Photoblog.pl

Załóż konto

...

...

Nie wiem co z życiem.

Nie wiem.

Wpis chudypuszek
"Raz otwartych drzwi do piekła się nie zamyka.." Przespałam cały dzień. To z wczorajszego treningu. Dzisiaj byłam na bjj, w sumie tylko (albo AŻ jak na mój kręgosłup) sparingi. Nie ma życia bez jiujitsu po jiujitsu. Jutro pójdę na saunę i poopierdalam się żałując że odpuszczam wyjazd ze znajomymi. Co mi po tym jak i tak nie mam siły uczestniczyć w wyjazdowym treningu, kończy mi się kasa i czuję się bardzo źle ze sobą. Trudno, daje sobie czas, będę robic swoje powoli, mam mały plan. Sprawdzam siatkę, mam wstępnie dwa miejsca do których mogę jechać. Wkurwia mnie to że ja po prostu należe do ludzi którzy nie trzymają się w grupach są ludzie którzy sie gnieżdzą i są samotne wyspy. zaczynam rozumie że wcale nei jestem wielce samotna i bardzo potrzebuję ludzi, ale nie mogę być od nich zależna i że czasem za ciężko mnie dogonić, czasem za długo leżę w bezruchu, nie lubie być ograniczana i może to jest ten problem, że towarzystwo czesto jest dla mnie zbędnym ogonem? Wkręcam sobie, lubię ludzi. Próbuję zrozumieć kilka rzeczy.

...

...

Zrobiłam dzisiaj taki trening że ledwo weszłam po schodach. Martwy ciąg, przysiady, dużo rozciągania.

Zaczynam błądzić w myślach i myślę gdzie teraz iść i co robić w życiu. Nie mam pojęcia. Widzę że załączył mi się dystans na pewne sprawy z którymi sobie nie radziłam, ciekawe na jak długo.

Rzuciłam się w przepaść życiowej pustki. Może tak będzie lepiej. Nic nie czuć, niczego nie chcieć. Odpocząć.

...

...

Ostatnio moją ulubioną rozrywką jest chodzenie po graciarniach i lumpeksach. Znalazłam zajebistą lampę na ścianę, taką jak na ulicy i to nawet zdobioną. Pokaże foto jak będzie zamontowana. Do tego kilka pierdół i ciuchów. Właśnie biały sweter, także zmiana stylu jest już wdrażana. I buty które okazały się za wysokie i nie zbyt wygodne.

Czuję się jak kupa gówna. Idę na trening niedługo. Nie potrafię się wziąć za układanie rzeczy. Właściwie za nic się nie potrafię wziąć ostatnio.

....

....
Jutro zamierzam oddać klucze od starego mieszkania. Jestem już w pełni na nowym. Miałam zjazd w ten weekend, ale dobrze, że koleżanka została w sobotę na noc. Oglądałyśmy seriale, piłyśmy wino i whisky, malowałyśmy paznokcie i byłyśmy beztrosko leniwe. Czasem tylko tego potrzeba. Jutro zamierzam się porządnie wyspać i zacząć o siebie dbać. Chyba muszę się odciąć na chwilę od judo i jiujitsu, a przynajmniej od grupy. Chcę porobić siłowe treningi i pobyć sama ze sobą. Więc mam teraz dużo roboty. Muszę rozpisać dietę i po prostu zrobić swoje na siłowni. Zależy mi teraz najbardziej na sylwetce, sprawności i sile. Żadne głodzenie nie wchodzi w grę. Chcę miec kawał dobrej dupy, której na deficycie nie zbuduję. Jeszcze muszą mi podłączyć gaz i muszę naprawić lodówkę, bo mam problemy z kuchnia i tylko, albo aż piekarnik do dyspozycji. Jest dobrze. Chcę jeść więcej sałatek kiedy mam na to czas.

...

...

