Photoblog.pl

Załóż konto

Przegląd 12 tripów z Erasmusa. Santiago de Compostela, Ilas Cies, Costa da Morte, Lizbona, Lagos, Sintra, Porto, Bilbao, Barcelona, Majorka, Canon da Sil. A i tak nie wszystko się zmieściło... Jeszcze Finisterre, Cathedrales, Ourense, O Burgo, Coimbra, Santa Cruz. 14 lotów samolotem, około 2 tysięcy kilometrów autostopem, około 120 kilometrów na deskorolkach. Dużo nieprzespanych nocy, kilku wspaniałych hostów z couchsurfingu, kilka momentów grozy, ogromna ilość wspaniałych wspomnień ... tak było :).

Wszyscy pytają mnie o kolejne plany i wyzwania... A ja żadnych planów jeszcze nie mam. Jest tyle miejsc, do których chciałabym pojechać i tyle rzeczy, które chciałabym zrobić. Nie wiem, gdzie wyjadę w najbliższym czasie .. Na razie mnóstwo spraw na miejscu wymaga mojej uwagi i obecności. Ale już w planach WAP, Comacchio, Gruzja, kilka mniejszych podróży .. Ale chciałam na razie opowiedzieć o tej jednej. Najtrudniejszej.

"Weź się w garść, inni mają gorzej, wszystko będzie dobrze, nie przejmuj się" .. nie zliczę, ile razy usłyszałam takie słowa od osób, które myślały, że w ten sposób pomagają, kiedy miałam zły dzień. "Bo przecież jesteś na Erasmusie, zwiedzasz Hiszpanię, masz piękną pogodę i tanie wino". Tak. Mam. Ale i tak walczę z chorobą. Mało osób o tym wie .. Bo nie mam odwagi o tym mówić. Potrafię tylko pisać. Wyrzucać z siebie te słowa w postach na blogu. Inaczej jest dla mnie za trudno. Depresja, borderline ... Choroba, czy po prostu smutek i przygnębienie ? Posłuchaj o tej podróży. Podróży z depresją. Nigdy nie pisałam tutaj o tym, jak to się zaczęło. Nigdy nie umiałam o tym mówić - dopiero terapia pozwoliła mi przełamać to tabu i wyrzucić z siebie to morze bólu, ale nie przemogłam się na tyle, by porozmawiać o tym z kimkolwiek innym, niż terapeuta. Zresztą tak fajnie jest być zawsze szczęśliwym i uśmiechniętym - i na instagramie, i wśród znajomych. Tego wymaga się od nas w społeczeństwie. I to dlatego ludzie są samotni ze swoimi problemami. Nawet, gdy są wśród innych. Bo przecież mamy kult "uśmiechnij się, yolo, don't worry be happy, carpe diem" i mnóstwo innych. Żadnych "depression mood" częściej niż przy PMS. I dlatego tak ciężko o tym powiedzieć ... U mnie poszło "książkowo" .. fobia emocji, która przeszła w nerwicę społeczną, czyli pakiet startowy dla niestabilnego emocjonalnie dziecka, które w dodatku połowę podstawówki przeleżało w szpitalach. Stamtąd do anoreksji, z której wyszłam stosunkowo szybko - choć tak naprawdę sposób myślenia nigdy się nie zmienia ... i już zawsze będę patrzyła na siebie w ten sam sposób..., później depresja i finalnie diagnoza - borderline, już z lekami i z ukierunkowaną terapią, ze świadomością, że każde "poprzednie" było symptomem, objawem. Pierwsze wizyty u psychologa pamiętam z przedszkola. Później gimnazjum. Później długo, długo nic ... I dopiero rok temu terapeuta pomogła mi ułożyć to w głowie, nazwać stany, przez które przechodziłam i odnaleźć względny spokój. A wyjazd na Erasmusa miał być po to, by uciec od choroby, od kryzysów, od samej siebie. Wyjeżdżając, chciałam całe to zło zostawić za sobą, zapomnieć. Nie dałoby to permanentnego efektu, ale nawet chwilowa poprawa nastroju była sukcesem. Nie muszę chyba dodawać, że to nic nie dało ... Ale mimo wszystko - nic nie skłania do refleksji tak, jak podróż. I nic nie daje tyle pozytywnej energii. Uprzejmi ludzie, niesamowite widoki, wiatr we włosach, piękne zdjęcia ... To tak wiele! Przez te dni, godziny żadne problemy nie istnieją. Nie istnieje nic, poza radością z poznawania kolejnego pięknego miejsca, lokalnej kultury.. nic poza mną i aparatem, na którym ilość zdjęć rośnie w niesamowitym tempie. I wiem, co pomyśleliby moi znajomi, czytając ten post. "Nie spodziewałem się, a już na pewno nie po niej". Przecież ja ciągle gdzieś jestem, podróżuję, spotykam się ze znajomymi, fotografuję koncerty, jeżdżę na zdjęcia na śluby czy cokolwiek innego. Tak .. poza tymi dniami, kiedy jak vnm "zamykam się w domu, nie odbieram od nikogo telefonu" .. Garstka osób wie o tym, że się leczę. Chyba tylko dwie wiedzą, na co. I nie myśl, że pisząc to, wykazuję się odwagą. Nie .. właśnie to jest brak odwagi, by powiedzieć o tym komukolwiek prosto w oczy, choćby przyjacielowi czy (już byłemu) chłopakowi. A tylko pisząc to potrafię odnaleźć spokój w sobie ... do następnego razu. Bo tak wygląda moja podróż z chorobą.

