Photoblog.pl

Załóż konto

Wpis mrsevelyncore

Przedostatnie zdjęcie z chrzcin, które dodaje.

 

Dziś Mały dał mi popalić w nocy. 

Pobudka o 2 i do 4 zero spania. Potem pobudka o 5:30.

Po karmieniu spaliśmy do 8:15

Jednak i tak byłam zmęczona niesamowicie od samego rana.

Zdrzemnęłam się jakieś 40 min, gdy Młody spał.

Po ostatnim wpisie nie miałam tyle szczęścia i musiałam go "oddać"

na chwilę, aby odpocząć, bo na ten wyjątkowy wieczór byłabym jak zombie.

Było naprawdę fajnie. Było to jak taki jeden głębszy oddech od codzienności.

Chwilowe odcięcie się w inną rzeczywistość. Takie łapanie chwili. 

Potrzebowałam tego.

Szkoda, że to, co dobre mija szybko.

Wpis mrsevelyncore

Kolejne zdjęcie spamu z chrztu.

 

Wczoraj w końcu udało mi się nagrać poprawiona wersje filmiku,

który dodam na yt. Wreszcie cos dodam. Młody spał grzecznie,

kiedy nagrywałam. Zdążyłam obrobić filmik, tyko nie starczyło mi

czasu na zrobienie obiadu i skończyło się jedzeniem frytek wieczorem.

Dlatego lepiej by było robić takie rzeczy na weekendzie, gdy mój mąż

może zająć się dzieckiem, bo na tygodniu

trzeba wybierać, co zrobić z listy spraw do odhaczenia i tam też znajduje

sie obiad. Skoro wybrałam nagrywanie i obróbkę musiałam z jedzeniem

poczekać na powrót męża.

Jakoś niezręcznie prosić mi codziennie o pomoc asystenta.

Już dziś  możliwe będę musiała to zrobić, bo Mały nie dał dziś pospać;

od godziny 2 budził się prawie co godzinę i nie chciał spać.

Bardzo możliwe, ze będę musiała to odespać a jak on nie będzie spać,

gdy mi się zechce to zostanie mi go podrzucić innym.

 

Ciekawa jestem, co wyjdzie z dzisiejszych planów na wieczór.

Zapowiada się fajnie, ale czy tak będzie (?)

Przynajmniej jest jakaś nadzieja.

Wpis mrsevelyncore

Przeglądając zdjęcia z chrztu trafiłam na to i bardzo mi się spodobało,

dlatego dodaje. Zostało jeszcze 3 zdjęcia na 3 wpisy i przestaje katować

was tutaj spamem z chrztu ;)

 

"Miłość silniejsza jest od śmierci, ale zdarza się, że mizerny nałóg

silniejszy jest od miłości"- Marie von Ebner-Eschenbach

Piękny a zarazem boleśnie prawdziwy cytat z mojego kalendarza,

z którego wyrywam kartki. Akurat był wpisany w niedzielę i wtedy

idealnie pasował.

 

Moje emocje z niedzieli na poniedziałek były jak tsunami

- ogromne i nie do zatrzymania. Wiem, ze niepotrzebnie pisałam

o swoim bólu na fb i nie dlatego, że zostałam po hejtowana tylko

dlatego, że przyniosło to jeszcze więcej cierpienia i rozpaczy.

Szkoda, że nikt w tamtej chwili nie odpisywał i nie odbierał telefonu,

gdy mnie nosiło.

A ja po raz kolejny przekonałam się, że ludzie uważają, iż źle zrobiłam

zachodząc w ciążę i rodząc dziecko a teraz nie mam prawa do krzty

wyżalenia się, kiedy wszystko mnie przygniata, jestem zmęczona 

i kolejny raz załamana.

Jakaś peseudo fanka mojego kanału napisała mi, ze lubiła mnie oglądać,

ale po tym poście się zawiodła. Co sobie myślała, ze skoro nie płacze na

filmach, które nagrywam to w realnym zyciu tego nie robie?

Ze nie ma bardzo czesto doła?

Inna osoba stwierdzila, ze pokazuje swoje zycie jakby było idealne.

Ślepa czy co? Ile dawałam smutnych postów. Idealne życie nie jest wypełnione

smutkiem.

Płace znów za swoje wybory i wychodzi na to, że cokolwiek wybieram

to te rozważone wiele razy decyzje i tak są złe. Cokolwiek bym nie zrobiła będzie źle.

Szkoda, że mój wpis dotknął znów te osobę, której nie trzeba i po raz 

kolejny musiałam się tłumaczyć, że chodzi wyłącznie o kogoś innego.

Tak to jest jak jesteś wulkanem myśli i emocji a wychodzą one przez pisanie.

