Photoblog.pl

Załóż konto
Dodane 3 MAJA 2021
Wyświetleń: 235

 

 

Utknęłam w jakimś martwym punkcie w swoim życiu i mam wrażenie, że tkwię w nim odkąd mieszkam zagranicą. I nawet ta cała pandemia nie miała na to tak dużego wpływu jak ta przeprowadzka.

 

Znajoma mi ostatnio stawiała tarota i ogólnie do takich rzeczy podchodzę sceptycznie, no ale utknęłam jak taki motyl w kokonie. I nawet na pytanie, czy wrócę do Pl, czy nie, karty nie były w stanie postawić jednoznacznej odpowiedzi. To może być jedynie sugestia, jakaś podpowiedź podświadomości, ale osteteczna decyzja zależy ode mnie. I tak siedzę w chmurze swoich myśli i mielę to wszystko w głowie i od 2,5 roku nic z tego nie wychodzi.

 

Jeszcze przed pandemią byłam bardziej za powrotem do Pl. Ale od roku zagranica wydaje się być bezpieczniejsza, biorąc pod uwagę co się w naszym kraju nad Wisłą dzieje. Nigdy nie angażowałam się mocno w politykę, ale po prostu nie podoba mi się to rozdawnictwo. Pamiętam jak w 2018 sprawdzałam pasek wypłaty i ile hajsu szło na poczet państwa. I nie uśmiecha mi się pracować na cudze bombelki. Ogólnie jestem przeciwko polityce prorodzinnej i 500+ etc... Za kilkadziesiąt lat i tak roboty przejmą część naszej pracy, bo ludzi w Europie ubywa. Chyba, że weźmiemy imigrantów. Ale no ja jestem zbyt głupia, by o tym dyskutować. Wiem tylko, że jestem przeciwko 500+, bo ja jako singiel 26+ to bym dostała od tego państwa tylko wielkiego faka.

 

A zdjęcie z wpisu to właśnie ten motyl uwolniony. Trochę miałam tych motyli i sztyletów w tarocie. Dużo ludzi przeciwko mnie i dużo ograniczeń w mojej głowie. Tak naprawdę to nie lubię być w swojej głowie, zawsze szukam rozproszeń, oglądam jakiś debili na yt, czy słucham muzyki, czy przeglądam internet, czy czytam coś, szukając nowych rzeczy, byleby nie myśleć o swojej sytuacji. I dużo chleję. To też znieczula na problemy dnia codziennego. Już nie wiem, czy to ten pobyt zagranicą mnie jeszcze bardziej wpędził w używki, czy to zawsze we mnie było. Chyba to drugie. W Pl w sumie byle niepowodzenie, a ja już płakałam i użalałam się nad sobą. 

 

Ostatnio też z J. mieliśmy ostrą kłótnię, ale przeprosił. To niech już mu będzie. I kupił mi likier i kwiaty. A nie zawsze to robi. Ale temat już jest za nami. A zaczęło się od tego, że oglądaliśmy odcinek Mietczyńskiego o idealnych kotletach schabowych. Ja nie gotuję zbyt wiele, ale gościa lubię. No nevermind. Po odcinku J. coś mi wjechał, że nie robię kotletów, etc. To ja powiedziałam, że bym chętniej mu gotowała, gdybym sama jadła mięso, bo gotowanie dla jednej osoby jest pointless, zwłaszcza, że nawet samemu tego nie zjesz. Dobrze, że jego matka mieszka niedaleko, to mu gotuje XD Jebany szowinista wkurwił mnie w chuj, bo stwierdził, że nie jestem prawdziwą kobietą jeśli nie jem mięsa i nie chcę mieć dzieci. Co praktycznie od kilku lat wie (no dobra co do dzieci na początku leciałam w chuja, żeby mnie nie zostawił, ale wtedy byliśmy na odległość, to mogłam ściemniać XDDD). 

 

Może i jestem nieco dziecinna i nie wiem, czego bym do końca chciała od życia, no ale czy to dyskwalifikuje moją płeć. Bo zirytowało mnie to strasznie. Nawet nie chodzi o mnie, ale to było strasznie boomerskie. Bo jeśli jakaś kobieta nie chce dzieci, to co - nie może się nazywać kobietą? Dla mnie to było takie przegięcie linii, zwłaszcza, że w naszych czasach coraz więcej mówi się o negatywnych skutkach rodzicielstwa. Ja J. wiele razy tłumaczyłam czemu nie chcę dzieci, ale on nigdy nie słucha. A ja nie chcę tracić pieniędzy, czasu wolnego, swojej figury,zwłaszcza, że mam paskudne skłonności do rozstępów i muszę pilnować wagi. Btw odnośnie wagi, to prowadzę bitwę ze swoim ciałem od 12 roku życia i co miałabym to porzucić? Gdy wszyscy mi mówią, że jestem chuda i pławię się w tych słowach niczym w kalifornijskim słońcu. Gdy lubię taką sylwetkę. 

 

On w tej chwili nie chce dzieci (plany zawodowe), ale jak mu się instynkty włączą koło trzydziestki, to kopnie mnie w dupę i będę musiała wracać pierwszym samolotem do Pl :( 

 

No ale tak wracając do jego głupiego gadania, to tak, to mnie zabolało, bo jak możesz klasyfikować ludzi w taki sposób. Bo nie chcę jeść mięsa etc. No głupie, strasznie to głupie. To też jest prawda, że przez to, że nie jem mięsa, to jest problem z zamawianiem jedzenia, etc i czasem te moje zamienniki są nawet droższe niż normalne mięso. No ale to mnie obrzydza. To jest to, kim jestem. Nie jem mięsa od czasów gimnazjalnych. I jestem osobą wrażliwą, chociaż większość, co mnie zna uważa za zimną sukę, ale przykro mi z powodu krzywdy zwierząt. 

 

 

Dużo tego wyszło, dzięki wszystkim co przeczytali.