Tymczasem pożegnałam Polskę i piszę ten post na ławce na Majorce, czekając na lot do Corunii. Do mojego drugiego domu.  Dziękuję Ci, jeśli przeczytałeś do końca. Cieszę się, że jesteś. I zrób coś dla siebie - pomyśl, co ostatnio pozytywnie Cię zaskoczyło! Przywołaj w głowie jakieś dobre wspomnienie! 

"Do zobaczenia wkrótce u Ciebie w mieście" ;)

~gosc Jesteś wspaniała:) trzymam kciuki za Ciebie:)
Miłej podróży po Hiszpanii:)
09/01/2019 15:47:10
yarudegirl Dziękuję Ci bardzo za każde słowo wsparcia - dobrze, że jesteś!
09/01/2019 22:03:03
~gosc Jak tam pogoda w Corunii?
10/01/2019 13:36:13
yarudegirl wietrznie i słonecznie - dużo przyjemniej, niż w Polsce:)
10/01/2019 19:01:47
~gosc To miło, korzystaj ze słoneczka:)
11/01/2019 12:55:35

~stalker Ostatnie dobre wspomnienie? hmm ostatnia noc! Mimo że nieprzespana to cudowna. I to nie cudowna w sposób jaki większość by chciała.. tak o po prostu przegadana z osobą która od kilku lat daje mi siłę i która od kilku lat nie daje mi upaść.. nawet nie zdaje sobie z tego sprawy jak bardzo mi pomaga.. pamiętam jak ja byłem na erasmusie.. brak kasy, brak ludzi, brak alko i jedzenie ryżu na 3 posiłki dziennie. i właśnie wtedy kiedy chciałem się załamać to ona mi na to nie pozwoliła.. dzwoniła praktycznie codziennie.. nie wiem czy dałem jej chociaż 10% tego co ona daje ale mam nadzieję że nawet jeśli myśli że luzie są na chwile i znikają to ten jeden łeb będzie zawsze.. nie będzie czekał do 6 tak o ani nawet do 16 tylko w każdej chwili będzie dla niej. kończę ten monolog i proszę na niego nie zwracać uwagi.
09/01/2019 15:43:00
yarudegirl Dziękuję za Wszystko!
09/01/2019 22:04:06