Photoblog.pl

Załóż konto

palą się podeszwy w najkach. 
zapisz

Wpis 155cm
dobrze, że jesteś.

Wpis 155cm

 

 

Nie jesteśmy wyjątkowi. Jesteśmy ludźmi. Z życiorysami rozpoczynającymi się od klapsa w dupę i nabierania po raz pierwszy powietrza w płuca. Z nastoletnimi myślami czy nie zostali adoptowani i o tym, jak to byłoby umrzeć. Z nieszczęśliwymi miłościami na koncie. Ze strachem przed swoim potencjałem. Ludźmi, którzy odnosząc sukces albo wrzucając swoją nową profilówkę czują się kłamcami udającymi mądrzejszych, piękniejszych i bardziej utalentowanych niż są. Jesteśmy osobami, które mają wszystkie szanse potrzebne do robienia cudownych rzeczy, ale też do bycia największymi skurwysynami, którzy nieświadomie mogą niszczyć nawet tych, których bardzo sobie cenią.

 

I to nie jest coś, czego trzeba się wstydzić, ale coś, z czego warto czerpać siłę. Wiesz dlaczego? Bo to oznacza, że bez względu na to, jak bardzo źle się czujesz, to nie jesteś sam. Nigdy, ale to nigdy nie jesteś sam. To, co czujesz, czują tysiące innych osób, a tysiące innych już przez to przeszły i wyciągną do ciebie dłoń, jeśli tylko o to zapytasz. Do nich też tą dłoń ktoś wyciągnął.

 

Dopiero jak to zaakceptujesz będziesz mógł w pełni rozwinąć skrzydła, bo tylko wtedy będziesz korzystać z doświadczeń ludzi, które masz dookoła. Tylko tak zobaczysz, że żyjesz na wysypisku zmarnowanych talentów i że strach przed porażką zabiera więcej, niż sama porażka. Zauważysz ludzi, których uczucia gasły z dnia na dzień i dotrze do ciebie, że żadne 'Kocham Cię' nie może być traktowane jak polisa na przyszłość. Zrozumiesz, że zdobycie czegoś ekstra, wymaga dawania z siebie ekstra. Poznasz osoby, na które życie wylało wiadro pomyj, a one zamiast płakać po prostu wzięły prysznic. Nauczysz się, że są osoby, które nie docenią twojej pomocy i takie, które same do ciebie wyciągną rękę...a później będziesz wiedzieć jak je odróżniać. W końcu dotrze do ciebie, że ludzi nie różni ich ciało i software w głowie, ale decyzje jakie podejmowali i że tylko niektóre z nich warto powielać.

 

Z wyjątkowością jest jak z pierwszym seksem i nowymi Gwiezdnymi Wojnami - jest przereklamowana. Dlatego nie bądź wyjątkowy. Skończ z mówieniem o tym, jak bardzo nikt ciebie nie rozumie (a jeśli masz akurat piętnaście lat, to poczekaj jeszcze pięć.. przejdzie ci) i nie idź przez życie jak samotny podróżnik w pocie czoła przedzierający się z maczetą przez dżunglę, który ignoruje autostradę znajdującą się o krok od niego. Zamiast tego naucz się pytać innych, w jaki sposób udało im się dostać tam, gdzie ty chcesz się znaleźć.

 

Wyjdziesz na tym lepiej.

pozytywnie.

pozytywnie.
'A ja nie umiem znaleźć w sobie światła, nawet w świetle dnia.'

Wpis 155cm
Czasem potrzeba czasu. Czasem goni czas. aha

Wpis 155cm

rozdarcie totalne. 

Wpis 155cm

 

 

Ludzki umysł jest jak klimatyzator, który zawsze ściąga Cię do jakiegoś Twojego naturalnego uświadomionego samopoczucia. Nieważne ile poniesiesz sukcesów, czy też porażek zawsze po pewnym czasie jestem w tym samym miejscu dlatego zawsze chcesz więcej. Bo nieważne gdzie jesteś w życiu Twój średni humor jest zawsze ten sam. Dlatego też ciągle chcemy więcej. Ciągle nam mało. Niewiemczytook. Np. ja jestem zawsze niezadowolona. Pomimo, że właśnie robie coś najsuper. jeśli się uda będę szczytować. okok

Wpis 155cm
umieram z tęsknoty.

