Photoblog.pl

Załóż konto
Wyświetleń: 468

Czasem trzeba wyjść dalej, żeby pisać.

Nie żałuję kupna używanego notebooka. Idealnie nadaje się do pisania

w terenie. Laptop, którego używam do montażu filmów, do pisania

notek byłby za duży i ciężki, abym mogła brać go ze sobą.

Notebook służy mi tylko do pisania powieści. 

Nawet nie korzystam na nim prawie nigdy z neta.

 

Trzeba pisać, chociaż według niektórych to strata czasu.

Chociaż według pewnych osób do niczego więcej się nie nadaję

a to przekleństwo, bo nie zarobię na tym. 

Bo to pasja, która wsysa tylko pieniądze zamiast je dawać.

Bo moje pisanie jest słabe, skoro 3 książki dane do sprzedaży u nas 

w sklepie jeszcze nie zeszły.

Tutaj nie. Nie wiem jak jest w mieście.

Te zawiezione do UK rozeszły się w sklepie w ciągu tygodnia i mam zamówienie

na nowe. Takie to jedynie pocieszenie, gdy słyszy się z ust biskiej osoby, 

że moje pisanie jest nic nie warte.

Może..

Może powieść nad którą siedzę nie zostanie wydana. Może wrzucę tylko

na wattpada. Jednak czy to ważne? Wydane czy nie wydane.

Pisanie powieści jest pasją a nie czymś czym człowiek ma zarabiać na życie

(chociaż fajnie by tak było) lub czymś czym ma "szpanować"

Miło jest, gdy ktoś doceni, ale nikt nie powiedział, że skoro nie jestem Nicholasem

Sparksem to mam wszystko rzucić.

 

Wczoraj wolne poświęciłam na zrobienie zaległych rzeczy i pisanie.

Dziś miałam terapię, ale trochę inną ;) było trochę jak na wagarach.

Cóż to ostatnie chwile, gdy państwo płaci za pomoc asystenta osoby

niepełnosprawnej, wiec korzystam.

 Za 16 dni kończy się umowa i na razie ani słychu, ani widu

tego, że będę mieć ten wspaniały przywilej dalej. Teraz zostanie płacić

z własnej kieszeni, bo bez takiej pomocy nie wyjdę z domu nigdzie a dziecka

ze sobą nie jestem w stanie brać wszędzie; terapia, rehabilitacje, spotkania

z lekarzami, zakupy, no i potrzebny mi czas na oddech w samotności, na pisanie,

nagrywanie. Mój mąż nie jest chętny, aby dać mi taki czas w niedzielę i o to była

nasza ostatnia kłótnia, bo on pracuje po 12h. Nie widzi tego, że ja po 21 i pół.

Muszę dostosowywać sen, jedzenie, obowiązki domowe do dziecka.

A na tygodniu, za te 2 i pół godziny wieczorem to jestem w stanie

zrobić niewiele przez zmęczenie i przez to, co jeszcze zostało do zrobienia w domu.

Siedzenie przy Małym, karmienie, przewijanie, zabawianie to niby żadna praca.

Tyle, że wymęcza.

Zarejestruj się teraz, aby skomentować wpis użytkownika mrsevelyncore.
padholder pisz, pisz i pisz ...pasja jest najważniejsza :)
30/11/2022 7:03:02
mrsevelyncore Dziękuję za te słowa;)
30/11/2022 11:35:37

Facebook fanpage