Bry. zaczynam na nowo. wpisy i zdjecia czasem beda naprawde beznadziejne, ale coz. zycie.
dzis bylo dziwnie. wstalam nie pamietam o ktorej, tzn obudzilam sie i odrazu odpalilam lapka. dlugo nie czekajac, nie jedzac sniadania jak to ja, troche sie ogarnelam i kierunek Bce. po co? bo mi sie nudzilo. wczoraj byl Dzien Dziadka... chociaz ich tu juz nie ma, to wypadalo chociaz pojechac na cmentarz, ale znow przezz swoje glupie fochy nie pojechalam. poszlam do nich dzis. zakupy pomagaja sie odstresowac, zapomniec o wszystkim. pomoglo. nie na dlugo. a teraz leze sobie z lozku i mysle czy wlasnie tak beda wygladaly moje ferie? nie, dzieki. czesc
ps. pewnie dzis jeszcze tu zawitam, chyba