Photoblog.pl

Załóż konto

The sad diary of ex-ana girl 

2019/06/26   

No one here gets out alive

« następne   poprzednie »
No one here gets out alive

Wróciłam do domu i będę tu jeszcze przez ponad tydzień, potem jadę, bo mam praktyki. No i ogólnie jest całkiem okej, jakoś się zrelaksowałam, zdałam już wszystko co miałam zdać i mam wakacje.

 

W sumie to ostatnio nawet się zaakceptowałam w jakimś stopniu, uznałam że nawet nie ma tragedii, jem co chcę, ale że jest gorąco to nie jakoś dużo, nie liczę kalorii, zapisałam się na siłownię znowu. No i było nawet git, do dzisiaj. Akurat przymierzałam sukienkę, którą kupiłam już jakiś czas temu - zwykła, czarna, obcisła. Trochę nie byłam przekonana, ale zawsze chciałam taką. A nawet jak byłam chuda to takiej nie nosiłam, bo wmawiałam sobie że jestem gruba i źle bym wyglądała. Jak wysłałam zdjęcie koleżankom to powiedziały że super, co mnie w sumie trochę podniosło na duchu, bo ostatnio zauważyłam że jakkolwiek bym nie twierdziła że mam wyjebane, to chyba jednak nie do końca i chyba bardzo zależy mi na akceptacji. I przymierzałam dzisiaj tę sukienkę, po raz 38429, z myślą że może założę ją jutro na imprezę, gdy wbiła, bez pukania oczywiście, moja mama. To spytałam co sądzi. Spojrzała krytycznym wzrokiem i "hmm noo nie wiem, ta góra okej, tylko tutaj jakoś średnio, może jakbyś założyła jakieś rajstopy takie wyszczuplające czy coś". Coś tam odpowiedziałam i sobie poszła. Ja wiem że to się wydaje głupota, powiedziała prawdę, ale to mnie serio złamało. Żadne uwagi nie bolą mnie tak bardzo jak te na temat mojej wagi czy figury, szczególnie ze strony mojej mamy, która, o ironio, wcześniej kazała mi jeść i opierdalała za to że nie jem. Ostatnio też coś mówiła na temat figury takiej dziewczyny, która szła przed nami na procesji w Boże Ciało. Zabolało jak cholera, bo wiem że nigdy nie będę tak wyglądać. Wiem że może wyolbrzymiam, ale wiem też że jutro zjem tylko takie minimum, żeby nie rzygać po wódzie. A rano i tak planowałam iść na siłkę. Znów mam mieszane uczucia co do tego wszystkiego. Już prawie przekonałam samą siebie, że brak widocznych kości i waga w normie wcale nie jest najgorszą rzeczą jaka mogła mnie spotkać.

 

Poza tym jest chujowo ale stabilnie. Czasem tylko jest bardziej smutno, ale jak jestem w domu to jest okej. Zauważyłam, że coraz bardziej przeszkadza mi fakt bycia samemu. Zawsze sobie dobrze radziłam, a ostatnio jakoś samotnie (?) się czuję. Ludzie wokół mnie wchodzą w związki, zrywają, wchodzą w kolejne, a ja trwam w miejscu, trzymając się jakichś moich chorych fantazji i urojeń. Może po prostu potrzebuję dużo uwagi?

Jak po ostatnim egzaminie nawet się nie pożegnałł, tylko poszedł z jakąś laską ze swojej grupy to myślałam że czymś rzucę. Och, nie sądzę żeby byli razem, ja też chodzę czasem z kolegami z grupy na zajęcia, z zajęć, a czasem nawet i po zajęciach i też raczej się do niego nie odzywam, ale jestem po prostu jebaną hipokrytką. I mam wrażenie, że jak moje koleżanki usłyszą jego imię z moich ust po raz kolejny to mi coś zrobią. Ewentualnie jemu.

 

Mam dużo planów na wakacje i to mnie akurat bardzo cieszy.

 

A ludzie mają znacznie poważniejsze problemy niż ja, więc może najwyższy czas przestać wylewać swoje żale w internecie przed obcymi ludźmi, tylko się wziąć w garść?

 

Przepraszam że odpisuję na wiadomości prywatne po dwóch miesiącach. Po prostu mnie tu nie było.

 

Jak byłam mała myślałam, że w wieku 20 lat jest się dorosłym.

https://youtu.be/CbyZSEZaCg0

Brak komentarzy

Najnowsze wpisy

No one here gets out alive

 

Big city nights

 

 Crash diet of reds n' ludes