Photoblog.pl

Załóż konto

Swoją drogą 

2020/02/18   

Sprzedałem kask

« następne   poprzednie »
Sprzedałem kask

Kupiony pół roku temu kask nigdy nie był przeze mnie używany. Założyłem go na głowę, odkryłem, że nie nadaje się on do używania przez ludzi noszących okulary, a następnie odłożyłem na szafę. W końcu postanowiłem zrobić mu zdjęcia i wystawić na sprzedaż na Facebook Marketplace. Klient napisał do mnie już po 20 minutach i okazało się, że mieszka on w Truskawiu. Podjechałem pod sklep spożywczy i spotkałem się z klientem, który chciał najpierw przymierzyć kask, by mieć pewność, że dobrze na niego pasuje. Powiedział, że ma już ścigacza, ale teraz kupił sobie motocykl typu chopper i potrzebuje kasku w innym stylu. To była najszybsza transakcja w moim życiu - 30 minut po wystawieniu kask był już sprzedany. Kupiłem go za jakieś 225 złotych, a sprzedałem w stanie idealnym za 170 złotych. Ja to jednak mam głowę do interesów, umiem tracić kasę na swoich zakupach jak mało kto. W każdym razie wiem już, że przed kupieniem kasku koniecznie trzeba go przymierzyć, a także trzeba wybrać specjalny model dla ludzi w noszących okulary, gdy jest się okularnikiem. Skutera nadal nie posiadam, ale kto wie, może w przyszłości go sobie kupię, gdy zamieszkam u Kasi i Wiktora na Białołęce. Co prawda w rodzinie Kasi jest jeden mężczyzna, który kiedyś miał poważny wypadek na skuterze, co skończyło się poważnymi i trwałymi uszkodzeniami ciała, łącznie z otwartymi złamaniami, ale może ja nie będę miał takiego pecha. Zresztą jazda na rowerze może się zakończyć tak samo, gdy ma się pecha lub nie jest się ostrożnym.

 

Wczoraj sprzedałem też obie książki Jerzego Zięby, których nigdy nie przeczytałem, bo okazało się, że nie mogę czytać książek na tematy zdrowotne, gdyż zaczynam się wtedy źle czuć i odkrywam w sobie przeróżne choroby. Póki co ze zdrowiem nie jest u mnie źle, ale mam problemy z kręgosłupem, a w Walentynki nabawiłem się mocnego bólu w karku, gdy w samochodzie zbyt mocno obróciłem głowę w lewą stronę. Ból następnego dnia zniknął, ale dziś w nocy powrócił, bo wczoraj podczas jazdy autem ponownie w zły sposób obróciłem głowę. Z tego powodu dzisiaj nie pracuję, choć miałem to w planach, bo mój rower jest już naprawiony, ma wymienione koło i ponownie nadaje się do pracy. Na jutro muszę być w pełni sprawny, bo obiecałem Wiktorowi, że pojedziemy po jego koleżankę, która odwiedzi go w ich nowym mieszkaniu. Będę więc jutro robił za kierowcę, co zresztą bardzo mi odpowiada, bo lubię prowadzić auto. Niestety w Toyocie Yaris pojawiły się jakieś nowe dźwięki, które występują tylko wtedy, gdy dodaję gazu i powoli się nasilają. Chyba trzeba będzie się tym zająć u mechanika, bo sam nie wpadnę na żaden rozsądny pomysł. Tata mówił coś o luzach na zaworach, ale nie wiem jak to zdiagnozować. Możliwe zresztą, że mechanik też nie będzie tego wiedział.

 

Mało ostatnio piszę na blogu, a dużo się dzieje, bo stale spotykam się z Kasią i z Wiktorem, spędzam u nich całe weekendy, wpadam też w środku tygodnia, ostatnio zostając także na noce. Oczywiście spędziliśmy z Kasią wspólnie Walentynki, które były bardzo wyjątkowym dniem. Podjechałem pod jej pracę i zabrałem ją na kolację w restauracji na Żoliborzu, w której z okazji Walentynek ustalono nowe menu, złożone wyłącznie z wykwintnych dań. Zjedliśmy razem pysznego sandacza, choć Kasi pechowo trafił się kawałek pełen ości. W mojej porcji żadnych ości na szczęście nie było, bo bardzo bym z tego powodu cierpiał. Przed spotkaniem pojechałem na zakupy i kupiłem sobie nowe, ładne buty, nowe spodnie i dwie koszule. Na prezent wręczyłem Kasi wodę toaletową Yves Rocher Evidence, czyli mój ulubiony zapach, ale dwa dni wcześniej, w ramach prezentu walentynkowego, podarowałem jej także... Łopatę. Kasia planuje na wiosnę zająć się ogródkiem znajdującym się przed mieszkaniem i potrzebowała łopaty, więc skoczyłem do Leroy Merlin po specjalną, krótką łopatę, wygodną dla niskich osób. Ja otrzymałem od Kasi trymer Philips, dzięki któremu będę mógł golić swoją brodę na różne fajne sposoby, a nawet przycinać włosy w dziurkach od nosa. Super.