 

Cieszę się tylko, że moja terapeutka jest tego samego zdania, co ja jeśli

chodzi o związki. Łatwo jest wszystkim pieprznąć i pójść sobie, ale trudniej

budować, przebaczać i kochać dalej. Obie jesteśmy zdania, że trzeba walczyć

do ostatniej chwili. Czasem to przerasta człowieka i zastanawia się o ile 

miałoby się spokojniejsze życie samemu. Człowiek zastanawia się czy jest sens

próbować dalej, skoro nic już nie dociera za ten mur. Inni też go widzą;

znajomi, nasi bliscy. Pisząc ze mną zwracają na to uwagę.

Myślałam, ze moze narodziny naszego syna zniszczą ten mur, ze zniszczy go ciąża,

ale znów nie wyszło. Mam wrażenie, ze jest gorzej.

Wpis mrsevelyncore

Zdjęcie prawie wszystkich naszych gości. Brakuje tylko 2-óch braci

mojego męża, bo akurat gdzieś zagineli w akcji w tamtej chwili.

Te wszystkie osoby są dla nas bliskie.

 

Dziś pobudka o 4:30. Młodemu nie pomogło nawet karmienie

i nie chciał spać. A już ucieszyłam się w nocy, bo karmiłam rozespanego

tak, ze nie otwierał oczu, tylko zjadł i spał dalej.

Około 5:30 włączyłam mu suszarkę, bujak i poszłam do sypialni.

Niby usnął, ale za niedługo obudził mnie płaczem zza ściany.

Musiałam zbierać się do kościoła, wiec obudziłam męża i się nim zajął

do prawie teraz, bo jak wróciłam poszłam się przespać.

Ledwo dałam radę obejść do kościoła. Brałam niby przeciwbólowe

a rana po cc dalej mnie boli plus pachwiny

 

Naprawdę podziwiam samotne matki, ze sobie radzą same a te, co jeszcze idą do pracy

przy wstawaniu w nocy do dziecka to już całkowicie.

 

Poza tym dołek. Dalej czuje się nijaka, zwłaszcza po wczorajszych słowach.

Nie, nie jestem boginią. Teraz po ciąży tym bardziej. Jednak nie chce sobie

uświadamiać ile mam braków, żeby nie czuć się jak g*wno.

Boli mnie, że wypomina mi się niechlubną przeszłość- alkoholizm w domu.

Ludzie to są jednak świnie. Skoro widzieli, co się dzieje i potrafili o tym

mówić to jak im nie wstyd mówić o tym dalej? Skoro widzieli, że zostałam

w tym piekle sama to jak im nie wstyd, że nikt nie wyciągnął do mnie wtedy

pomocnej dłoni? Nie pokazał rozwiązania? 

Najłatwiej jest powiedzieć, że nie chce się wtrącać. Najprościej minąć mówiąc,

że to nie twoja sprawa a potem wytknąć palcem.

Wpis mrsevelyncore

Tort z chrzcin.

Mam jeszcze tego miniaturowego Doriana z masy i szkoda mi go zjeść.

Wygląda jak on, chociaż nie był specjalnie zamawiany.

Po prostu niemowlęta są do siebie podobne.

 

Dorian przeżył dosyć traumatycznie szczepienie przedwczoraj.

Po powrocie do domu jeszcze widziałam po nim jak sobie to przypomina i płacze.

Spuchły mu uda tam gdzie miał szczepionki, ale okłady z altacetu pomogły.

Po szczepieniu kolejna noc była ciężka. Po 1, bo w bujaku, który huśta koszem

zaczęły kończyc się baterie i musiałam bujać go ja. Po 2 lekarz uznał, że woła

za często jeść- co 2 godziny i kazał mi wydłużyć przerwe do 3. W nocy postanowiłam

przedłużyć tylko o 30 min a w dzień o godzinę. Jednak i tak obudził się wcześniej

i tak siedziałam w nocy i czekałam na odpowiedni czas.

Chociaż dzisiejszej nocy budził się dokładanie, co 3h. Zjadł i zasypiał.

Jestem dzięki temu wypoczęta.

Postanowiłam spróbować jak kazał mi lekarz, ale już się w tym gubię.

Lekarka mówiła, zeby dawać tak jak woła a lekarz, żeby odczekać 3 godziny.

Poza tym zdrowa z niego bestia, ma prawie 5 kg.

 

Wczoraj zrobiłam tik toka, bo chciałam pokazać jak Młody reaguje na Moonsuna.

Tak, jak tylko usłyszy to robi się cicho i słucha.

Znajoma mi mówiła, ze to, co dziecko usłyszy w ciąży to potem pozna po narodzinach.

Moonsuna słuchałam jeżdżąc autem w ciąży. Wywoływał we mnie pozytywne emocje i być

może teraz mój synek jak go słyszy to go z nimi kojarzy.

Przy okazji przypomina mi się taka anegdota z przed lat, gdzie jeszcze gdzieś życie

zahaczało o pewną osobę. Jedna dziewczyna pisała mi wtedy, że jej dziecko jest jego synem

i zamiast kołysanki włącza mu Geh. Teraz jak Młody słucha Moonsuna to mi się to przypomina,

chociaż to wszystko, ci ludzie, tamte słowa to było kłamstwo i bzdury, w które

uwierzyłam, bo wydawały mi się różne rzeczy, które na dzień dzisiejszy są totalnie nieaktualne.

