Kasztany to moje dzieciństwo, to każda moja jesień. Znacznie cenniejsza zdobycz od jakiejś tam jarzębiny, którą spotykamy na każdy kroku. Kasztankowe ludziki, kasztany spacerowo- zdobyczne. Przyłapałam się ostatnio na tym, że kazałam JJ podnieść kasztana, którego ja jej dałam (ładny, duży i błyszczący) i zostawić kasztana, którego znalazła sama (zdeptany, odrapany, ogólnie "be"). I po chwili nadeszła myśl: czy ładne zawsze jest lepsze? Czy ładna kobieta będzie lepszą matką? Czy ładny samochód podczas wypadku odniesie mniejsze obrażenia? Czy książka z ładną okładką będzie lepsza, ciekawsza? Często przecież trafia się, że owoc o lśniącej skórce gnije od środka. Kiedyś, gdy mieszkałam w Poznaniu (taki tam.. epizodzik) i poszłam na Wilczak do Tesco. Kupując jakąś bardzo przecenioną książkę kasjerka się spytała: "taką brzydką książkę pani kupuje?" i z politowaniem pokręciła głową. Zatkało mnie. Nie oceniaj książki po okładce. Czy nie? Wtedy nic jej nie odpowiedziałam, dzisiaj bym się odcięła. Dziś chyba jej byłoby głupio, że tak palnęła.
Inni zdjęcia: Szczakowa Jaworzno suchy19062025.07.18 photographymagic... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24