Photoblog.pl

Załóż konto

palą się podeszwy w najkach. 
zapisz

wpis sponsorowany

Wyświetleń: 63

Lubię swoje życie. Kolejne dni spędzam dużo pracując i zawsze mając na tapecie coś wielkiego, co akurat próbuję zrobić. Koronawirus pozwolił mi wrócić do mojego trybu sprzed dwóch lat co cieszy mnie jak nic. Wpatrzona w monitor przeskakuję tylko między konsultacją, nowym tekstem, nowym zdjęcem. I dorabiam kawkę do wiernego kubka czającego się zaraz obok komputera. I patrzę się, i klikam. Od samego rana.

 

Gdy zaczynam pracę, jest ósma. Po porannym spacerze po lotnisku siadam do komputera by popracować chwilę nad tym, co naprawdę ważne. Nadrabiam social-media. Czytam wiadomości. A potem piszę tekst, wymyślam kolejny produkt, odpisuje na dziesiątki maili.. Jak nie mam weny to gram w coś fajnego, ostatnio na tapecie Animal Crossing. Innymi słowy: patrzę się w monitor.

 

Dochodzi dziewiąta. Przeciągam się trochę i idę na balkon, popatrzeć na świat. Jak mam szczęście, to akurat na sąsiednim balkonie stoi ciekawy sąsiad z którym pogadam o byle czym (plusy okrągłych bloków :D ) i chwilę się zamyślę, wspominając dawno niewidzianego znajomego, którego mi przypomina. Wracam jednak szybko przed monitor, bo czeka mnie sporo do zrobienia. Na czatach i skrzynce mailowej zaczynają pojawiać się pierwsi ludzie i zaczynam swoją pracę codzienną. Innymi słowy: patrzę się w monitor.

 

Koło południa robię przerwę na śniadanie. Oglądam do tego serial, czytam jakieś zaległe artykuły. Innymi słowy: patrzę się w monitor.

 

Wczesnym popołudniem piszę teksty na bloga, obrabiam zdjęcia, ogarniam działające projekty i rozdzielam pracę na później. Innymi słowy: patrzę się w monitor.

 

Cały ten czas odpisuję też na maile, komentarze, tagi, pytania. Nie zmieniłabym nawet jednej chwili, serio. Kocham to, co robię. Wieczorem pewnie czasem coś jeszcze dopracuję bieżącego, ale generalnie staram się mieć wolne - o ile w kalendarzu nie ma konsultacji. Jeśli jest ku temu okazja to idę na spacer lub rower, czasem spotykam się z A. czasek z K. A jeśli zostaję w domu? No to pewnie serial. Albo film. Albo jeszcze w coś pogram.

I jest cudnie, dla serca.

Ale dla oczu?

No wiesz :D

Nadal.

Patrzę.

Się.

W monitor.

 

Wiesz ile godzin powinno się MAX patrzeć w ekrany? Badania różnią się między sobą, ale mówi się o maksymalnie czterech godzinach ekranu w ciągu dnia. Wiesz ile ja się patrzę? Na luzie dwanaście.

Wiesz ile Ty się patrzysz? Pewnie nie wiele mniej.

Ale tak sobie niedawno pomyślałam, że 'czas' to tylko jedna z metryk. Zobacz: była kiedyś taka opcja w jednym moim telefonie, że wiedziałam ile kilometrów mój kciuk przejechał po ekranie. Pomyślałam sobie więc: ciekawe ile milionów kilometrów przewędrowało po ekranie moje oko. To byłby maraton rangi kosmicznej. Codzienny maraton kilometrów 'patrzenia' na świecące nam w twarz ekrany.

 

W efekcie często bolą mnie oczy. Czuję piasek, pieczenie, czasem mi łzawią. Jestem profesjonalistką w wychodzeniu na balkon by z zamkniętymi oczami poleżeć na fotelu i poczuć wiatr na twarzy, ale to-choć przyjemne-pomaga na moment. Po kwadransie znowu jest źle..

Gdybym w klimie siedziała to pewnie non stop bym płakała przy tym stylu życia :p

 

Dlatego korzystam ze skutecznego rozwiązania

Oprócz przerw i mądrzejszej pracy mam specjalny fotel, by mnie nie bolały plecy.

Oprócz przerw i mądrzejszej pracy planuje od niedawna pionową mysz, by mnie nie bolał nadgarstek.

A także oprócz przerw (raz na kilkanaście minut popatrzeć na coś odległego najlepiej za oknem) i mądrzejszej pracy mam od niedawna krople HYABAK, żeby mnie nie bolały oczy. To wyrób medyczny, któremu ufam. POLECAM.

 

*wpis sponsorowanyz mojego oficjalnego bloga. 

Info

Użytkownik 155cm
wyłączył komentowanie na swoim fotoblogu.