Wpis 155cm

 

 

WYKLUCZENIE

 

To bardzo trudne uczucie, zwłaszcza gdy znajdujemy się w takim momencie życia, że towarzystwo jest dla nas wszystkim. Niektórzy mają małe grupki przyjaciół, a inni lubią otaczać się kolegami, współpracownikami, rodziną, przyjaciółmi i przyjaciółmi przyjaciół. Ale bycie poza jakimkolwiek kręgiem, potrafi zabić w nas nawet najlepszy nastrój. Bo wszyscy chcemy być częścią czegoś.

 

 

KORONAWIRUS.

KORONAWIRUS.

 

Świat zastygł jak czekolada rozlana na chłodnym blacie. Nie licząc gołębi, rynki są puste. Samochody stoją karnie na parkingach.

 

Zerkam na blogi, które lubiłam obserwować. Teraz wydają się tak surrealistyczne z tymi tekstami o organizowaniu czasu, zakupach, 15 sposobach na lepszy nastrój. Sprawiają wrażenie opuszczonych domów. Niemal słyszysz jak cyfrowy wiatr trzaska tam wiadomościami powitalnymi.

 

Tłoczno jest tylko w sekcji komentarzy pod doniesieniami zaczynającymi się od słów: 'Mamy nowy przypadek koronawirusa'. Kiedy na facebookowej tablicy mignie oferta handlowa albo inny link, to pojawia się myśl: 'Fajnie, że próbujemy żyć dalej', ale jednak czujesz, że to nietakt. Taki jak w sytuacji, kiedy siedzisz wystrojony na obiedzie u narzeczonej i puszczasz bąka. Niby naturalne, ale niewłaściwe.

 

Jak ten czas spędzasz ty? Tego nie wiem. Ja robię sobie kawę. Czytam książki, które miałam na liście do przeczytania. Szukam czegoś do oglądania wieczorem. Słucham starej muzyki. Trochę się martwię (do momentu kiedy zadam sobie pytanie, czy moje martwienie się coś zmieni). Usiłuję robić rzeczy, które mogą się przydać kilka tygodni później. A przede wszystkim dziwię się, jak niewiele trzeba, żeby wszystko wywrócić do góry nogami. Niemal tak, jak przewraca się stolik z Monopoly, kiedy wejdziesz na pole 'Wiedeń' z czterema hotelami.

 

Przetasowane wartości

 

Tydzień temu zastanawiałeś się czy zdążysz z projektem do pracy i który hotel wybrać na służbowy wyjazd. Liczyło się kupienie sukienki na wiosnę, wina na wieczór i dodatków do pokoju dziecka. W głowie układałeś sobie listy rzeczy do zrobienia, bo trzeba zatankować samochód, wymyślić prezent na urodziny, następnym razem odpowiedzieć tej piździe z pracy tak, jak na to zasługuje. Ważna była wymiana wiadomości z tym niedawno poznanym chłopakiem albo dziewczyną, przy której czułeś ścisk w żołądku. Terminy spotkań, wyjazdów i rezerwacji ustawiały się w rządku jak mrówki.

 

Po nich wszystkich przejechał koronawirus jak walcem resetując wszystkie wcześniejsze ustawienia. Wyrywając nas z korzeniami i zostawiając z pytaniami.

 

Wcześniej nie miałeś czasu myśleć. Dzisiaj profilaktycznie odcięty od rzeczywistości w bunkrze z opakowań makaronu, możesz pomyśleć o odpowiedziach. Nie tylko o tym, co lubisz, ale też za czym tęsknisz? Co jest dla ciebie ważne? Ktoś się dla ciebie liczy? Czy jesteś z osobami, z którymi chcesz być, czy zostały one w innym miejscu? Co tak naprawdę było warte twoje codzienne zabieganie? Możliwe, że bardzo dużo, ale możliwe też, że nic.