Myślę, że w życiu jednak wszystko spotyka nas po coś.

 

 

 

Wpis mrsevelyncore

Spam z chrzcin cd . Tylko przez chwilę trzymałam Doriana.

Dla mnie jest to "wyzwanie" na dłuższą metę, ale chciałam

trochę potrzymać. Choć trochę..

Mój mąż i tak został pochwalony przez księdza po wszystkim,

że był cierpliwy i trzymał prawie cały czas.

Niestety ten ksiądz nie był od nas i nie wiedział, że moja

choroba uniemożliwia mi trzymanie dziecka dłużej.

 

W niedzielę mój mąż  zawalił z tym usypianiem, ale

za to w poniedziałek i wczoraj zajął się Młodym zaraz po powrocie

z pracy plus uspokoił go przez 2 poranki, kiedy mnie budził.

Nie ma go w ciągu dnia i czasami wtedy jest mi naprawdę trudno.

Zwłaszcza, gdy Mały ma humory a ja mam na koncie słabo przespaną noc. 

Nie zostawisz dziecka jak płacze a kiedyś musisz jeść, spać, coś zrobić w domu.

Przydało by się wtedy to tacierzyńskie. 

Wczoraj było bardzo ciężko. Już wiem, ze mogę zapomnieć o Monsterach:/

Zauważyłam, ze po energy drinkach jest po prostu źle. Nie piłam masę

czasu-całą ciążę i teraz jeszcze organizm jest obciążony nocnym wstawaniem,

co kończy się tym, że działają za mocno. Robią ze mnie zombie, które nie uśnie

bardzo długo. To samo z tabletkami na sen, działają za mocno.

Może łatwiej byłoby przetrwać, gdybym nie napiła się w poniedziałek

końcówki Monstera, która została z niedzieli. Pomimo, ze piłam rano to na wieczór

złapała mnie bezsenność. Pół nocy nie spałam- to pół, gdzie mój synek

śpi dłużej. Potem budził się, co 2h. Zanim go uśpiłam, zanim usnęłam to już

miałam pobudkę a o 5 rano wczoraj to już była masakra, bo nie chciał spać wcale.

Mój mąż przyszedł słysząc jak się wkurzam i go uśpił. Miałam jeszcze dzięki

temu godzinę snu.Tyle, że byłam tak padnięta, iż modliłam się, aby jakoś

objechać na terapie. Udało się. Po powrocie znów nie odespałam, bo akurat

senność przyszła mi o 16, kiedy Młody się obudził. Dobrze, że Karol się nim

zajął, kiedy wrócił do domu. Było po 18, senność zniknęła, więc mogłam

 w spokoju zjeść kolację, pofarbować włosy, zrobić peeling kawitacyjny

 i maseczkę na twarz, bo miał się kto zająć dzieckiem, przez co nie musiałam się odrywać.

 

Zatęskniłam za nagrywaniem i moją "pracą" na yt. Miłe, że ludzie o mnie pamiętają,

bo podsyłają mi pomysły na filmy. Może w sobotę lub niedzielę coś nagram.

Obiecywałam sobie, ze po porodzie będę to robić, co jakiś czas.

 

Dzisiaj Młody znów w nocy budził mnie, co 2h, ale nie jestem tak wyczerpana

jak wczoraj.Dziś musimy pomysleć nad przeniesieniem przewiajaka bliżej kosza Mojżesza i coś z tym zrobić.

Aktualnie przewijak jest na łóżeczku jakieś 3 krokiod kosza i zaczyna to być dla mnie za daleko,

bo w nocy zbyt często tracę równowagę, zawodzą mnie nogi a Mały zaczyna być

ciężkawy. Powoli zaczyna nie wchodzić w gre przenoszenie go przez pokój.

Boje się o niego, aby nie zrobić mu krzywdy.  Gdyby przewijak był przy koszu

nie musiałabym z nim chodzić, tylko przełożyć z jednego miejsca na drugie.

Dzisiaj ma szczepienie i wizytę u lekarza, bo wczoraj skończył 6 tyg.

 Mam nadzieje, ze wszystko pójdzie dobrze.

 

Wpis mrsevelyncore

Nie wiem czy u kogoś z was jest taka tradycja widoczna na zdjęciu.

Po mszy podczas której jest chrzest rodzice i chrzestni modlą sie pod ołtarzem,

na którym kładą chrzczone dziecko. Ja tez byłam tak kładziona.

Ponoć w okolicach mojego męża nie ma takiego zwyczaju.

 

Czasami przydałoby się, abym się rozdwoiła- roztroiła.

Jedna część mnie siedziała przy kapryśnym Dorianie, druga pisała

i trzecia sprzątała oraz gotowała.

