Photoblog.pl

Załóż konto

Ciesz się z tego, co masz.. 

2016/10/05   

Jak to jest...?

« następne   poprzednie »
Jak to jest...?

            Mając około 12 lat, kiedy to dziewczynki dowiadując się skąd się biorą dzieci stanowczo zaprzeczają, że kiedykolwiek będą mamami, że nie będą rodzić i koniec, Ty myślisz zupełnie inaczej. Chcesz być mamą tu i teraz, ale zdajesz sobie sprawę (na swój sposób), że to jeszcze nie teraz, że to jeszcze nie pora. Temat się urywa..

Mając około lat 15-16 zaczynasz wypytywać mamę, jak to jest. Pytasz jak to wyglądało w jej przypadku i wtedy po raz pierwszy dostajesz od życia w twarz słuchając, że to wszystko nie jest wcale takie kolorowe jak to wokół wszyscy przedstawiają. Nie odpuszczasz. Chcesz wiedzieć więcej i więcej..

W wieku lat 17 poznajesz swojego mężczyznę. Spędzacie razem coraz więcej czasu, a uczucie jest coraz silniejsze. W pewnym momencie myślisz to jest to i zaczynasz wybiegać w przyszłość. Planujesz jak to będzie: gdzie będziecie mieszkać, czy i ile będziecie mieć dzieci, jak je nazwiecie, gdzie będziecie pracować itd. Po jakimś czasie plany zaczynasz brać na poważnie i wiesz że nadszedł TEN moment, decydujecie się że chcecie pomnożyć Waszą miłość. I tu się wszystko tak naprawdę zaczyna.. Od tego momentu miłość, strach i niepewność towarzyszą Ci na każdym kroku.

Najpierw niecierpliwość i rozmyślanie: czy wszystko ze mną w porządku? Czy moje ciało jest gotowe na przyjęcie tymczasowego lokatora? Kilka badań, witaminki i przez chwilę spokój wypełnia Twoje ciało i duszę..

I kiedy nastaje ten dzień.. Idziesz do lekarza i słyszysz jedno zdanie, które dudni Ci w głowie przez najbliższe godziny a właściwie dni "Najprawdopodobniej jest Pani w ciąży, widzi Pani pęcherzyk, o tutaj..." Gapisz się jak głupia w ekran i faktycznie coś tam widzisz, ale nie przypomina to człowieka, mała plamka na wielkim ekranie, ot tyle. Wtedy do głowy wraca to zdanie i zastanawiasz się "Jak to prawdopodobnie?". No skoro widać pęcherzyk, nie ma miesiączki to muszę być w ciąży, nie do końca rozumiesz, więc pytasz. Lekarz każe przyjść za dwa tygodnie, by zobaczyć, czy maleństwo w ogóle się tam rozwinie.. Mimo to Ty już w głowie zastanawiasz się jak to będzie, jak będzie wyglądać ta mała istotka za 9 miesięcy, jak urządzisz jej pokój, czy to będzie dziewczynka czy chłopiec i jakie będzie nosić imię. Emocje są tak wielkie, że płaczesz ze szczęścia i nie możesz przestać. No ale te dwa tygodnie mają rozwiać wszystkie wątpliwości.. Wydaje Ci się, że ten czas trwa kilka lat, pierwszy strach towarzyszy Twoim myślom "proszę, błagam, niech to będzie prawda!" . Nadchodzi ten dzień, kiedy wszystko ma stać się jasne. Nogi uginają się same, ręce spocone, czekasz na swoją kolej. Czas dłuży się w nieskończoność.. Przychodzi Twój czas i modlisz się pod nosem, żeby wszystko było po Twojej myśli. Kiedy widzisz aparat do USG, wiesz, że zaraz wszystkie wątpliwości zostaną rozwiane, czekasz.. I wtedy po raz pierwszy słyszysz bicie małego, jeszcze wręcz niedostrzegalnego serduszka. Leżysz na tej kozetce i ryczysz jak głupia, a przecież to dopiero początek, jeszcze wszystko się może zdarzyć..