 

Czy tego było trzeba?

 

Nie ma się co oszukiwać. Piramida Maslowa zatrzęsła się w posadach i nawet jeśli jesteś typem śmieszka, to ciężko w tych okolicznościach sobie nie przypomnieć, że bezpieczeństwo to tylko piękne złudzenie, a ludzie w naszym życiu, to zjawisko zarówno piękne, jak i bardzo kruche.

 

Do tej pory rozleniwieni dobrobytem jakiego nie znały poprzednie pokolenia, mogliśmy być niedojrzali, pewni siebie, radośni i niemądrzy jak szczeniaczki. Nie musieliśmy za wiele myśleć o zagrożeniach. Może to dobrze, że teraz musimy.

 

Koronawirus to nie jest kara za grzechy ani zemsta planety na ludziach, jak chciałaby to widzieć część osób. Świat nie doświadcza koronowirusa, bo Przemek przestał chodzić do kościoła, a Zośka nie odwraca wzroku podczas scen homoseksualnych w serialu Netflixa. Katedra Notre Dame też nie płonęła przez muzułmanów, ale przez zwarcie lub zaprószony ogień. Nie ma potrzeby doszukiwania się tutaj jakichś szczególnych przyczyn.

 

Warto się za to zastanowić, czy naprawdę trzeba było wizji śmierci, żeby zastanowić się, co się dla nas liczy. Zwolnić. Pogadać z rodziną. Docenić rodziców i dziadków, którzy nie byli idealni, ale którzy wychowywali nas, pocieszali, pracowali na dwóch etatach, żebyśmy my mieli łatwiej i wybaczyć im rzeczy, które robili źle?

Czy tego było trzeba, żeby zobaczyć ludzi w kasjerkach albo żeby przestać traktować wydatki na służbę zdrowia jak wymysły lekarzy i pielęgniarek?

Tego potrzebowaliśmy, żeby zrozumieć, że to co robimy i jak się zachowujemy, ma też wpływ na innych? I może w zwykłych okolicznościach nasza głupota nie prowadzi do potencjalnej śmierci innych osób (chociaż może kiedy np. prowadzisz po alkoholu), ale wciąż ma znaczenie.

 

Oraz na koniec, czy bez tego nie dało się zacząć patrzeć nieco dalej niż czubek swojego nosa i dostrzegać, że wszyscy jesteśmy jednym społeczeństwem? I że nie dotyczy to tylko twojego bloku, miasta, państwa i kontynentu, ale całej Ziemi, bo już nie od dawna ludzkość nie żyje na odizolowanych wyspach. Dziś 'wyspa' i odpowiedzialność za nią jest jedna.

 

Co zmieni koronawirus?

Najgorsze scenariusze przewidują, że zarażenie obejmie nawet 70% społeczeństwa. Nawet przy stosunkowo niskiej śmiertelności koronawirusa, wciąż może on przynieść śmierć dziesiątkom tysięcy osób. Możliwych konsekwencji społecznych i gospodarczych nie zna nikt.

 

Pomimo to, jestem optymistką. Nie spotka nas zagłada. Do pandemii hiszpanki, na którą zachorowało 500 milionów osób (ok. 30% światowej populacji) koronawirusowi na szczęście wiele brakuje. Ludzkość jest mądrzejsza, niż była sto lat temu. Polskie władze podjęły trudne decyzje na tyle szybko, że uniknięcie włoskiego scenariusza jest możliwe. Wierzę też, że jesteśmy narodem, który potrafi się zmobilizować i zachować względny spokój pomimo tego, że gospodarka się sypie, a każdy ponosi koszty tej sytuacji. Mam nadzieję, że obecnie chorzy wyzdrowieją, a jeśli sami zachorujemy, to lepiej lub gorzej, ale wciąż sobie poradzimy.

 

Co będzie dalej?