Roztrojenie sie jest cholernie trudne .Aktualnie jedna ręka bujam Małego

a druga pisze. Notkę jest łatwo napisać, ale powieść? Tu zaczyna być za trudno.

Miałam pisać wczoraj . Zaczęłam. Mąż miał ukołysać Młodego .Zostawił mu

włączoną suszarkę i sobie poszedł. Jak nie trudno zgadnąć usnął a Młody się darł.

Zostawiłam pisanie na rzecz godzinnego usypiania :/

Dziś myślałam, ze mnie trafi jak zmieniałam pościel. Prześcieradło uciekało mi

raz z jednego, raz z drugiego rogu a z  boku miałam jeszcze ryczącego Doriana,

który płakał, bo nie bujałam.

Teraz rozumiem po co matkom potrzebna jest pomoc na początku.

Po co pomagają im ich matki, siostry, kuzynki, babcie i po co ojcowie biorą

tacierzynski. Krótko mówiąc, bo idzie się brzydko pisząc za*ebać.

Ja jestem sama .Nie mogę wymagać, żeby asystent siedział przy nas cały dzień.

Zwłaszcza, ze bardziej potrzebuje jego obecnosci jak mam wyjazdy i nie ma nikogo w domu.

Mój mąż nie zamierza z tego, co widzę brać tacierzyńskiego.

Jem cały czas na okrągło pierogi i mrożoną pizze, bo nie mam czasu na gotowanie.

W trudnych momentach myślę sobie, ze albo to wtrzymam albo najwyżej padnę.

Wpis mrsevelyncore

Następne zdjęcie mojego spamu z chrztu.

Ze wszystkich zdjęć wykonanych tego dnia właśnie to podoba mi się najbardziej.

Wyszłam tu tak jak lubię najbardziej.

 

Właśnie szłam nakarmić butelką Młodego, bo sie przebudzil, ale okazało się,

że usnął, więc siadam do laptopa. Nakarmię go jak się obudzi. Nie wybudzam

go do jedzenia, bo on i tak je bardzo dużo, gdy nie śpi.Dostosowuje karmienie

do jego potrzeb.

 

Ten blog i pamiętnik to dwa miejsca, gdzie jeszcze łapie chwilę by pisać, czyli

robić coś, co lubię i co jest moje. Przedwczoraj zaczęłam nowy pamietnik-39.

Tym razem format A4. Nigdzie nie bedziemy jeździć, więc moge sobie na taki

pozwolić. Zaczełabym go w mniejszym formacie, gdyby było inaczej.

Rozgrzebana powieść leży odłogiem i tak jak kiedyś Anielskie woła, abym

pisała dalej a ja wciąż tylko o niej myślę i myślę.

 

Wczoraj wieczorem usiadłam i zamyśliłam się nad tym jak życie szybko mija.

Kiedy jesteś dzieckiem uważasz, że np 50 lat to dużo a gdy masz 30 zaczynasz

widzieć, że wcale tak nie jest.

W taki letni wieczór, gdy miałam kilka lat szłam z rodzicami w pola za kombajnem.

Pola, daleko od wsi były pełne życia. 

W taki letni wieczór, kiedy miałam 15-naście lat siedziałam pod oknem

 swojego pokoju i przez otwarte słuchałam Avril Lavigne-I am with u.

Piosenki, która leciała z wierzy stereo.

A dziś 30+ i równie podobny wieczór do tamtych a ja patrzyłam w lustro

 i widziałam prawie tą samą dziewczynę, ale moje życie wyglądało inaczej; 

miałam męża i dziecko. 

Czas mija.

Dziś obchodzę 18 rocznicę śmierci mojego taty a tamten dzień pamiętam

 jakby był wczoraj.

Powodzie a potem sygnał karetki i ja już wiedziałam. Nikt nie musiał mi mówić.

To okrutne, ale wiem, ze dla niego ta śmierć była wybawieniem.

 Patrzę na osoby, które kiedyś z nim się zadawały. Jak są sponiewierane przez życie.

Jak męczą się z nawracającym ciągiem i myślę,  że dla niego i dla nas tak było lepiej.

Pojechałam dziś do niego na cmentarz. W drodze musiałam czekać, bo była tzw

brama weselna. Jechałam za gośćmi weselnymi, których mogłam być częścią,

gdyż teoretycznie powinniśmy byli być proszeni na ten ślub. Kiedyś nasze rodziny

były dosyć blisko, dzięki mojemu tacie. Ja zapraszałam ich na swój, ale na nim nie byli.

 

Wpis mrsevelyncore

No to zaczynam spam zdjęciami z chrztu

 

Jak mnie denerwują ludzie, którzy wtykają swój nos w nie swoje sprawy.

Rozumiem, ze ktoś może być niewierzący, ale nie oznacza to, że ma

narzucać swoje poglądy osobie wierzącej. Mój mąż jest niewierzący

a jednak, chociaż mu się nie bardzo podobało, że chce ochrzcić Doriana

to nie robił niczego przeciw temu.

