Photoblog.pl

Załóż konto

Today, I don't care! 

2017/03/11   

realise.

« następne   poprzednie »
realise.

 Jak to z nami jest? 

Jak jest z miłością?

Czy robimy wszystko by ją mieć? 

Dlaczego tak często rezygnujemy kompletnie z własnych potrzeb by poczuć się kochanym?

Czy nie jesteśmy wystarczająco wartościowi by tak po prostu być powodem do kochania?

 

A ja myślę, że to wcale nie powinno tak być. Można, a wręcz trzeba wyznaczać własne granice. Nie musimy zgadzać się na wszystko. Nie musimy spychać własnych potrzeb gdzieś na samo dno, tylko po to, by nie być samemu. Nie musimy postrzegać każdego związku, w którym jesteśmy jako coś jedynego i ostatecznego. I albo to albo już nigdy nic. Czyż nie lepiej jest odpuścić coś, w czym kompletnie nie słyszymy siebie? Poczekać aż pojawi się ktoś inny, kogo potrzeby będą mogły stać na równi z naszymi własnymi. I nie chodzi o to, by za wszelką cenę stawiać na swoim. Kompromisy są ważne i potrzebne. Ale nie w przypadku, gdy to jedna strona dopasowuje się całkowicie drugiej. To zresztą wcale nie jest kompromis. 

Fantastycznie jest móc poczuć, że kocha się kogoś tak szalenie, że można totalnie zrezygnować z jakichś swoich planów i nie czuć wielkiej szkody z tego powodu. Ale jak się okazuje często znacznie trudniejsze jest bycie egoistą. Co tak naprawdę na to wpływa? Po części zapewne wciąż bardzo pejoratywne konotacje związane z pojęciem egoizmu. Powoduje to, że nie chcemy być w społeczeństwie tak postrzegani. Nie chcemy żeby przylgnęła do nas łatka egoisty. Tylko, że tak naprawdę ten, kto egoistą być nie potrafi, nigdy nie zazna prawdziwego szczęścia. W największych nawet przypływach miłości, kiedy czujemy, że jesteśmy w stanie zrobić wszystko dla drugiej osoby i nawet to robimy, w pewnym momencie zaczyna z nas wyciekać rezygnacja, a chwilę potem frustracja. I najpierw wycieka powoli, aż w końcu uderza nas z ogromną siłą. I czujemy się wtedy złamani. Wcale nie szczęśliwi, że zdarzyła nam się tak wielka miłość, że mogliśmy się dla niej brawurowo poświęcać. Że opowiadając o tym przyjaciołom, mieli oni aż łzy w oczach i zazdrościli tego uczucia. 

Bullshit. 

Spalamy się tak bardzo, że zderzając się z tą ścianą frustracji nie potrafimy sobie nawet odpowiedzieć na pytanie czego tak naprawdę potrzebujemy, czego chcemy, jak wygląda szczęście i co nam je daje. 

Mało tego, w kolejne związki wchodzimy w podobnej roli. I na pozór wybieramy partnerów zupełnie innych. A jednak okazuje się, że efekt końcowy jest ten sam. Znowu jesteśmy stroną, która się dopadowuje, godzi na wszystko, boi się powiedzieć: nie tego chcę, potrzebuję tego i tego, nie chcę się na to zgadzać. 

Najważniejszą kwestią w tym wszystkich jest chyba fakt, że musimy najpierw pokochać i zaakceptować siebie. Zobaczyć w sobie wartościowego człowieka, który ma bardzo wiele do zaoferowania, ale kto zasługuje na równie wiele od drugiej osoby. 

 

Tyle na dzisiaj. 

 

Miłość - jak najbardziej TAK. Ale niech będzie zdrowa, może być trudna, w końcu każdy związek ma swoje struggles. Warto o nią walczyć, ale nie za wszelką cenę. Bo nawet gdy ją wywalczymy, nie poczujemy się szczęśliwi. 

 

 

Brak komentarzy

Najnowsze wpisy

realise.

 

coś jest, a później tego nie ma.

 

kiedyś kupię nóż...

 

freedom

 

Wpis atoomowa

 

gdy nie można mocą żadną...

 

dancing in the dark

 

Nigdy nie wiesz co przyniesieLos

 

Wszystkie wpisy