Cóż, nie spodziewam się, żeby koronawirus mógł cokolwiek zmienić w skali społeczeństwa. Za kilka tygodni (oby!) lub miesięcy (oby wcześniej!) świat zacznie działać po staremu. Wybudzi się z przymusowej hibernacji. Dla ludzi w supermarketach wciąż będzie wyczynem zakładanie jednorazowej rękawiczki do nakładania pieczywa. Banki zamiast odraczać płatności podniosą wysokość prowizji. Spółkami giełdowymi zaczną rządzić zyski. Instagram zaroi się od świeżych zdjęć 'modelek' eksponujących swoje tyłki. Znów będziemy jeździć po świecie, wypełniać testy, żeby sprawdzić jakim rodzajem pizzy jesteśmy, wyzywać się od idiotów i śledzić nowinki.. i coś mi mówi, że prędzej będą to ploteczki, niż medyczne newsy. Będziemy robić sobie zdjęcia, kochać i krzyczeć z radości.

 

Nie wpływa to na fakt, że na pewno wyjdziemy z tego zmienieni jako jednostki. Mam tylko nadzieję, że nikt z was nie ucierpi i że będzie to zmiana na lepsze. Może dzięki tym całym zawirowaniom, będziesz lepiej wiedzieć kto i co jest dla ciebie ważne. Może dzięki temu coś do ciebie dotrze, a może tylko nauczysz się myć ręce nucąc pod nosem 'Białą armię' Bajmu.

 

Nie wzięłam dobrego obiektywu do NYC. Zdjęcia mam brzydkie, ale. To był dobry czas.

Wpis 155cm
Bardzo lubię ludzi, którzy mówią tak, że trudno mi za nimi nadążyć. Lubię tak się zgubić.

Wpis 155cm

 

 

Moja ulubiona obserwacja to ta, że kiedy powiesz zdanie, że 50% ludzi nie grzeszy inteligencją, to nie spotkasz ani jednej osoby, która zakwalifikuje się do tej 'gorszej' połowy. Nawet wtedy, jeśli wszystkie znaki na niebie i ziemi pokazują, że powinno być inaczej.

 

 Wszyscy takie osoby znamy. To osoby, które uważają, że jak wsiądą pijani za kierownicę to na pewno się nic nie stanie i mówią, że chcą mieć mądre dzieci, ale spędzają z nimi jakieś piętnaście minut dziennie. Potrafią dyskutować o budżetach, inwestycjach i decyzjach frankowiczów, a jednocześnie pożyczać pieniądze, żeby starczyło im do pierwszego. Są osobami, które trzeba kochać, kiedy są najgorsze, bo nie będzie się na nie zasługiwać, kiedy będą najlepsze, ale które jakimś cudem tkwią w tak kulawych związkach, że nie pomogłyby im żadne buty ortopedyczne. Wiesz dlaczego takie osoby widzi się tak często? Bo dla większości ludzi to kim jesteśmy, a to, jakie mamy efekty to dwie zupełnie różne sprawy. Wierzymy, że można być niedocenianym geniuszem, nieodkrytym talentem, wspaniałym partnerem trafiającym na same złe kobiety i cudowną kobietą żyjącą w zagłębiu dupków. Wierzysz w to? Ja wierzyłam. Nawet byłem jedną z takich osób.

 

Bo czy nasze wyobrażenia nie powinny iść w parze z faktami? Czy jak jesteś zdolny to nie powinieneś wygrywać konkursów, a jak się znasz na pieniądzach to mieć stabilną sytuację finansową? Jasne, czasem to może się rozjeżdżać. Czasem. Ale jeśli rozjeżdża się zawsze, to już nie jest to przypadek. W rzeczywistości nasze osiągnięcia są przedłużeniem tego, jakimi jesteśmy osobami i tego, co robimy. Uczy się nas, że liczą się dobre chęci, ale to nieprawda. Liczą się efekty. Zanim powiesz kim jesteś W moim świecie nie ma geniuszy, których nikt nie odkrył, chociaż oni bardzo by tego chcieli. Nie ma gwiazd biznesu w przetartych na piętach skarpetach. Nie istnieją cudowni ludzie, których partnerzy zasługują na otrzymanie Złotego Laura Konkubenta.