Nie wiem nic o modzie i stylu, chodzę w bluzach i porozciaganych dresach, często nawet brudnych :D

Chcę to zmienić, teraz mam warunki, będę miec w końcu miejsce na ubrania, pralkę, lustro i obok szafkę z kosmetykami (to takie miłe i łatwe nałożyć sobie teraz coś na twarz).

 

KURWA, MAM SWOJĄ PRZESTRZEŃ.

 

Jestem taka szczęśliwa. Czy to dziwne że tak czuję a się nawet nie uśmiecham? Ostatni raz brałam prysznic w starym mieszkaniu, nie wiem jak znosiłam ten smród przez prawie rok, naprawdę niektóre piwnice są lepsze. Jednak kiedy człowiek nie ma wyboru, a stwierdzi że jeszcze coś zrobi zanim walnie sobie w łeb to duże zniesie. Ten moment kiedy nie ma się nic do stracenia to przez to wychodzę na zewnątrz, robie rzeczy nie przyjmowane przez normy społeczne i nie ruszają mnie spojrzenia innych ludzi. To jest to kiedy wiesz, że ktoś miałby cieżko iść w Twoich butach więc podnosisz głowę i patrzysz mu prosto w oczy bo wiesz że JESTEŚ ZAJEBSTY.

Nawet jeżeli czujesz się jak śmieć to przeżyeś do tego momentu, a to coś znaczy.

 

Czuję, że się odlepiam od rzeczy które mnie ograniczały, że zaczynam żyć sama dla siebie. Jeszcze bardzo łatwo namieszać mi w głowie ale coraz łatwiej się z tego podnoszę.

 

Próbowałam dzisiaj upiec tofurnik, ale nie wyszedł.

No cóż... Nie mam pojęcia o stylu i gotowaniu. :)

Miałam dzisiaj w sklepie myśl patrząc na swoje zakupy - drogie (nie najdroższe, najbardziej mięsne) kocie żarcie, masa krówkowa, tanie wino i zupka chinska. Muszę coś dopowiadać?

 

Jak tylko oddam klucze do starego mieszkania, a czuje że będzie to w niedzielę lub poniedziałek, to biorę się za rozpisanie diety i treningów. Teraz mogę się skupić tylko na tym.

TYLKO NA SOBIE.

I na ukochanym kocie.

....

....

Śpimy dzisiaj w nowym mieszkaniu.

Wiem że zima dopiero się zaczyna ale w porównaniu do miejsca gdzie wegetarowałam jest tu bardzo ciepło.

Podobno pierwszy sen w nowym miejscu jest ważny.

Ostatni w starym był straszny, zabrał mi kogoś bliskiego.

No cóż.. Może idzie nowe?

To chyba pierwsza poważna przestrzeń jaką mam. Tej poprzedniej piwnicy nie nazwę domem, a wcześniej wynajmowałam z kimś.

Jeszcze kilka dni do efektu wow, jestem skrajnie zmęczona w już widzę koniec remontu, jeszcze tylko dokończę parę rzeczy i poukładać wszystko.

Nie mam siły więc nie chodzę na treningi i jem frytki z budy z kebabem bo moja kuchnia jeszcze nie funkcjonuje.

 

...

...

Jaram się tym że mogę sobie w internecie przeszukać bazę książek we wszystkich filiach biblioteki, zamówić je i po prostu iść odebrać. Także to na najbliższy czas.

 

Rozglądam się po starym mieszkaniu bo jeszcze tu dzisiaj zostaje i stwierdzam że remont mnie pokonał, dzisiejsze przenoszenie rzeczy gdyby nie mama i ojczym nie poszły by do przodu nawet w połowie.

 

Boże myślę że jutro skończymy, pomaluje kuchnię i powiesimy szafki, a pojutrze już będzie spokój, układanie wszystkiego i będę mogła wejść na niższe obroty. Dzisiaj ledwo wstałam przez ból kręgosłupa, po południu kręciło mi się w głowie, a teraz boli mnie żołądek. Nie wiem co ze mną, wydawało mi się że wcale nie zrobiłam aż tyle żeby tak fizycznie się to na mnie odbiło, ale ostatnie dni faktycznie były ciężkie remontowo-przeprowadzkę. No i psychicznie dochodzi do mnie trochę rzeczy. Ale dzisiaj nie rozpiszę się o tym co mi siedzi w głowie bo to jeszcze chaos.