Wkurza mnie, że ktoś lamentuje mi na insta, że ochrzciłam dziecko.

Jako osoba wierząca w BOGA i praktykująca, plus będąca w związku

sakramentalnym nie wyobrażam sobie nie ochrzcić synka.

Co od razu nie dowodzi o tym, że zmuszam go do wiary. 

Pozna ją, dorośnie i dorosły zdecyduje czy mu jest po drodze czy nie być

takim jak ja. Dam mu wybór i  zaakceptuje to, co wybierze.

A póki, co jest MOIM dzieckiem, jest niepełnoletni, więc ja wybieram

drogę jaką mu pokażę. Ja nosiłam go 9 miesięcy pod sercem, więc mam

do tego prawo. Jeśli komuś to nie pasuje to jego sprawa.

Jeśli ktoś uważa inaczej to niech zajdzie w ciążę, urodzi a potem zrobi inaczej niż ja.

Ja w przeciwieństwie do takiej osoby nie będę wytykac jej, że nie chrzciła dziecka,

bo nie bedzie ono moje.

 

Dorian śpi, więc łapie chwile na pisanie.

Jestem wykończona po prawie dobie nie spania. Wczoraj wstałam o 5:30

i nie mogłam zasnąć dziś do 4 rano.Nie spałabym dalej, gdyby nie nasenne.

Otumaniły mnie tak, że wywróciłam się 2x wstając w nocy. Byłam jak pijana.

Pomimo tego wstałam o 8 rano, odwiozłam mamę na autobus, bo dziś ma odlot,

byłam po mleko, na szmateksie- kupiłam Dorianowi kilka ciuszków, za które

ekspedientka policzyła mniej niż powinna. Kupiłam jakieś tabletki z melatoniną

i magnezem na spanie, bo nie mogę wciaż używać tych, co mam, gdyż są

po prostu zbyt niebezpieczne dla mnie. Za mocno jestem otumaniona po nich

jak wstaje do Małego. Boje się go brać na ręce w takim stanie a po drugie na dłuższą mete

uzależniają :/

Okropnie rozregulował mi się sen. Teraz powinnam spać a za cholerę nie mogę.

Do tego dochodzi wspomniany dołek, o którym wspominałam w poprzednich

wpisach. Ciągle mnie to trzyma. Moja mama mówi, że przecież zawsze tak było.

Ciąża, poród, połóg to nic nie zmieniło w relacji czy w moim wyglądzie.

Wpis mrsevelyncore

Prezent od mojego męża na rocznicę, o którym pisałam.

 

Moja mama zastąpiła mnie na 2 noce przy Dorianie.

Wczoraj po pierwszej nocy uznala, że mnie podziwia, bo mój synek

jest naprawdę wymagający a ja nie dość, że wstaje do niego, co noc

to potem prawie nigdy nie odsypiam wstawania w ciągu dnia a jeszcze

potrafię się zorganizować do makijażu, układania włosów i ubierania

się tak jak wcześniej.No i mam pełno cierpliwości, gdzie jej i mojego męża

już dawno się kończy.

Odpoczęłam trochę po wydarzeniu  z przedwczoraj i od wstawania w nocy.

Okazuje się, że tylko ja jestem w stanie szybciej go uśpić na wieczór.

Fajnie być niezastąpioną, ale jest to na dłuższą mete męczące.

 

Wczoraj skończyłam opowiadać na terapii swój życiorys pod względem

alkoholizmu w domu. Nie sądziłam, że dobrniemy do końca wczoraj.

Ciekawa jestem jak teraz bedą wyglądać spotkania.

 

Mam już zdjęcia z chrztu i będę je tu dodawać w następnych notkach.

Wybiorę kilka najładniejszych i po spamuje tu nimi trochę.

Nie wyszłam na wszystkich ładnie, odnoszę takie wrażenie przez brak doczepów.

Nie chce do nich wracać, ale mam wrażenie, że wyglądam bez nich źle-na zdjęciach

i w ogóle.

W ogóle to czuje się jakaś taka nijaka jak za czasów gimnazjum.

Mam wrażenie, ze nikomu się nie podobam, zaczynając od mojego męża.

Zupełnie jakbym była do niczego. Dawno nie czułam się tak jak teraz.

Wpis mrsevelyncore

Wczorajsze zdjęcie z chrzcin. 

Będę miała ich więcej pod koniec tygodnia i bardziej profesjonalne.

 

Chrzciny były fajne i niefajne.

Fajne, bo przyjechała moja kuzynka z ciocią, bo Dorian przespał cały

chrzest i imprezę, bo była fajna atmosfera.

Niefajnie: bo nie spałam od 5, gdyż mi nie dał. Potem na sali robiłam się

coraz bardziej zombie na energetyku. Za cała impreze prawie nie jadłam.

