Photoblog.pl

Załóż konto

we have only life to live. 

2015/05/17   

Miss Nothing Miess Everything 18

« następne   poprzednie »
Miss Nothing Miess Everything 18

Wychodząc z gabinetu mój mężczyzna nie musiał już mnie za sobą ciągnąć. Zamiast tego objął mnie w talii i poprowadził do windy. Szczęście rozpierało nas oboje, w końcu będziemy mieli dziecko.  Nosiłam pod sercem maluszka, który był mieszanką nas obojga.  Był najwspanialszą wpadką jaka mogła nas spotkać, ale mimo szczęścia gdzieś w otchłani mojego sumienia krążyły wyrzuty sumienia. Chociaż moja tajemnica była już przecież nie aktualna, nie mogłam tego tak zostawić a im szybciej się z tym uporam tym lepiej.

-Przepraszam, że ukryłam przed Tobą&no wiesz.-powiedziałam cicho wbijając wzrok w nasze stopy. Drzwi windy zamknęły się z nieprzyjemnym trzaskiem i powoli ruszyliśmy w dół. Moich uszu dobiegło ciche westchnienie.

-Wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze?-zapytał spokojnie.

-Nie.-odparłam cicho.

-Najgorsza jest moja naiwność. To że wydawało i się, że walczysz i się zmieniasz, że zostawiasz przeszłość za sobą, że się z niej wydostałaś, że zapomniałaś, ale Ty mnie okłamywałaś. Ciekaw jestem co jeszcze zataiłaś.  jego głos był jakby zmęczony a może obrazował jego rozczarowanie moją osobą. . . Ciężko i to określić, ale doprowadził mnie niemalże do łez.  Nie mogłam zmienić przeszłości, nie mogłam też o niej zapomnieć. To część mnie.

-Igor to wszystko przez co przeszłam jest trudne i nigdy tego nie zapomnę. To, że noszę sobie te wspomnienia jest poniekąd karą&

-Mam serdecznie dość kłamstw.-przerwał mi unosząc głos. Przestraszona spojrzałam w jego wściekłe oczy.-Wyciągnę to z Ciebie choćby siłą.-syknął przez zaciśnięte zęby.

-Nie zrobisz mi tego.-szepnęłam.

-Jeszcze się dziwisz.-warknął i wyciągnął mnie na korytarz. Szłam obok niego i nie wiedziałam co myśleć. To powinien być najszczęśliwszy dzień w naszym życiu, a póki co ojciec mojego dziecka chce żebym znów rozdrapała stare rany a ja jestem tym faktem przerażona. No pięknie. Bez słowa weszliśmy do gabinetu,  Igor podał  lekarzowi wyniki a ja zajęłam miejsce na niezbyt wygodnym fotelu.

-A jednak, zaśmiał się mężczyzna.-No nic. Tak jak mówiłem zostanie Pani u nas na kilka dni, trochę Panią odżywimy nadrobimy zaległe badania i jeżeli wszystko będzie ok wypuścimy Panią do domu. Myślę, że w najgorszym wypadku będzie to tydzień , do 10 dni maksymalnie. Za chwilę pielęgniarka zaprowadzi Państwa na oddział i wszystko wytłumaczy.

Igor

Lekarz ledwo zakończył zdanie a mnie dobiegł cichy głos Lilki :

-Muszę jechać do domu po rzeczy.-bawiła się pierścionkiem, wyglądała jak mała dziewczynka która za wszelką cenę chce wrócić do domu.

-Przywiozę Ci.-powiedziałem, przykrywając jej dłonie swoją.

-Chcę jechać  do domu.-burknęła.

-Poczekamy na zewnątrz.- czym prędzej złapałem ją za rękę i wyciągnąłem na korytarz i posadziłem  na ławce.Nie pojedziesz do domu, bo musisz zostać w szpitalu. Nie dociera to do Ciebie?!naskoczyłem na nią, ale ona nawet na mnie nie spojrzała. Lila do jasnej cholery! Spójrz na mnie!-złapałem ją za ramiona i lekko potrząsnąłem. W pierwszej sekundzie nie zareagowała ale już w następnej sprytnie mi się wyślizgnęła i czym prędzej ruszyła w stronę drzwi. Przez chwilę stałem oniemiały.  Matka mojego dziecka zachowywała się jak spłoszone zwierzę. W życiu nie spodziewałem się takiej reakcji, sądziłem, że się na mnie rzuci albo rozpłacze. A ona tak po prostu zerwała się i wybiegła. Ruszyłem za nią , na moje szczęście była osłabiona i złapałem ją za nim dotarła do samochodu.

-Puść.-jęknęła gdy przytuliłem ją mocno do siebie.-Chcę do domu.-próbowała mnie odepchnąć, ale była za słaba.