 

Kilka razy byliśmy już u nas w domu i nawet zrobiliśmy sobie wspólne ognisko. Co prawda było wtedy zimno, bo temperatura spadła cztery stopnie poniżej zera, ale przy ognisko było ciepło, a kiełbaski były pyszne. Zrobiliśmy sobie też nocny spacer po lesie przy pełni księżyca, ale nie było strasznie, bo nie wyszły na nas żadne zwierzęta, a szkoda, bo lubię straszyć odwiedzających mnie ludzi. W ostatnią niedzielę zrobilismy sobie wspólny spacer po Białołęce, odwiedzając "plażę" nad Wisłą, będącą przejawem kompletnego złodziejstwa władz Warszawy. "Plaża" kosztowała sto tysięcy złotych, a składa się z kilku patyków, kilku drewienek i brudnego piachu. Ludzie przychodzą na nią i śmieją się z tej głupoty, ale tak naprawdę powinni płakać, bo sami za to wszystko zapłacili ze swoich podatków, tak samo jak teraz dzięki PiS zapłacą dwa miliardy na TVP. Pojeździłem też na hulajnodze Wiktora, ale okazała się ona być malutką i bardzo źle zrobioną hulajnogą przeznaczoną dla dzieci. W ogóle sporo czasu spędzamy razem i czuję się tak jakbyśmy tworzyli rodzinę, a Kasia i Wiktor oczywiście nadal chcą bym się tam do nich przeprowadził. Ja na razie czekam na to, aż moja młodsza siostra wróci z Warszway do domu, porzuci głupie wynajmowanie mieszkania i zacznie oszczędzać pieniądze żyjąc tutaj, z Tatą. Powinna sobie też kupić samochód, bo jednak życie tutaj bez samochodu jest cięższe. Ostatnio bardzo dużo jeżdżę samochodem i bardzo się do tej wygody przyzwyczaiłem. Siostra powinna więc mieć swój, najlepiej japoński, Suzuki Swift albo Nissana Micrę. Toyoty Yaris lepiej żeby nie kupowała, bo byłoby to nudne.

 

W dniu moich urodzin jedziemy z Kasią i Witkorem na urlop nad morze. Zarezerwowaliśmy już domki letniskowe w Jarosławcu, w których spędzimy siedem nocy. Później Kasia nadal będzie mieć urlop, więc w drodze powrotnej możemy gdzieś jeszcze wstąpić, choć wiadomo, że w lipcu wszystko będzie już pozajmowane, szczególnie nad morzem. Ciekawe czy dopisze nam pogoda. Dwa dni przed wyjazdem nad morze odbędzie się ślub i wesele w mojej rodzinie i zdaje się, że Kasia będzie mi towarzyszyć. Tymczasem już w najbliższą sobotę poznam całą rodzinę Kasi na imieninach jej ciotki, które odbędą się chyba w jakimś hotelu. Fajnie, bo rodzina Kasi jest fajna, z tego co zauważyłem, a poza tym ja jestem bardzo rodzinnym człowiekiem. Mam nadzieję, że mnie polubią, bo na tle dwóch poprzednich partnerów Kasi wypadam raczej bardzo dobrze. W zasadzie jestem chyba pierwszym normalnym u jej boku. Kto by pomyślał - taki dziwny ja, taki normalny.

 

Dzień później, w niedzielę, wyruszamy z siostrami nad morze, jedziemy do Sopotu, w którym spędzimy trzy noce. Będzie zimno, będzie padać deszcz, ale i tak spróbujemy zrobić sobie spacer z Sopotu do Gdyni. Jeszcze nigdy nie byliśmy zimą nad morzem, ale w sumie co to za zima, skoro wczoraj było 12 stopni ciepła. Spotkanie ze śniegiem miałem póki co tylko dwa razy.

1 komentarz
padholder  - 19/02/2020 1:33:52
piękny :)

Najnowsze wpisy

Z Jackiem u Kasi i Wiktora

28/03/2020 20:30:50

Puszcza zamknięta

27/03/2020 19:08:57

Miłość w czasach koronawirusa

20/03/2020 12:06:59

Dzień kobiety

09/03/2020 8:06:12

Mój nowy komputer u Kasi

01/03/2020 20:51:05

W lutym nad morzem

27/02/2020 18:08:59

Działo się

22/02/2020 22:21:55

Sprzedałem kask

18/02/2020 11:48:01

Wszystkie wpisy