Nie było po mnie widać, ale byłam padnięta.Poza tym mój mąż był 

w cholerę nerwowy. Przed wyjściem uprzedzałam,

że zostało coraz mniej czasu i juz powinniśmy być pod kościołem to każdy

się rozchodził i w ostatnim momencie Karol tak składał wózek, ze myślałam, iż

go złamie, zamiast zrobić to wcześniej i na spokojnie. To sam było z rozłożeniem

go pod lokalem. Aż zwracali mu uwagę. Moja mama na sam koniec dała ciotce

i kuzynce masę opakowań ciastek. W sumie im wcisnęła, bo nie chciały a ona

była pewna, ze jeszcze niewiadome ile jest dla nas, zeby rozdać sąsiadom.

Mówiłam, zeby dać im połowę z tego jak proponowały, ale naciskała i naciskała

a dziś się okazało, ze nie mamy, co rozdać, bo zostało jedno z kilkoma kawałkami

ciasta i 2 opakowania końcówki ciastek.

Przy okazji jak popatrzyłam na zdjęcia robione przez innych to uznałam, ze

wyglądam jak łysa.Wiatr rozwiał mi mój ubogi dół albo go ułożył dziwnie 

i wyglądało to jakbym wcale włosów nie miała od dołu tylko góre :/

Aż się boje tych zdjęć od fotografki.

 

Cała impreza trwała do 17

W domu Młody się rozbudził i do wieczora z nim siedziałam.

Szybko za to usnął po 20. Mój mąż zniknął jeszcze u kolegi 

i znowu zaczynałam się wkurzać. Dzień chrztu a on łazi po nocy

niewiadomo gdzie. Zaraz wrócił, ale w nocy  nie było tak kolorowo.

W bujaku wyczerpała się bateria i musiałam siedzieć i bujać a Dorian

nie chciał spać. O 6 poszłam po mamę, bo chciałam chociaż trochę

przespać się na spokojnie. 

Dzień zaczął się dobrze, ale południe wszystko spierniczyło i to konkretnie.

Przyjechałam z płaczem do domu. Pierwszy raz dogadywanie mi i kłótnie

odniosły taki skutek, ze pokazało im na oczy, co robią i jak to działa na mnie.

Chciałabym być daleko za tym wszystkim.

Nie chce mi się ruszać z domu a tymczasem o 17:30 mamy wizyte na usg małego.

 

Cierpienie cierpieniem.

Rzeczywistość rzeczywistością

A obowiązki są obowiązkami i nawet mając się źle nie masz wyjścia

tylko musisz je zaliczyć.

Wpis mrsevelyncore

Zdjęcie robione równo 6 lat temu.

 

 Rocznica, ale daleka od świętowania.

W ogóle w jednej chwili nawet myślałam, że niepotrzebne kupiłam prezent,

bo gdy pojawia się dziecko to chociaż powinno przybliżać dwoje ludzi to

myślę, ze w pewien sposób oddala. Myśli się więcej o nim niż o związku.

Zastanawiałam się pół dnia czy dać prezent mężowi. Kupiłam mu krawat i spinki do

koszuli w kształcie czaszek oraz perfumy. Z tego, co wiem jeszcze nie zaglądnął do

torebki, bo kiedy go dostał okazało się, że on nie ma dla mnie prezentu, bo zapomniał

o rocznicy. Wszystko skupiło się na chrzcie naszego synka, który już jutro. 

Moja mama zobaczyła torebkę z prezentem przed nim i spytała, co dostałam.

Było mi przykro i głupio, bo nie dostałam nic.  Koniec końców mój mąż pojechał i kupił

mi prezent- dużą ramkę na zdjęcia rodzinne, czaszkę w koronie, ptasie mleczko, 2 świeczki

i fioletowy kwiatek w doniczce

Odniosłam wrażenie, że to trochę tak na siłę, chociaż prezent mi się podoba.

Chciałabym zachować pewne nasze tradycje, ale jak napisałam "wszystko skupia się

na dziecku", co w pewnym sensie może oznaczać zaniedbanie pewnych rzeczy.

Pewnie to normalne, ale tez jakoś przykre.

 

Od rana było zamieszanie przez jutrzejszy chrzest. Mama myślała, ze wysprzatam 

samą sypialnie do 11 a przy dziecku to jest niemożliwe do wykonania, gdy  płacze

a ty jeszcze nie zdążyłaś z rana się ogarnąć. Ostatecznie dom generalnie został

wysprzątany na 17. Ja posprzątałam sypialnie, pokój Doriana i łazienkę. Resztą zajęła

się mama a mój mąż naszym synkiem. O 17 ja przejęłam Małego, ale tylko na 30 minut,

bo pasowało mi jeszcze zaliczyć spowiedź przed chrztem. Oczywiście to nie był jeszcze

koniec, bo po powrocie zostało mi kilka rzeczy do zrobienia. 

Wyrwałam się do tej notki cudem i piszę ją w częściach, bo ciągle coś.

Mam nadzieję, ze po chrzcinach wszystko chociaż trochę się uspokoi.

