro będzie mi się chcieć. Gram w Metro Last Light.

...

...
Rok temu ważyłam 70kg. Czyli jest teraz stabilne 5kg mniej, więcej mięśni i życia we mnie. Znalazłam stary kalendarz i notatki. Ehh. To się nie kończy ale przypomina że jest dobrze, idę do przodu, zdrowo. Ogólnie dzisiaj dużo wspomnień, moja muzyka, uczucie palenia fajek na balkonie i widok na miasto w poprzednim wynajmowanym mieszkaniu. Inne czasy... Wchodzę w tryb 11+3 (11 dni restrykcji i 3 dni cheat). Zobaczymy czy zadziała. Chyba coś mi się udało. Emocje opadły ale muszę iść za ciosem. Uczę się żyć dla siebie.

...

...

To jak mnie brzuch boli od trzech dni to ja nie pamiętam kiedy wgl ostatnio mnie jakkolwiek bolało, czasem czuję pierwszy dzień trochę a teraz czuję jakbym miała w brzuchu odpalony mikser i chcę flaki wyrzygać. Czy stres może aż tak działać? Nie wiem co ze sobą zrobić. Dryfuję. Odpuściłam wszystko, dietę, treningi, wyjścia ze znajomymi... Już dawno tak nie było, dwa lata się trzymałam. Były kryzysy ale nie było czegoś takiego, zawsze się czegoś łapałam, teraz jestem jak bezwładna masa. Mam w domu 13 stopni ciepła ale przynajmniej mam co jeść i święty spokój. Jest zadziwiająco dobrze. Jeszcze muszę ogarnąć pralkę i będę mieć najpotrzebniejsze rzeczy w domu. Idę w marzenia. To jest przyjemne. Chcę aparat i tablet do rysowania z wyświetlaczem. Byliśmy wczoraj na targach remadays w Warszawie i tam mieli takie śliczne rzeczy. Chcę schudnąć.

....

....

Chyba zaraz się zrzygam.

Fizyczne odczucia pasują mi na atak paniki. Nie wiem czemu. Nie chce mi się żyć od jakiegoś czasu. Szukam światła.

...

...

Popchnęłam dzisiaj dużo spraw. Medycyna pracy, sąsiadka mi pożyczyła klucze żebym mogła sobie dorobić, pomalowałam kolejne dwie ściany czym zakończyłam zimowy remont (jest za zimno i za ciemno na finezję, reszta wiosną). Muszę kupić wypełniacz bez wstrzykiwania do twarzy o którym mówiła AzjatyckiCukier. Zrobiłam zajebisty tuż z warzywami z kurkumą i ryżem na mleku kokosowym. Boże totalnie fit i wege i tak smaczne że ciężko mi uwierzyć że to moja kuchnia. Jutro sprzątam. Życie bez treningów nie jest takie złe, obym się nie przyzwyczaiła.

...

...

Zrobiłam duży krok w tył.

Odpuściłam wszystkie treningi na luty. Regeneracja ciała i portfela. Mam więcej czasu dla siebie, przestałam gonić i mogę się zatrzymać. Wzięłam prysznic, nałożyłam maseczkę na twarz i jednak wygoliłam znów włosy na głowie. Lepiej się tak czuję. Walczę o gęstość bo na czubku zostały mi 3 włosy na krzyż.

Mam ochotę zniknąć na chwilę.

Najpierw finansowo wyjdę z dołka i może pojadę gdzieś. Bardzo tanie loty można znaleźć w aplikacji eSky.

Szef zauważył i pytał czy wszystko ok bo coś po mnie widać. Nie nieee, już nigdy bezmyślnie nie pokaże słabości w pracy. W poprzedniej to był błąd.

...

...

Myślałam że z tego wyrosłam.

Od kilku dni odpycham od siebie myśli o tym żeby się zabić, spierdalać stąd, zostawić wszystko i uciekać nie wiem dokąd. Z jednej strony natłok nienazwanych emocji a z drugiej obojętność i chłód. Może w końcu uporządkowałam podstawowe potrzeby i reszta gówna wypływa na wierzch.