 

Nie mam siły.

Gdzieś tam zza rogu wyglądają myśli, w których martwię się o życie.

 

Chciałabym jechać na vipassanę jeszcze raz, ale na zwolnieniu nie mogę wyjeżdżać. Chociaż w moim przypadku to ucieczka, myślę że w nowym domu będzie mi łatwiej medytować niż tu, i posłucham sobie jeszcze raz wykładów Goenki.

....

....
Dzisiaj jest dramatycznie, żałuję że pisząc nie da sie czytać emocji, wiele tracicie. "MOŻE ZA DUŻO OD SIEBIE WYMAGASZ?" Grzmi mi dzisiaj w głowie co chwilę. Jak moge od siebie kurwa za duzo wymagać. Jestem singlem i to amitną kobietą na którą wiekszość facetów przedsiębiorców patrzy z przymróżeniem oka, bo przecież nadal nie powinnyśmy miec prawa głosu przez emocjonalność. Ważne że faceci mogą wszystko mimo niezrównoważenia. Jeszcze trochę. Może to ostatnie dni tak na mnie wpływają, ale jest za dużo rzecze które muszą zrobic naraz. Muszę sama zrobić remont mieszkania i jest to dla mnie trudne bo A: mam rozjebany kręgosłup B: nie mam tyle siły co facet C: nie ma kto mi pomóc bo jestem jebanym singlem a rodzina skupia się na budowie siostry D: mam ogranicone fundusze na np wynajęcie ekipy remontowej bo właśnie wyjebali mnie z pracy Nie jest dobrze, wziełam dzisiaj dawkę nowych leków jaką miałam brać po tygodniu wdrażania, bo byłam ciekawa. Antydepresanty, ja pierdole. Czuję się jak zwykle po zwiększonej dawce czyli niechęc do życia i ból głowy. Ale pomalowałam dwie ściany nowego mieszkania podkładem. Bardziej alarmujące jest dla mnie to że miałam takie plany a rozwinełam alkoholizm gdzie od fazy po pół-piwa - piję setkę i całego szampana na kolację, czas przystopować zanim "będę jak tatuś". Co tam, jestem już gorsza, mogę mu podziękować. Oczywiście że można powiedzieć że mogę podziękować sama sobie, bo prowadzę do własnego upadku i każdego powstania, ale jesli nie zamieżał mnie wychowywać i pomóc mojej mamie która zrobiła co mogła (mimo że nie mogła zbyt wiele a i tak ją doceniam najbardziej w życiu), to mógł mnie nie robić i nie pierdolić w listach o miłości do córeczki. Mam ochotę wykorzystac ten miesiąc na jeszcze większą przygodę z filozofią i psychologią, wrócę do Freuda, ideały upadają kiedy przychodzi do przetrwania. Kształtują nas proste rzeczy, przede wszystkim chęć przeżycia, nawet u samobójców najpierw przybiera to formę wołania o pomoc, słynne "ZAOPIEKUJ SIĘ MNĄ, NAWET GDY NIE BĘDĘ CHCIAŁ...". Jestem naprawdę wybitną jednostką bo być może to szukanie wymówek, ale obiecałam sobie że gdy będę w takim punkcie to i zmyślonej brzytwy się złapię BO NIE MAM NIC DO STRACENIA. I chcę przed śmiercią poczuć i zobaczyć parę rzeczy. Moja jedyna zasada to nie robic krzywdy innym, właściwie mam buddyjskie podejście. Kształtuje nas NASZA rzeczywistość, a nie ta ogólno dostępna, przyjęta przez społeczność. NASZA RZECZYWISTOŚĆ to jest to co nas wychowuje, nasz mały wszechświat widziany oczami dziecka, bo tego właśnie się uczymy, to chłoniemy, wtedy uczymy się pierwszych reakcji na świat, nikt nie rodzi się ani zły ani dobry, wszystkiego się uczymy, świat nie jest czarno - biały. Nas tego uczą, ale my możemy tylko obserwować i wyciągać wnioski - "jeżeli nacisnę klamkę, to otworzą się drzwi". Tak uczy się dziecko, jeżeli czyta to ktoś kumaty to szybko załapie o co mi chodzi i jak z tego dojść do agresji w dorosłym życiu kiedy ktoś jako dziecko dostawał sygnały że jest niepotrzebnyna tym świecie. Ja to wszystko racjonalnie rozumiem, ale walczę z demonami i to są naprawdę ciężkie egzorcyzmy i czasem naprawdę wyliczam sobie kiedy mam wolne dni od świata i treningów i chce się w nie upić, bo absolutnie nie chce wtedy myśleć bo jestem zagrożeniem sama dla siebie. Na ten moment jestem bezradna. Chciałabym pisać bloga. Takiego prawdziwego od zaplecza pojebanego człowieka (oczami pojebanej kobiety jakby nie było). Boję się że prawdziwe blogi ogarnęła komercja, nie wiem czy to by komukolwiek pomogło. Chcę znaleźć sens w moim szaleństwie. Muszę, bo naprawdę zabiję się przed 30-stką, a do tego ledwo 2 lata. Dzisiaj nie ma żadnego wyzwalacza, ale czuję że muszę się oderwać od obecnej rzeczywistości na trochę. Wiecie co jest najśmieszniejsze? Że są ludzie bez których nie umiem żyć, do których za bardzo się przywiązuje, a nie mogę ich nazwać przyjaciółmi. Mam wrażenie, że mam przyjaciół tylko na dobre. Wiem, że każdy ma swoje życie i swoje gorsze chwile, ale mam wrażenie że kiedy ludzie trzymają się razem to jest jakoś łatwiej, weselej. Bo przyjaciele byli by mnie w takiej chwili, nie? Kiedy jedynym przeciw jest "nie ma się kto zająć kotem". A moze to mój problem, że nie poznałam nikogo na tyle, albo celuję nie tak w ludzi którzy wypuszczają koty i karmią je syfem. Tak jak swoje marzenia.

