i taka po prostu mnie myśl nachodzi, czy w tych naszych czasach to jeszcze tak można...
zakochać się raz, prawdziwie, do końca życia? czekać na kogoś tydzień, miesiąć albo kilka lat?
mieć swoje życie, ale zawsze wracać?
jeśli naprawdę tak jest, zdarza się to raz na 300 tysięcy "miłości", na 450 tysięcy ulotnych "kocham Cię", a później "już nie".
jest jeden powód, dla którego nie chcę mieć dzieci. boję się,
że nie będę potrafiła ich wychować na ludzi, dla których najważniejsza zawsze będzie miłość.
jutro ciężki dzień, dobranoc