-Ćśś Maleńka moja, uspokój się, uspokój. Nic wam nie grozi.-szepnąłem.

-Nie zabierzesz mi go!-krzyknęła, jej głos był pełen rozpaczy i udręki. Odruchowo przycisnąłem ją mocno do siebie. Jej ciało nagle przestało walczyć, niczym szmaciana lalka opierała się na mnie i głośno płakała. Nie wiedziałem co się z nią dzieje. W głowie miałem mętlik, chciałem jakoś jej ulżyć ale musiałem też myśleć o dziecku. Tyle czasu o nim nie wiedzieliśmy, ono potrzebowało pomocy lekarzy dlatego czym prędzej Lila powinna znaleźć się pod ich opieką. Nie miałem pojęcia jak ją uspokoić, bez przerwy płakała a jej ciałem miotały straszne dreszcze. 

-Lila, Maleńka. Spokojnie. Nic wam nie grozi.-nie wiem  ile razy to powtórzyłem nim ucichła. Odgarnąłem jej włosy z twarzy i dotarło do mnie czemu, przestała płakać. Wygrało z nią zmęczenie. Patrzyła na mnie nieprzytomnymi , zapuchniętymi oczami a mnie krajało się serce. Tak bardzo chciałem jej ulżyć, ale jedyne co mogłem zrobić to zatroszczyć się o stan fizyczny jej i naszego dziecka. Jesteś bezpieczna, śpij.-ucałowałem ją w czoło, wziąłem na ręce i wróciłem do budynku ignorując zaciekawionych przechodniów.

-Niech Pani na nią spojrzy a później powie jej, że nie dostanie pomocy.-warknąłem na pielęgniarkę. Byłem wkurwiony jak jeszcze chyba nigdy. Najpierw Lila odstawiła przedstawienie z ucieczką a teraz okazuje się, że nie chcą przyjąć jej do szpitala, bo nagle się okazało, że nie ma miejsca.

-Bardzo mi przykro, ale naprawdę nie mogę nic zrobić. odpowiedziała beznamiętnie pielęgniarka, nie podnosząc wzroku znad monitora.

-Gówno prawda, ani trochę nie jest Pani przykro. Ma Pani w dupie czy ta kobieta, która nie jest w stanie stanąć na własnych nogach urodzi czy straci dziecko, ma Pani gdzieś czy ona w ogóle  przeżyje! -Krzyknąłem.- Bo niezależnie od tego czy ona wykończy się na tym korytarzu czy nie, Pani i tak za to zapłacą.  Dodałem i nie czekając na odzew podszedłem do Lili, która spała na ławce, nieświadoma niczego. Pocałowałem ją w czoło i usiadłem obok. Przypatrywałem jej się chyba całą wieczność nim ordynator zaszczycił nas swoją obecnością.

-Pan Shmidt?-zapytał?

-Igor Kaleta, nie jesteśmy z Lilianą małżeństwem-odpowiedziałem ponuro.

-W takim razie muszę porozmawiać z pańską partnerką.- powiedział sztywno. Niech ten dzień się skończy. Westchnąłem i nachyliłem się nad ukochaną.

-Kochanie, obudź się.-wyszeptałem, odgarniając jej włosy z twarzy. Poruszyła się niespokojnie, ale nie otworzyła oczu. No już mała, wstawaj.-pocałowałem ją w policzek, jęknęła powoli rozchylając powieki i obdarzając mnie morderczym spojrzeniem.-Pan doktor chce z Tobą porozmawiać.-wyjaśniłem szybko.

-Co znowu?-warknęła patrząc na lekarza. 

-Udało nam się znaleźć dla Pani salę&

 

-Też mi wyczyn.-przerwała mu. Jej chamski ton zazwyczaj zapowiadał wojnę, dobrze, że choć raz to nie ja będę musiał z nią walczyć. Zapowiada się ciekawe kilka dni, uśmiechnąłem się do siebie i pomogłem mojej buntowniczce podnieść się z ławki.  W Sali leżały jeszcze dwie kobiety, które wydawały się niezbyt zadowolone z nowego towarzystwa. Spojrzałem na Lilę, ewidentnie miała wszystko w nosie i czekała na moment aż damy jej spokój i pozwolimy zasnąć.  Niestety najpierw czekała nas wizyta w zabiegowym&.

 

 


Znów mam trochę problemów, wybaczcie

Brak komentarzy

Najnowsze wpisy

Miss Nothing Miss Everything 23

 

Coś wam zdradzę

 

Wyznania rudzielca

 

Miss Nothing Miss Everything 22

 

Czas na odwyk

 

Miss Nothing Miss Everything 22

 

Miss Nothing Miss Everything 21

 

Wpis xdmojeopowiadaniaxd

 

Wszystkie wpisy