Wpis mrsevelyncore

Młody obudził mnie dziś o 2:55 na karmienie i zdałam sobie sprawę

z tego, że RÓWNO MIESIĄC temu 5 min wcześniej zaczęły mi się pierwsze

skurcze porodowe połączone z biegunką.

I pomyśleć, że ten szkrab o tym czasie miesiąc temu był u mnie w brzuchu.

Mierzyłam go wczoraj, ma tyle samo cm, co po porodzie.

 

Szukam ciągle różnych sposobów na uśpienie małego.

Widzę, że super działa dźwięk odkurzacza- niewiadome czemu tylko z jednego filmu na yt.

Jeśli jest chociaż odrobine śpiący to zasypia w ciągu paru minut przy nim.

 

Dziś przylatuje moja mama i sie zacznie.

Jutro załatwienia; mija miesiac a ja jeszcze nie załatwiłam kosiniakowego,

becikowego i rodzinnego, wiec pora to zrobić jutro. Plus musze pojechac

dokupić jedną rzecz do prezentu na rocznice ślubu, która już jest pojutrze.

Popołudniu pojedzimy z mamą na cmentarz, bo trzeba zawiezc nowe kwiaty.

W sobote pewnie beda generalne porzadki, trzeba posprzątać w moim aucie,

bo ja będę prowadzić- przynajmniej w drodze powrotnej z restauracji.

Muszę też pomalować flamingi, bo mój mąż obił 2 kosiarką i wyglądają brzydko.

Zabieram się za to jak pies do jeża już od dawna.

Trzeba bedzie też przygotować wszystko od ciuchów do ubrania, 

przez pampersy, pieluchy tetrowe po jedzenie i przegotowaną wodę dla Doriana.

W niedzielę chrzest. W poniedziałek ma mieć robione usg bioderek i ogólnie.

We wtorek terapeutka a w srode mam dentyste. Chce sprawdzić czy nie mam żadnych

ubytków po ciąży. Moja mama po ciazach straciła zeby, wiec wole u siebie o to zadbać.

Wpis mrsevelyncore

Tak wyglądam, gdy coś tu piszę ;)

Zdjęcie jest z niedzieli.

 

W niedzielę popoudniu i wieczorem było paskudnie w domu.

Strasznie przykre jest, kiedy cię okłamują. Wkurza, że niedziela jest jedynym dniem,

kiedy mój mąż może zająć się synkiem a ja mogę mieć więcej luzu. 

To akurat właśnie wtedy kolega zatrzymał go na grillu, ja zostałam zwyzywana,

bo "chce przykuć go kajdankami do domu''.

Kto tu jest przykuty? Wczorajszy dzień zoobrazował dokładnie to o czym piszę.

Młody wyczuł mój podły nastrój. Widział, że płaczę w nocy i mu się chyba udzieliło.

Nie mógł spać cały dzień. Nie spał w sumie chyba 12godzin. Niby udało mi się go

uśpić a ledwo wyszłam krok z pomieszczenia, gdzie był i był taki ryk, że głowa mała.

Skończyło się tym, że usypiałam na siedząco i przemokła mi podpaska poporodowa.

Gdyby nie sąsiadka w ogóle byłoby ciężko. Podesłała mi na obiad krokiety z grzybami i kapustą.

Aż się wzruszyłam. Popołudniem pomogła mi popilnować dziecka i podarowała mu body z batmanem.

Lepszej osoby na chrzestną nie mogłam wybrać. 

Kontaktowałam sie z położną odnośnie obfitosci krwii. Uznała, ze jak mi się nie zmniejszy

to muszę z tym gdzieś pojechać. Dziś jest troszkę mniej.

Jednak myślę, ze to nie połóg a okres. Ponoć pierwszy po porodzie jest po 6 tyg i jest

bardzo obfity. Akurat mija miesiąc od porodu w czwartek a miałam przerwę w krwawieniu

połogowym półtorej tygodnia, wiec pewnie to miesiączka. Po cc nie powinno się aż tak

mocno krwawić w połogu.

 

Dziś byłam na wizycie u terapeutki. Znów zachęcała mnie do wizyty z meżem.

Chciałabym, ale on nie chce a nie zmuszę go przecież. Wiem, ze taka rozmowa

by nam się przydała, aby ktoś z zewnątrz na nas popatrzył i pomógł się lepiej zrozumieć.

 

 

Miło mi się zrobiło po komentarzu na insta do tego zdjęcia. Tyle czasu bałam się zdjąć doczepy,

bo wydawało mi się, ze moje włosy są brzydkie, bo cienkie. Jedna osoba, kiedyś mi tak

powiedziała i od tamtego czasu moje włosy stały się moim kompleksem. Zdjęłam doczepy,

bo wydawały mi się lekko zniszczone a i były upały, więc uznałam, ze jakiś czas sobie je

odpuszczę. Dziś jedna osoba napisała, że podobają jej się moje włosy. Ostatnio moja znajoma,

która nas odwiedziła była zaskoczona, kiedy powiedziałam, że nie mam dopiętych włosów.

