>
Jeszcze parę miesięcy temu nie chciałam już nigdy więcej nikogo w swoim życiu. Wybrałam samotność. Wiedziałam, że ten, którego imienia już nigdy nie będę wymawiać, osiągnął swój cel - zniszczył moje serce. Moją wrażliwość. Moją emocjonalność. Zniszczył mnie, nie moją siłę, ale moją duszę i wszystko to, co było dawniej we mnie najpiękniejsze. Jedyne, co zostało po moim sercu to jedna wielka dziura. Nie czułam nic, kompletnie nic. Ale tak było mi dobrze, przestałam cierpieć, nic już nie bolało i wiedziałam, że ze względu na wybranie samotności już nigdy boleć nie będzie.
Jednak później coś się we mnie zaczęło zmieniać... Zaczęli zmieniać mnie ludzie, z którymi pracuję, obdarzając mnie tak ogromną serdecznością, pomocą, lojalnością i dobrocią z jaką jeszcze nigdy się nie spotkałam. Ale nie tylko oni, ja sama też zaczęłam siebie zmieniać. Z każdym dniem byłam coraz szczęśliwsza, promieniowałam pozytywną energią, pozbyłam się wszystkich z mojego otoczenia, którzy wysysali ze mnie energię. Cieszyłam się każdym dniem, cieszyłam z najdrobniejszych rzeczy, doceniałam każdą chwilę, każdy gest, każdy uśmiech, każde miłe słowo. Aż pewnego dnia zdałam sobie sprawę z tego, że... jestem gotowa. Jestem gotowa na to, aby jednak kogoś poznać, gotowa na to aby otworzyć się ponownie na drugiego człowieka.
I właśnie wtedy, w tym samym czasie, gdy ja poczułam w sobie gotowość na nową relację, pojawiłeś się Ty. Rycerz kurwa na białym koniu ubrany w czarny kitel. W zasadzie pojawiłeś się już wcześniej, ale dopiero wtedy zacząłeś zwracać na siebie moją uwagę głupimi zaczepkami, żartami, propozycjami pójścia na papierosa. Zaczęłam patrzeć na Ciebie inaczej, przyglądać Ci się, zwracałam uwagę na szczegóły ale nie potrafiłam Cię odczytać. Nie wiedziałam w zasadzie czego ode mnie chcesz, więc puściłam to wolno ciesząć się chwilą i Twoim miłym towarzystwem. Przychodziłam częściej, Ty też zacząłeś przychodzić, szukałam Cię, Ty też zacząłeś mnie szukać. Było tego coraz więcej, więcej i więcej. Aż nagle...
Zdałam sobie sprawę, że moje serce zaczęło znowu bić. Ożyło. Z Twojego powodu. Poczułam coś. Po wielu latach zamrożenia poczułam coś. Totalnie nie wiedzialam co się stało. To uczucie wywróciło cały mój świat do góry nogami. Nie potrafiłam kompletnie się w tym odnaleźć. Myślałam, że umarłam, a dzięki Tobie okazało się, że nadal żyję. To niesamowite, ale jednocześnie przerażające. Nie znam też słów aby wyrazić mój zachwyt tak prostymi rzeczami jak to, że pamiętasz. Zapamiętujesz. Szczegóły. Zwracasz uwagę. Słuchasz. I słyszysz. To niesamowite, jak po takich traumatycznych związkowych przeżyciach docenia się tak drobne rzeczy. Dla mnie one nie są drobne, są kurwa ogromne. Bo to wspaniałe przeczytać wiadomość "powodzenia" gdy wiesz, że czeka mnie coś ważnego. Bo to cudowne widzieć jak przykrywasz mnie kocem na tarasie, bo raz powiedziałam, że jest mi wiecznie zimno. Bo to nie do pomyślenia, że dałeś radę wyłapać z mojego szybkiego trajkotania, że planuję dzisiaj posprzątać samochód i pytasz później, czy dałam radę to ogarnąć. Bo to tak kurewsko wspierające, kiedy życzysz mi miłego dnia w nowej pracy, a później pytasz, jak było, a gdy powiedziałam, że tragicznie, to starasz się mi pomóc znaleźć rozwiązanie tej sytuacji. Bo to aż nie do pomyślenia, że zauważyłeś taką pierdołę jak ta, że zmieniłam obudowę telefonu...
A teraz? Teraz chyba nie potrafię opisać tego, jak się czuję. Jesteś moją pierwszą myślą, gdy się budzę i ostatnią gdy zasypiam. Moje serce zaczyna przyspieszać na Twój widok. Gdy Cię nie ma czuję Twój brak tak mocno, że nie potrafię sobie z tym poradzić. Tęsknię za Tobą każdego dnia. Nie tęskni za Tobą mój umysł, ale moja dusza. Czasami ta tęsknota jest porównywalna do tego, jakbym przeżywała jakieś rozstanie stulecia. Gdy tylko o Tobie pomyślę moje serce i dusza boleśnie się kurczą. Brak Ciebie doprowadza mnie do ruiny. Nie mogę jeść, nie mogę spać, nie mogę funkcjonować. Gdy jestem w pracy szukam Cię wzrokiem nawet wtedy, gdy wiem, że tego dnia Cię w niej nie ma. Ale i tak to robię jakbym miała nadzieję, że nagle się tu pojawisz. Nie mogę czasami nawet swobodnie oddychać. Dosłownie cierpię w milczeniu bo kompletnie nie umiem sobie z tym poradzić ani z sytuacją, jaka jest między nami. No bo właśnie, jaka jest? Nie mam pojęcia na czym stoję. Totalnie grzązki grunt. Czuję się kurwa jak niewidoma. Nie sądziłam, że można tak tęsknić. Tak mocno czuć. Już zapomniałam, że to jest możliwe, a Ty dobitnie mi o tym przypomniałeś. I co ja mam z tym wszystkim zrobić? Bo póki co jedyne co robię, to czekam. Czekam, czekam i czekam. Nie wiem jak mam funkcjonować. Niewiedza mnie zabija.
Chyba się zakochałam... Sprawiłeś, że poczułam coś pierwszy raz od dawna i czasami myślę, że chyba to był błąd...
A może nie...?
Inni zdjęcia: (Bez)sen(s) samysliciel3523.1.26 rena1ch4nDr pleasuremanos_042 adzzzWyśmierzyce - Białobrzegi bluebird11263-OSIELEC, pow. suski, woj. ma manekin1:O milionvoicesinmysoul262-TOPORZYSKO, pow.suski, woj. manekin1258-ZAWOJA, pow. suski, woj. mał manekin1256-KAMIENICA, pow. nyski, woj. manekin1