 

Przede wszystkim dlatego, że nasze życie to nie wyrok. Możemy też nim chociaż trochę kierować i poprawiać swoje działania. Jak chcesz mieć lepiej wypozycjonowane wpisy, to dbasz o szybkość strony, ich czytelność, tytuły, treść i linkowanie. Jeśli to, co robisz, nie działa, to nie dlatego, że Google cię nie lubi (Google cię nawet nie zna). Jest tak dlatego, że nie robisz tego wystarczająco dobrze.

 

Podobnie jest z każdą inną sferą. Jak chcesz mieć lepsze związki to dbasz o swój wygląd, ale przede wszystkim o swój charakter, empatię i o to, żeby nie oglądać po kryjomu odcinków serialu, który obiecaliście oglądać tylko razem. Kiedy chcesz mieć lepsze dzieci, to dbasz nie tylko o to, żeby je nakarmić i zapisać na karate, ale też, żeby wiedziały co jest ważne i oprowadzić ich po świecie, który ty już znasz, a one jeszcze nie. Jak chcesz zarabiać więcej, to też musisz to robić w odpowiedni sposób, którego trzeba się nauczyć, ale który przy odpowiednim wysiłku mogłaby opanować nawet krowa.

 

Jako ludzie wykraczamy daleko poza liczby, kilogramy, centymetry i złote polskie. Nie zmienia to tego, że jeśli chcesz powiedzieć kim jesteś, to na chwilę zrezygnuj z tłumaczenia się i mówienia o swoim potencjale. Zamiast tego spójrz na fakty. Twoje osobiste dążenia są tu nieważne, bo możemy chcieć zupełnie różnych rzeczy i to jest ok. Liczy się natomiast to, czy efekty twoich działań są zgodne z tym, co o sobie mówisz?

 

Uwaga! To może zaboleć, ale nie robisz tego, żeby się gnoić. Robisz to, żeby wiedzieć, co możesz zrobić, żeby nie być osobą z potencjałem, tylko osobą, która z tym potencjałem coś zrobiła. A wiem, że ten potencjał masz. Chciałabym, żeby wiedzieli to też inni.

 

Dobre życie czy dobre samopoczucie?

Dostrzeganie związku swoich działań z ich efektami jest równie oczywiste, co ignorowane. Możesz wtedy zrobić dwie rzeczy. Albo powiedzieć, że to nieprawda, zrezygnować z odpowiedzialności za siebie i poszukać jakiegoś zgrabnego alibi. To odpowiednik wyrzucenia ze swojej szalupy wioseł. Może i w ten sposób się rozbijesz, ale pocieszające jest to,

że to przecież nie twoja wina, prawda? Możesz też przyznać, że stać cię na więcej. Popatrzeć ile czasu wiosła leżały bezużytecznie w twojej szalupie i zacząć płynąć tam gdzie chcesz. Czy to przyjemne? Cóż, nie bardziej niż biegunka, ale to jedyne rozwiązanie, które prowadzi do lepszego życia.

 

Rozumiem dlaczego można wybierać obie opcje. Którą wybierasz ty? Tego nie wiem, ale mam nadzieję, że tą, która będzie dla ciebie lepsza.

 

Jeśli chodzi o mnie, to zawsze wolałam wiosłować.

Wpis 155cm
czasami osoba, której potrzebujesz... potrzebuje Ciebie bardziej.

Wpis 155cm

 

 

Matematyka to przedmiot, który statystycznie sprawia najwięcej problemów. Zagrożenia sypią się na nim jak francuskie samochody na autostradach. Nauczycielki matematyki to współczesne wiedźmy, a równania z dwoma niewiadomymi, to dla części ich uczniów niezrozumiałe zaklęcia.

 

Równie niełatwo jest z matematyką życiową. Notorycznie mnożymy problemy. Dodajemy wątpliwości. Odejmujemy rozwagę. Jednak najczęściej nie uwzględniamy w rachunkach wszystkich elementów, zazwyczaj pomijając w nich siebie.