...

...

Wygrałam na loterii miesiąc czasu.

Miesiąc kurewsko beztroskiego czasu.

Miesiąc który mogę poświęcić dla siebie.

Miesiąc przez który mogę wszystko poukładać.

 

Psychiatra dała mi L4 i zmieniła leki. Za to reumatolog, cóż... Jestem zdrowa, pod obserwacją, a ze boli to boli. Każdego coś boli.

 

Plan na jutro to przede wszystkim ogarniecie prądu w nowym mieszkaniu i remont sufitu w kuchni.

Kurwa, zrobię to sama, co może byc trudnego w skuciu sufitu i zaszpachlowaniu go zapawą murarską i wyrównaniu gipsem?

Potem umyję i pomaluję ściany. Mam na to tydzień, ale myślę, że już w weekend będę mogła się spokojnie przenieść do nowego mieszkania.

 

No i treningi.

Jedzenie.

Powiem, że wcale nie jestem podekscytowana ani szczęśliwa.

Teraz muszę zapierdalać, pokazać sama sobie że ŻYJĘ!

Określiłam sobie cele i wiem ze w miesiąc nie zrobię zyciowej formy, ale badziej chcę zobaczyc że umiem nd sobą zapanować dla samej siebie zamiast leżeć i gapić się w sufit.

Jutro wstać wcześnie, zjeść śniadanie i żyć.

 

Nie wiem jak nowe leki na mnie wpłyną.

Dźwignę to.

Wszystko, dam radę.

Muszę.

 

Kiedy skończy się zwolnienie prawdopodobnie otwieram własną firmę.