To już ten moment, kiedy ze łzami w oczach mówię że wszystko jest w porządku bo już nie mam siły tłumaczyć i wchodzić w to. Długo o tym dzisiaj myślałam. Można odciągnąć emocje i uwagę, ale jutro obudzę się i będę czuć to samo, nie wiem tak dać sobie to przeżyć, włączyć tryb żałoby i dać temu minąć.

 

Jestem zerem.

Tak właśnie się czuję.

Jak śmieć.

Jak coś nic nie wartego i niepotrzebnego na tym świecie.

I to wcale nie jest tak że nienawidzę siebie i chcę to w sobie wymusić.

Po prostu tak się czuję i nie mam siły wstać..

Przegrałam trochę..

...

...

Można mieć wszystko i nie mieć nic.

 

...

...

Nie wiem czy to co sobie wymyśliłam jest po prostu sposobem na przetrwanie czy sprawi że będę złym człowiekiem. Wiem tylko że chcę przetrwać mimo że jestem już grubo pod kreską. Boże tak bardzo potrzebuję kasy. Chyba mam chore zatoki, już drugi raz odkąd tu mieszkam leci mi krew z nosa a wcześniej nie zdażało się to. Jest zimno i nie jestem przeziębiona ale mam zapchany nos wiecznie. Śpię w czapce. Po zdjęciach w necie z wydarzeń nie razi mnie już przerażąjący grubas ale to nie znaczy że nie mam co robić, lecę dalej, chcę zejść kilo na miesiąc, zwiększone białko i balans w treningach. Zaczęłam więcej marzyć i przeliczać co za ile mogę mieć i ile muszę na to odkładać, trochę mnie to natchnęło do działania. Są dobrze ludzie na tym świecie i to ich się trzymam, gdzieś z przestrzeni to do mnie dociera i cieszę się, bo już za długo byłam ze wszystkim totalnie sama czołgając się, teraz świat wyciąga do mnie ręce. Dziękuję. Mimo to zło nadal sie zdażą, m.in. przez gnoja z poprzedniego wpisu powinnam zmienić facebooka i zatrzeć większość śladów jakie mogą naprowadzić na mnie tego człowieka. Z jednej strony nie chcę oddawać wszystkiego tak po prostu bez walki, ale z drugiej wiem że nie jestem nieśmiertelna i mam za dużo do zrobienia żeby skończyć w czarnym worku zaszlachtowana przez psychopatę. Nie znajdzie mnie, ale wolę dmuchać na zimne. Mam też nadzieję, że odpuści, dzwonił tylko raz po zablokowaniu. Chaos. Mało śpię i źle jem a to robi ze mnie wariata. Nie lubię końcówek miesiąca kiedy nie mam już nawet czego liczyć. Ale niedługo się to zmieni.

...

...
Remont mnie wykańcza, znowu skończyła mi się kasa, ale wierzę, że to ostatni taki miesiąc bo już wychodzę na bieżąco. Koleś, którego nie widziałam niemal 10lat nagle do mnie pisze, że mnie zajebie. Depresja wraca. To przez to, że czuję ograniczenia. Brak kasy i poważna kontuzja rąk wyłączyła mnie z treningów.

...

...

Wkurwiają mnie kontuzje i że przez przeciążone ręce nie mogę robić takich sparingów jakbym chciała.

Wkurwiają mnie sprawy wobec których jestem bezsilna i musze czekać.

Tak.

Bezsilność.

...

...

Ehhh, proza życia, tak?

 

Chcę dużo spać. I jeść makaron z sosem serowym.

...

...

Pierwszy sukces w bjj, dostałam wczoraj dwie belki. W Judo jestem pomarańczowa. Bardziej dla mnie liczy się zabawa i umiejętności niż kolory pasów i belki, ale cieszę się jak dzieciak, bo do Gracie Barra jeździmy tylko raz w tygodniu po 120km w jedną stronę żeby tylko móc potrenować.

 

Mam dobrych ludzi wokół. Inspiracji nie muszę szukać w gwiazdach, mam je przy sobie. Tylko to się liczy.