 

Brakujący fragment równania

Jest chociażby gość koło trzydziestki, który patrzy na świat trochę jak przerośnięty dzieciak. Tak jakby nie było na nim cieni. Kiedy się z kimś spotyka, stara się dawać z siebie to, co najlepsze, przez co wydaje się miękki, słaby i łatwy do manipulowania. Kolejne dziewczyny to wykorzystują, nie traktują go priorytetowo i nie mają oporów, żeby flirtować z kimkolwiek innym. On jednak nie pyta się o to, czy zasługuje na takie zachowania. Nie bierze pod uwagę swoich uczuć i oczekiwań. Zamiast tego pyta, czego oczekują te kobiety.

Jest też dziewczyna, która wychodząc na domówkę sprawdza tuzin różnych zestawów i ćwiczy przed lustrem 'naturalny' uśmiech. Kiedy otwiera drzwi i wita się z ludźmi, których jeszcze nie zna, uważnie patrzy na ich twarze. Czy ją lubią? Czy nie przesadziła z makijażem? Czy ta super laska będzie z nią rozmawiać? Czy nie będzie dla niej zbyt nudna? Nie robi jednak jednego...nie zastanawia się, czy ci ludzie będą dla niej interesujący.

Są też całe tabuny ludzi, którzy poddają się żelaznej dyktaturze swoich rodziców, dla których odmawiają pacierze, przyjmują oświadczyny, których w ogóle nie chcą 'bo to już najwyższy czas' i wybierają studia, których nie lubią, żeby nie złamać im serca. Zamiast tego łamią swoje i kleją je emocjonalną taśmą montażową.

Każda z takich osób stawia na pierwszym miejscu czyjeś myśli, pragnienia i oczekiwania. Swoje ignoruje i chociaż robi się tak zadziwiająco często, to układane w ten sposób życie rzadko należą do udanych. 

 

Emocjonalni bankruci

Wychowując dzieci przestrzega się je przed zbytnim zapatrzeniem w siebie. Tak robią tylko buce i socjopaci, a nie grzeczne dzieci, które potrafią odczytywać cudze emocje. Niestety nie uczy się ich odczytywania i analizowania własnych uczuć. Dzięki temu doskonale wiesz, czego chcą inni, ale nie zastanawiasz się, czego sam chcesz. Czym to się kończy powiedział J. Paul Getty w filmie 'Wszystkie pieniądze świata'. W jednej ze scen odpisuje on na otrzymywane listy z prośbami o pomoc. Jedna z nich brzmi następująco: 'Drogi Panie Getty. Piszę do Pana, bo jesteśmy w ciężkim położeniu. Mój mąż ma nowotwór, przez który jego przyrodzenie urosło do niewyobrażalnych rozmiarów. Zdaniem lekarzy bez natychmiastowej operacji nie będzie mógł się poruszać. Niech Pana Bóg błogosławi. Jest Pan wielkim Amerykaninem. E. Broadus, Arkansas'. 'Droga Pani Broadus. Gdybym reagował na każdą przesłaną prośbę o pieniądze, wkrótce sam byłbym nędzarzem'.

Podejście Gettyego wydaje się bezduszne, ale pokazuje ważną prawdę : jeśli nie poświęcasz wystarczającej uwagi samemu sobie i rozdajesz siebie kawałek po kawałku, to w końcu kończysz jako bankrut. .

 

Złoty środek

Czy pisząc o tym wszystkim namawiam do ignorowania innych? Oczywiście, że nie. Najskuteczniejsze zachowania to rzadko skrajności. Źle jest kierować się samą logiką, ale równie słabo zapominać, że ma się też mózg. Tchórzostwo nie popłaca, ale brawura też nieszczególnie. Rozrzutność szkodzi, ale bycie Ebenezerem Scroogem to idealny przepis na bycie nieszczęśliwym. Podobnie jest z byciem 'miłym'. Jeśli zapominasz o sobie, to prowadzisz smutne życie człowieka, który dał innym zgodę in blanco na pomiatanie nim. Natomiast jeśli patrzysz tylko na czubek własnego nosa, to kończysz jak Getty, a musisz o nim wiedzieć, że chociaż logika jego postępowania jest bezbłędna, to nienawidziła go nawet najbliższa rodzina, a on sam żył jak biedak, pomimo posiadania jednej z największych fortun świata.