Chyba, że wymyślę coś lepszego.

Nie wiem.

Naprawdę, nic nie wiem.

 

Od jutra mam brać antyderesanty, no trudno, wleciałam zaryczana do gabinetu p. Doktor, czego się mogłam spodziewać.

Popłynę trochę z tym, spróbuję się nie upijać wieczorami i naprawdę wykorzystać wszystko co mam.

 

Jezu jeżeli tego nie wykorzystam na max to jestem ostatnim debilem.

WSTAŃ kurwa. Działaj.

WALCZ O ŻYCIE.

 

Ciekawe czy to czytasz... Śmieszne jak cała ja.

...

...
Myślę, że można by mówić że dużo się wydarzy w tym tygodniu. W końcu miałam weekend w którym mogłam odpocząć. Spędzony w fajnym towarzystwie. Teoretycznie nie mam nic do stracenia, a praktycznie mam nadzieję, która sprawia że sie przyklejam do tego jebanego miejsca, robie rzeczy juz mechanicznie, czekając zawsze przez jakieś "od - do", jakbym była swoim własnym żołnierzem, pionkiem który ma wykonać jakiś rozkaz, spełnić plan. I widzę że robię to dla siebie, to rzeczy które sa dla mnie dobre bo to treningi, jedzenie, itp. Ale chciałabym pozbyć się tej nadzieii, co doskonale rozumiem na poziomie racjonalnym. Nie mam nic, a mam wszystko. Kurwa. Wszystko było latwiejsze spisane w zeszycie mimo że grało jedno z drugim i było po prostu do zrobienia nawet biorąc pod uwage najgorszy scenariusz, od punktu A do punktu B, wykonać C i wrócić do D, powtórz. Wszystko jest łatwe, wszystko zadziała, tylko kiedy przychodzi do realizacji to widzę dopiero wtedy ile rzeczy muszę zostawić za sobą. Bilet w jedną stronę, nie lubię takich, jestem zbyt sentymentalna. Z tym, że kolejny raz chodzi o przetrwanie. Tym razem ostateczne. Nie wiem czy wyszłam z piekła po to żeby tam wrócić. Z drugiej strony zajebiście się w nim odnajdywałam.

...

...

Przeprowadzamy się do lepszego mieszkania. Koniec smrodu piwnicy i grzybów pod wanną.

 

Za to zwolnili mnie z pracy. Bo potrzeba kogoś z branży rolnej, a ja się męczę. W przyszłym tygodniu do psychiatry. Miałam już nie iść ale w takim wypadku niech mnie nawet skierują na oddział zamknięty. Już mi wszystko obojętne. Mam jeszcze kilka pomysłów, ale to wydanie na siebie wyroku. Z drugiej strony jeśli ludzie których kocham mają mnie w dupie, to wystarczy mi jeżeli pojadę na jakąś piękną plaże i strzelę sobie w łeb słuchając dobrej muzyki. Kot jest moja wymówką żeby nie zrobić tego teraz bo nie ma nikogo kto by się nią dobrze zajął. Chciałabym nic nie czuć, wyłączyć to w pizdu.

...

...

Staram się rozciągać regularnie. Czasem mi się nie chce, albo mam gorszy dzień i odpuszczam, ale staram się trzymać.

Dzisiaj dobry trening, nie tylko jiujitsu ale też porobiłam trochę rzeczy na siłowni.

Poza tym nie ogarniam nic dzisiaj, trzęsę się, chyba ze zmęczenia. W przyszłym tygodniu kończy mi się karnet i myślę że zrobię przerwę od jiujitsu. Chcę się skupić na wyrobieniu sylwetki.

Zrobiłam sobie zajebisty szybki obiad - torba szpinaku, garść słonecznika, garść ziarna dyni, serek topiony i drugi jakiś tam, śmietana 30%, surimi i makaron ryżowy. Wszystko wrzucone do woka. Zazwyczaj wybieram jogurty jeśli już robię sos, ale po tym maratonie muszę się zregenerować i nie szczędzę sobie.