Uznała, ze myślała, iż mam. Z każdym takim słowem upewniam się, ze dobrze zrobiłam, iż

przestałam je nosić. Nie wspominając o tym, że układanie fryzury wychodzi szybciej.

 

Dzisiaj, kiedy jechałam autem na spotkanie widziałam L-kę i zdałam sobie

sprawę, ze to już 2 lata jak mam prawko i jeżdżę samochodem.

Wcześniej w zyciu bym nie powiedziała, ze pójdę na prawko i zdam.

Potem widziłam w przychodni kobiety w ciąży i patrząc na nie doszło do mnie,

ze mam już ten czas oczekiwania, wizyt u ginekologa, porodu za sobą.

No i przyszło przemyślenie, że kiedyś będę jechać tak gdzieś i dotrze do mnie, że Młody

ma np 2 latka. 

Nawet najgorsze chwile przejdą i zniknął predzej czy później.

W pewnym momencie znowu zatrzymam tak swoje myśli i dojdzie do mnie, że to minęło.

Wpis mrsevelyncore

Zdjęcie, które mąż zrobił mi do tryptyku dodanego jakiś czas temu.

Lubie to zdjęcie. Kiedyś będzie z tych zdjęć piękna pamiątka.

 

Już za tydzień chrzest Doriana. Dopiero zorientowałam sie, że za tydzień 

będzie obchodzone świętego Krzysztofa a Młody dostał tak na drugie, bo mój

mąż i mój ojciec też na drugie mają właśnie to imię. Ogólnie do mojego ojca

zwracano się drugim imieniem, bo miał mieć tak na pierwsze, ale podobno dziadek

pojechał pijany do urzędu i podał odwrotnie. Z drugiej strony słyszałam, że to

nie prawda, bo w mojej rodzinie była tradycja, ze z pokolenia na pokolenie syn miał

na imię Stanisław. Tylko, że ja nie lubię tego imienia. Wystarczy, że kuzynka dała

synkowi tak na drugie. Wiem, że to ja powinnam dać tak na imię, ale nie podoba mi 

się ta tradycja. Możliwe, że nie będę mieć więcej dzieci i nie zamierzam jednemu,

jedynemu synkowi dawać na imię tak jak narzuciła by mi tradycja.

 

Myślałam, ze to koniec połogu, bo miałam spokój już ponad tydzień,

tymczasem od wczoraj bóle brzucha i wróciło oczyszczanie.

 

W czwartek minie miesiąc jak Mały jest na świecie i ciężko mi uwierzyć, 

ze jeszcze miesiąc temu miałam wielki brzuch. No i że jestem matką.

Opiekuje się dzieckiem jak mama, ale samo miano matki ciężko mi przyswoić.

Chyba trzeba mi czasu.

W sumie jest to podobne uczucie jak z wiekiem. Wiem, że mam 31 a mam wrazenie,

że mam 18/19. Chociaż już na tak młody wiek nie wyglądam. Ludzie dają mi 20 parę,

ale to i tak dobrze ;) zawsze mogli mi dawać więcej niż mam i to byłoby mniej przyjemne.

 

Przychodzą mi do głowy różne przemyślenia.

Patrzę na Doriana i myślę o tym jak to może być, że jakaś kobieta zajmuje się dzieckiem,

wstaje do niego w nocy, karmi, przewija, martwi się, stara, żeby miało wszystko i jest

z nim blisko a potem ono rośnie i urywa im się kontakt. Dziecko idzie w swoją stronę.

Kiedy zostaje się rodzicem człowiek widzi ile trzeba włożyć sił, aby takie dziecko urosło

i było zdrowe, że aż dziw bierze, że potem ono może się obrócić plecami do rodziców.

Przychodzi tylko jedna myśl, że powinno być inaczej. Każdy powinien być wdzięczny

za to, że kiedy był mały, nieporadny ktoś się nim zajmował i je chronił. Jacy by nie byli

rodzice to ważne jest, że się starali a nie porzucili.

 

Myślę też nad moim życiem i dochodzę do wniosku, iz póki jesteśmy młodzi/ jesteśmy

nastolatkami powinniśmy brać z życia jak najwięcej.To są najpiękniejsze lata; przyszłość,

z którą można zrobić wszystko, możliwość bycia dorosłym a jednocześnie dzieckiem,

wolność, najpiękniejsze, pierwsze miłości, po których zostaną wspomnienia, podróże, koncerty, 

wspaniałe przyjaźnie.

Chociaż jestem ledwo krok po 30 czuje, że wszystko to mam za sobą i już nic mnie nie czeka.

Zostaje mi jedynie w pewnych aspektach usychać jak ten zerwany kwiat położony na grobie.

Wyświetlanie archiwum

Wpisy Mozaika

Filtruj wpisy

Facebook fanpage