 

Logika to zwyczajnie zbyt mało. Nie wszystko da się też oceniać w kategoriach opłacalności. Dbanie o swoich rodziców czy dziadków nie jest czymś, co się opłaca. Działania charytatywne nie mają sensu. Związki ..zwłaszcza te udane.. to istny festiwal obustronnego dawania z siebie tego, co najlepsze. Warto natomiast uświadomić sobie fakt, że to, co robimy (lub czego nie robimy) nas definiuje. I tak się składa, że dzięki uwzględnianiu w rachunkach innych, możemy stawać się osobami empatycznymi, wdzięcznymi czy inspirującymi. Dzieje się tak jednak tylko pod jednym warunkiem kiedy nie zapominamy o sobie. Jeśli dla czyjegoś dobra trwonimy swoje uczucia i zapominając o swoich potrzebach robimy rzeczy, które nam szkodzą, to nigdy nie stajemy się lepsi. Jesteśmy tylko naiwni i głupi, a na swoich twarzach nosimy makijaż klauna. Da się tego łatwo uniknąć.

 

Wystarczy, że od czasu do czasu będziesz zadawać sobie pytanie: Czy będąc miłym dla innych, na pewno jestem miły też dla samego siebie? Powody dlaczego trzeba to robić są trzy. 1. Nikt za ciebie nie będzie żyć.

2. Nikt za ciebie nie umrze.

3. Nikt ciebie nie uszczęśliwi.

To wszystko może zrobić tylko jedna osoba - ta, którą codziennie rano widzisz w lustrze.

Wpis 155cm

 

 

O ile czekanie na uczucia to naiwność, to pozwalanie innym na złudzenia jest zdecydowanie gorsze.

 

Chociaż w Polsce funkcjonuje powiedzenie o psie ogrodnika, to bazuje ono na bajce Ezopa. Jej bohaterem był pies, który siedział na żłobie pełnym siana. Nie mógł go zjeść, ani nawet nie chciał tego zrobić, ale wystarczyło, żeby to siano zechciały zjeść konie, a on zaczynał odpędzać je i ujadać. Wiele osób zachowuje się identycznie.

Jeśli chodzi o przedmioty to jest to nawet zabawne. Jednak w przypadku ludzi to nic innego jak frajerstwo.

 

Widzisz, jestem już duża. Wiem dlaczego można lubić starszych facetów, fantazjować o seksie z nauczycielką, uprawiać seks grupowy, nie chcieć się wiązać albo chcieć się wiązać i uwielbiać BDSM, chociaż mnie to osobiście nie kręci. Nie potrafię jednak zrozumieć wyrachowanego trzymania innych na liście oczekujących. Ok, zgadzam się... wygodnie jest mieć kogoś, kto nawet jak twój świat się zawali, będzie czekać. Tylko wiesz co? Jak chcesz wygody to pójdź sobie na masaż albo kup fotel za sześć tysięcy złotych. Sobie zrobisz dobrze i nikomu nie zaszkodzisz. Nie kradnij jednak cudzego czasu, bo dając komuś złudzenia, zabierasz mu możliwości. Sprawiasz, że zamiast iść przed siebie, stoi na poboczu. Kolejne dni mijają, a on czy ona, chociaż mogliby teraz być w Rzymie, pić wino i robić selfie na tle fontanny di Trevi z kimś, z kim byliby szczęśliwi. Ale nie są, bo odcinasz z ich życia kolejne minuty, dni i tygodnie.

 

I co prawda nie znajdziesz takiego przestępstwa w Kodeksie Karnym, ale z ludzkiego punktu widzenia, to wciąż jest to zbrodnia.. .

Wyświetlanie archiwum

Wpisy Mozaika

Filtruj wpisy