Photoblog.pl

Załóż konto

thousand reasons to die 

2016/06/02   

this is story about hate, part I

« następne   poprzednie »
this is story about hate, part I

 

 

 

 

Biegła. Biegła tak szybko jak tylko mogła. Nie potrafiła się zatrzymać. Biegła ile sił w nogach. Chciała uciec. Uciec od otaczających ją ludzi. Od otaczających ją problemów. Od otaczającego ją świata. Chciała uciec od wszystkiego. Chciała w końcu się uwolnić. Nie mogła wytrzymać już tego wszystkiego. Biegła przez kolejne ulice. Ludzie oglądali się za nią ze zdziwieniem lub pogardą w oczach. Nie zatrzymała się póki nie dobiegła do lasu. Do jej miejsca. Do jej ukochanej skarpy. Dopiero wtedy kiedy tam dotrała zatrzymała się. Weszła na sam szczyt skały. Usiadła i wpatrywała się w gładką taflę wody jej ukochanego jeziora. Powoli lecz głęboko wdychała powietrze nasiąknięte zapachem zielonych drzew. Siedziała i wpatrywała się w nicość przez długi czas. Czas, który jej wydał się wiecznością. Ale jej wcale to nie przeszkadzało. Mogła tu siedzieć całą wieczność. Nic tylko siedzieć, wpatrując się w wodę i wdychając tak czyste powietrze.

Zadzwonił telefon. Raz, drugi, trzeci, czwarty, piąty. Nie zwróciła uwagi. Po jakimś czasie dźwięk dzwonka w jej komórce przerwał ciszę po raz kolejny. Nie myśląc wyciągnęła telefon z kieszeni i odebrała.

- Halo. - Nie brzmiało to jak pytanie.

- Wróć do domu, proszę.... - odpowiedział głos.

Nie mogła się powstrzymać. Tak bardzo to bolało. Czuła jakby jej serce rozrywano na milion małych kawałeczków, a potem wrzucano w ogień. Rzuciła telefonem do wody po czym dłużej nie mogła tłumić w sobie tego bólu. Zaczęła płakać. Płynące po policzkach łzy, jedna za drugą, paliły niczym rozrzażony węgiel. Nie umiała przestać. Nie mogła otrząsnąć się z tego co się właśnie stało. A właściwie kilka dni temu. Nie chciała o tym myśleć. Ale wszystkie wspomnienia same wracały. Jak bumerang. Ale z drugiej strony wiedziała, że to jej wina. Gdyby nie ona nigdy by się to nie zdarzyło. Tak bardzo chciałaby być teraz na jej miejscu.

- Przepraszam... - szepnęła. - Tak bardzo przepraszam... Nigdy tego nie chciałam. Proszę, wybacz mi. - łzy nie przestawały płynąć. - Przepraszam Genevive... Po prostu przepraszam... - nie kontrolowała ich. Nawet nie chciała.

Słońce powoli zaczęło zachodzić, a ona nadal tam była. Lecz już nie płakała. Może skończyły jej się łzy, może nie miała już siły. Ale nadal tam siedziała. Nie zamierzała się nigdzie ruszać. Nigdzie wracać. Nie miała już do czego.

Nie miała pojęcia, która może być godzina. Słońce dawno zaszło. Było ciemno. Gdzieniegdzie pomiędzy drzewami i na drugim brzegu jeziora widać było jasne świato ulicznych latarni. A ona nadal siedziała w ciszy na skarpie. Nie miała już siły. Było jej zimno, w brzuchu burczało. Wyciągnęła z kieszeni papierosy. Odpaliła jednego. Potem drugiego. Trzeciego. Spaliła czwartego i poczuła jak bardzo jest zmęczona i senna. Powieki same zaczęły jej opadać. Położyła się na zimnej ziemi. Nie wiedząc kiedy zasnęła.

 

 

 

 

 

 

 

nagła wena. dalsze prace w toku. 

w końcu mam się czym zająć. 

a raczej moją głowę.

a tak ogólnie? 

jakoś leci.

po staremu. 

 

 

 

 

 

 

 

 

2 komentarze
mxrybeth  - 09/06/2016 17:26:46
piszesz? :o super, czekam na więcej :3
emilycarter - 22/08/2016 19:19:26
coś tam czasami wydrukuję. :3

Najnowsze wpisy

this is story about hate, part I

 

well...

 

monotonia.

 

zbyt wiele

 

why.

 

drunk

 

nothing.

 

it's gonna worst and worst

 

Wszystkie wpisy