Photoblog.pl

Załóż konto

body in the river

Dodane 24 GRUDNIA 2018
Wyświetleń: 477

Czasem gdy patrzę na swoje tatuaże

to myślę, że moi bliscy mają szczęście.

Bo gdyby kiedyś ktoś znalazł mnie w rzece,

to nie będą musieli jechać i stwierdzać,

że to naprawdę ja. 

Ludzie są podobni, ale nie zdarzają się

osoby o wszystkich identycznych tatuażach.

To jeden ze sposobów walki z homogenizacją świata.

Uroczy i artystyczny.

To jakby wszczepić sobie van gogha pod skórę.

Myślę, że gdyby Van Gogh żył dzisiaj, to byłby

tatuażystą. Wolałby, żeby jego dzieła żyły 

i chodziły po świecie a nie tkwiły w Luwrze.

 

 

 

 

Wigilia to zawsze był czas,

który sprawiał że się rozpływałam.

Na chwilę nie umiałam się marwić ani bać.

Choć dzisiaj wiem jak często mój lęk nie ma sensu,

to mam świadomość, że w swojej irracjonalności buduje mnie.

Jestem zawsze gotowa na tyle, na ile to możliwe,

mam obczajone wyjścia awaryjne z budynków

i niezręcznych sytuacji.

 

 

 

Lubię ludziom mówić co myślę,

bo najczęsciej myślę krytycznie

a ludzie są zakochani w sobie 

i jakoś fajnie się patrzy, jak im

ta bańka perfekcji pęka.

Wystarczy im powiedzieć, że czlowiek

też jest zwierzęciem i patrzeć jak im

się cały świat w głowie przewraca jak domino.

Jesteśmy śmieszni strasznie.

 

 

 

 

Chciałabym przewinąć taśmę,

dowiedzieć się już że miałam rację

i że moja wytwałość cokolwiek dała,

Chciałabym już mieszkać w Warszawie

i jeździć bez gps'a. 

Chciałabym już sobie udowodnić, że 

świat jest moim domem a nie miejsce, 

w którym się urodziłam.

Chciałabym juz być bardziej odważna

i oderwać nogi od ziemi.

Nauczyć się tak nie tęsknić i wierzyć,

że czas przecież traktuje uczucia chloroformem.

 

 

 

 

Ale to jeszcze za moment.

Jeszcze ostatnie podrygi

najbardziej bolesne i wytrącajace

 z równowagi, o którą bardzo walczę.

Jeszcze trochę zgniecionych kartek

i zarwanych nocy, jeszcze chwila w

 tym miejscu, które bardzo nie jest moje.

W te ostatnie 1.5 roku tutaj

chcę kochać, doceniać, chłonąć

ten czas kiedy wszyscy jesteśmy razem

zdrowi, kiedy nic nam nie grozi.

Tego też życzę Wam na święta.

 

 

xxx

N.

 

~niedokoncasiezgadzam Mysle, ze wychodzisz z blednego zalozenia. Jesli by Van Goghowi zalezalo na pokazaniu swoich obrazow jak najwiekszej ilosci ludzi, to wybralby jednak malowanie na plutnie i pokazywanie ich w Luwrze. Bo taki tatuaz moze ogladac tylko ta jedna osoba w lustrze. I obrazy malowane na plutnie mozna ogladac i za 500 lat. A taki zywy obraz jak stary mozna pokazywac? Moze jedynie wolalby farby pedzlem nanosic na lade cialo kobiety niz ogladac te kobiete z dalea XD
26/12/2018 22:44:41
maialasota może i skóra z tatuażem nie żyje wiecznie, ale za to ma szansę żyć w ogóle. Obraz pozostaje przedmiotem a wraz ze śmiercią autora traci cząstkę życia. Ale to jedynie jakieś ulotne pseudofilozoficzne przemyślenia i wcale nie musimy się w nich zgadzać :)
Kocham Van Gogha i wychodząc z myśli impresjonizmu do pragnień uchwycenia ulotnej, ruchomej chwili... jakoś bardziej mi się to klei z tautażem na żyjącej osobie niż z martwym obrazem w sztywnych muzealnych ramach :)
27/12/2018 12:58:17
~ojniewiemniewiemzas "Obraz pozostaje przedmiotem a wraz ze śmiercią autora traci cząstkę życia" -czyzby? Nie. W dniu smierci autora ten przedmiot traci "ojca". A autor traci swá czástké zycia wraz z kazdym mijajacym dniem, z kazdym zachodem slonca. Ale tez nie do konca mozna tak to okreslic. Bo z nowym dniem, wraz ze wschodem slonca, gdy wstaje nowy dzen a autor straciwszy jedn dzien, zyskuje drugi. Wychodzi na to, ze nic mu nie ubylo, ma znowu dzien i to lepszy, bo nowy.(taki nowszy model) Czastki zycia nie traci sie nigdy. Nie mozna byc czesciowo zywym. Albo sie zyje albo nie. Gdyby mozna bylo wziac zycie w calosci, od razu, to z odejsciem starego dnia straciloby sie w przyblizeniu 1/X*365 czesc zycia (gdzie X jest to dluosc lat zycia autora przedmiou o ktorym mowa, czyli obrazu).Ale nikt zycia nie przezywa w mgnieniu oka, w jednym momencie, tylko zyje, pracuje i uczy sie w tym czasie, bo uczy sie cale zycie. A dzien stracony, to taki, w ktorym sie nic nie zrobilo.
Z koei jesli sie chce cos ulotnego uchwycic, to trzeba to zamknac w sztywnych ramach, tak jak lotnego kanarka zamyka sie w klatce albo lotny gaz zakreca sie w szczelnej butli. Ale jezeli chce sie aby to bylo caly czas ulotne, o nie powinno sie tego wcale chwytac. Czyli wychodzi na to, ze imresje nie powinny istniec?
27/12/2018 15:19:17
maialasota absolutnie nie. Sztuka zawsze jest PRÓBĄ oddania jakiegoś stanu, impresjonizm nie zamyka niczego w sztywnych ramach, a jedynie próbuje oddać nastrój zaobserwowanej chwili. Da się stracić cząstkę życia. Jestem całkiem pewna, że gdy odejdzie z tego świata najbliższa mi osoba na świecie - utracę cząstkę życia, choć wcale od tego nie umrę. To wszystko jest znacznie mniej czarno-białe niż to przedstawiasz
27/12/2018 18:20:15
twistedup Oddania stanu lub komentarzem do jakiegoś już oddanego stanu. Co mnie fascynuje to to jak każdy z osobna widzi świat, obserwuje, a potem mówi, co zauważył poprzez sztukę. Czy to muzykę, rysunek, linoryt, grafikę, malarstwo. Nawet jeśli to błędne postrzeganie, skrzywione przez nadmiar emocji, to nic nie szkodzi. Jeśli czuje się za dużo warto to przelać na twórczość i porzucić lęk przed byciem dziwnym, dlatego Van Gogh malowałby gdziekolwiek byleby malować, jednak wciąż byłby, nielubianym, chorym, dziwakiem - czasy może i się zmieniły, jednak ludzie wciąż boją się odmętów umysłów, których nie znają. A tak łatwo pomylić jest ekscentryczność z szaleństwem. Jako wariat, ekscentryk i artysta - coś o tym niestety wiem.
05/02/2019 3:53:23