Wizyty co 2-4 tygodnie. Każdy tydzień jest dłuższy niż zwykle. Międzyczasie przypominasz sobie historię Twojej mamy. Modlisz się, abyś nie musiała przejść tego, co ona. Dwa poronienia, dwie ciąże zagrożone od samego początku. I choć wiesz, że to, że Ty w ogóle istniejesz jest jakby małym cudem, chcesz, abyś Ty nie musiała aż tak się martwić i zastanawiać się czy w ogóle kiedykolwiek przyjdzie Ci zostać MAMĄ. Każdy dzień jest małym-wielkim sukcesem. Co dzień wmawiasz sobie "wytrzymaj, niedługo wizyta, wtedy zobaczysz Fasolkę, a lekarz będzie mówił, że wszystko jest w porządku". Pocieszasz się tym, dodajesz sobie siły i motywacji. Najpierw z niecierpliwością i strachem czekasz do około 13 tygodnia wtedy dokładne badania prenatalne i wiesz, że Twoje dziecko nie ma żadnych wad, że jest zdrowe więc czujesz wielką ulgę, ale jednocześnie strach zjada Cię od środka, żeby tylko wytrzymać jeszcze troszkę, żeby nic się nie wydarzyło, żeby Go nie stracić.. Każdy dzień to strach, każdy dzień to niepewność, każdy dzień to modlitwa, każdy dzień to miłość. Czekasz.. Najpierw do 26 tygodnia, bo wiesz, że medycyna jest już tak rozwinięta, że mogą uratować już Twoje dziecko, Twoje maleństwo.. Gdy mija tydzień 26 każdy dzień jest na wagę złota. Codziennie rano, wstając z łóżka powtarzasz sobie i maleństwu w brzuchu "wytrzymaj choć jeszcze dzień, tydzień, miesiąc".. I tak czas leci.. I choć Twoje życie chwilowo zamieniło się na ciągłe czekanie, na poświęcenia, wyrzeczenia, to wiesz, że warto. Szczególnie w chwilach gdy kładziesz się przed telewizorem, aby odpocząć, a Twój maluch w brzuchu zaczyna trenować karate, albo inne sztuki walki. Nadal czekasz.. Chcesz już zobaczyć swoje maleństwo, przytulić, wyściskać, ale z drugiej strony wiesz, że każdy dzień w Twoim brzuchu jest dla Niego bezcenny. I w końcu nastaje ten wielki dzień. Spotykasz swoje Dziecko po stronie naszego świata. Jesteś zachwycona, a szczęście wypełnia Ciebie całą. I choć chwilowo myślisz, że strach i niepokój o każdy kolejny dzień w tym momencie mija - nic bardziej mylnego.

Fakt nr 1 Strach, który dotychczas towarzyszył Ci na każdym kroku nie znika - wręcz przeciwnie, on narasta. Ciągle słychać o różnych wypadkach, przypadkach, śmierci łóżeczkowej i od tego momentu Twoje życie to strach przeplatany miłością i walką o każdy dzień. Być może brzmi to dziwnie, być może przesadnie, ale tak jest. Każdego wieczora kładąc swoje maleństwo do łóżeczka, patrząc na nie czujesz jak bardzo je kochasz i jak bardzo nie jesteś i nie byłabyś w stanie bez niego funkcjonować. Zaglądasz do pokoiku średnio co kilkanaście minut i za każdym razem sprawdzasz czy oddycha, czy nie ma gorączki, czy wszystko w porządku. I trwa to.. nie wiem tak naprawdę ile czasu, ale myślę, że naprawdę długo..

Fakt nr 2 Z dnia na dzień zdajesz sobie sprawę, że to, co jeszcze niedawno czułaś do swojego mężczyzny, rodziców, rodzeństwa, przyjaciół, zwierzaków, co nazywałaś miłością, być może nią było - ba, jest nadal, ale nie jest to tak silne uczucie jak to, co w tym momencie czujesz do Twojego dziecka. Patrzysz na tą malutką, bezbronną istotę i ogarnia Cię świadomość, że jesteś najważniejszą osobą w jej życiu, że bez Ciebie nie jest ona w stanie przeżyć, że potrzebuje Ciebie jak nikogo innego potrzebuje Twojej miłości, opieki. Miłość i szczęście rozpiera Twoje serce, że nierzadko zdarza Ci się płakać. Płakać z uśmiechem na ustach i świadomością, że nigdy wcześniej nie byłaś aż tak szczęśliwa, że nigdy wcześniej tak nie kochałaś, że póki co nic więcej nie jest Ci do życia potrzebne.

 

 

Dziecko jest największym szczęściem jakie może Cię spotkać. Decydując się na nie musisz wiedzieć jednak, że Twoje życie zmieni się o 180 stopni,  że STRACH, NIEPEWNOŚĆ i MIŁOŚĆ będą towarzyszyły Ci na każdym kroku już do końca życia.

Ale mimo wszystko zawsze będę powtarzać, że WARTO!

 

Twoje życie się zmienia - Twoje życie ma sens!

1 komentarz
nonamexxd  - 11/01/2017 20:34:48
Piękne :))

Najnowsze wpisy

Jak to jest...?

 

A córeczka wciąż rośnie...

 

Wpis mynewbetterlife

 

O nic nie pytaj

 

Bądź!

 

Tak bardzo...

 

Kocham Cię!

 

:)

 

Wszystkie wpisy