 

Zastanawiam się czy kiedyś będzie ze mną dobrze.

...

...

Tak wyglądam po 3 nockach połączonych z pracą na etacie. W czwartek po pracy (do 16) pojechałam do Poznania na nockę (2h drogi), po nocce którą udało mi się skończyć o 2 wróciłam do domu, dojechałam na 4 rano, przespałam się do 7 i poszłam do drugiej pracy 8-16, po czym przespałam się godzinę i wróciłam do Poznania i zrobiłam nockę od ok 20 do 7 rano, spałam do 14 bo więcej nie udało mi się spać w dzień, przelależałam trochę i poniewierałam się po mieście. Nocka od 19.30 do jakiejś 7 rano i podróż do domu 2h. Poprzedni weekend w sumie podobny.

Kurwa.

Home, sweet home.

Kocham dzisiaj moje zrujnowane mieszkanie, nawet z tymi grzybami pod wanną. Ale w końcu zarobię na lepsze warunki, w końcu zarobię na to żeby godnie żyć. Idzie zima, a zimy są ciężkie w kamienicy, w zeszłym roku miałam 11 stopni.

 

Wróciłam z piekła, czas przewartościować wiele rzeczy na nowo.

W końcu się czuję zajebiście, mimo że totalnie bez sił, bez perspektyw, ostatnia linia upadła.

Nie wiem co teraz zrobić. Rzuciłam się z wodospadem, było ciężko, ale przetrwałam.

Teraz sobie chwilę podryfuję, zanim opracuję nowy plan.

Ogarnę to.

....

....

Wjebałam się w bagno które mnie przerosło. Weszłam w świat gdzie trzeba być aktorem, oszustem, a to nie ja, bo mówię jak jest i nie potrafię się przełamać do bycia naciągaczem. Nie potrafię patrzeć jak ludzie tracą majątek mimo że na własne życzenie i dorabiać się na tym. Może jestem już za stara, za bardzo koślawa życiowo. Nie wiem co teraz zrobić, jak ułożyć kolejny plan. Ludzie sobie jakoś radzą, czemu więc tylko ja mam takie pojebane pomysły? Na siłę chce ominąć system przez co daje się złapać w jeszcze gorsze ramy. Jedyne co mi się podobało w tym weekendzie jest to że nie dałam się zastraszyć, kiedyś byłabym zahukaną dziewczynką z wielkimi smutnym oczami, a teraz zwyczajnie zaczęłam rosnąć gdy tylko ktoś na mnie warknął. Nie bałam się iść zrobić burdy za złamanie zasad wobec mnie mimo że wszyscy obecni musieli na to patrzeć, ale to już nie te czasy kiedy można mnie robić w chuja na całego za jebane 6zł. Bardzo mnie to cieszy, że nawet w takim miejscu nie tracę głowy. Poznałam sporo fajnych osób, z marzeniami, planami, po porażkach i próbujących znaleźć coś dobrego w życiu. Mimo wszystko chce wyciągnąć z każdego przeżycia coś dobrego dla siebie, mimo że przez całą sobotę rozważałam rzucenie się pod tramwaj. Mijałam ludzi na ulicy uśmiechając się do nich i zastanawiałam się co by zrobili gdyby wiedzieli że w tym momencie chcę się zabić. Cóż, to nie ich życie, nie ich problem, tak jak moim nie był człowiek śpiący na schodach mojego hostelu którego po prostu ominęłam wchodząc. Był jednym z tych którzy być może tej nocy stracił wszystko.

 

Teraz pozostaje mi odrobić co muszę na znieczulicy z najmniejszą stratą moralną dla siebie i ułożyć nowy plan. Dzisiaj jestem po prostu zmęczona. Dam sobie trochę czasu i zrobię to wszystko lepiej. Teraz zrobię to wszystko tak jak trzeba.

 

"... ale Ty nigdy nie poddasz się..."