Gdzie on jest?! - rozległ sie potężny glos, odbijający sie w tronowej sali - musze przecież wiedzieć co szykują moi wrogowie!
Z cienia wyłoniła sie postać ubrana w szaty kapłańskie z kapturem zaciągniętym tak, iż zasłaniał twarz postaci. Nawet ubrana w szaty wyglądała na smukłą,niemal ze wychudzona. Zbliżyła sie do tronu, wydawało sie jakby sunęła kilka centymetrów nad ziemia. Spod kaptura dobiegł glos, brzmiący jak tysiące łkających dusz.
- Wzywałeś mnie Panie, wiec stawiam sie przed Twym obliczem.
- Ile na Ciebie można czekać proroku, nie chcesz chyba bym sie na Ciebie zezłościł! Teraz mów!!
Zakapturzona postać spojrzała na swego Pana, na pewno nie chciał z nim zadzierać. Był on potężnym władca, jego moc była wyczuwalna w całej sali. Wielu potężnych wojowników próbowało obalić juz jego tyranie, jednakże nie udawało im sie to, to tez za sprawa zakapturzonej postaci i jej umiejętności snuwidzenia. Dzięki swym proroczym snom jego Pan wiedział co planują jego wrogowie. Teraz tez wezwał go by dowidzieć sie co planuje jego kolejny przeciwnik. Jednakże tym razem snywidzący nie miał dla niego dobrych wiadomości i wiedział, iż będzie to miało potworne skutki.
- Czekam !! - ryknął władca. Snywidzący spojrzał w oczy tyrana i ogarną go lek, jednak musiał wypełnić swe przeznaczenie.
- Panie, Ty który jesteś tak potężny, iż nie ma dla Ciebie imienia, zagościłeś w mym proroczym śnie - w tym momencie snywidzący urwał, przeraziło go to co miało zaraz nastąpić.
- No mów wreszcie, co ujrzałeś w swym śnie !!
- W mym śnie widziałem Ciebie Panie i nowego śmiałka, którego zwą Filifar. Stoczyliście wielka walkę - złapał oddech. Teraz wypełni sie jego przeznaczenie, które ujrzał w jednym z proroczych snów - Po walce ujzalem wygranego siedzącego na tronie ... i nie byleś to Ty Panie.
- CO !!?? - ryk Bezimiennego wstrząsną cala sala, a snywidzący znalazł się dziesięć stop dalej, porażony mocą Bezimiennego - Zapłacisz mi za to kłamstwo!
Snywidzący próbował odpełznąć w stronę wyjścia, jednak w mgnieniu oka Bezimienny znalazł sie tuz przy nim, chwycił go i cisnął w ścianę z wielka siła. Snywidzący poczół jak jego kości pękają. Bezimienny zlapał go jeszcze raz i cisną nim przez cala sale tronowa, aż pod wejście. Ból ogarnął cale ciało proroka, zaczął wyć z bólu.
- Ty, który widzisz przyszłość w swych snach, zwany snywidzącym zginiesz za to kłamstwo w potwornych męczarniach! - Wrota do sali tronowej otwarły sie i wkroczyli zamkowi strażnicy - Zabrać mi to ścierwo i wywalić na śmietnik, juz nie będzie z niego pożytku!!
Strażnicy wykonali rozkaz Bezimiennego. Snywidzący leżał bez ruchu, wiedział iż jego żywot dokończy sie niebawem, stracił dużo krwi, jego oczy zaszły mglą. Z tej mgły ujrzał wyłaniający sie zarys postaci, nie dostrzegł kto to, usłyszał tylko: „Co my tu mamy?”
Koszmary przepełniły jego umysł. Kolejny proroczy sen, sen śmierci. Widział w nim jak przez mgłę dwie postacie i zdania wyrwane z rozmów i dziwne odgłosy:”podaj narzędzia”, ”może ta cześć będzie pasować”, ”twarz da sie cala uratować”, ”ciało przyjęło metal”, ”teraz jest nasz”.
Nagle sen zniknął, w jego umyśle panowała ciemność, potworna ciemność. Nagle usłyszał głos z oddali - Chodź tu! Wraca do żywych! - jego umysł rozjaśniał sie, wtem potworna światłość. Zdał sobie sprawę, iż otworzył oczy, czul sie dziwnie, czół sie dobrze, czół sie silny jak nigdy przedtem.
- Witaj wśród półżywych - rozległ sie glos z boku, dość przyjemny - spokojnie, zaraz Twoje oczy sie przyzwyczaja do światła - zaczął coraz lepiej widzieć. Ujrzał dwie postacie stojące nad nim. Gdy wzrok sie przyzwyczaił, dostrzegł iż nie są to zwykle postacie... metal błyszczał z ich ciał. - Witaj wśród żywych - powtórzyła postać.
Snywidzący próbował się podnieść, poczół cos dziwnego. Gdy spojrzał na siebie zobaczył, iż jego ręce nie są już ludzkie lecz mechaniczne, jego prawa noga też.
- Trochę Cie udoskonaliliśmy, wymagało to byś dalej mogł istnieć - odezwała sie druga postać - Teraz jesteś jednym z nas, Cyborgiem.
- Cyborg.- pomyślał snywidzącym, po czym rzekł do postaci - Kim jesteście ?
- Przyjaciółmi - rzekła pierwsza postać - mnie zwą Immortal, a to jest Seboth - druga postać skinęła głową.
- Ja jestem... - urwał, nie mógł im tego powiedzieć, przecież to dzięki niemu tyran ządził miastem, przez tak długi czas.
- Wiemy zwą Cie snywidzącym. - powiedział Immortal - służyłeś Bezimiennemu, a teraz będziesz służył mi i ImmortalFraction! Snywidzący witaj w naszych szeregach.
- Uratowaliście mnie i będę wam służył. Jednak nie będę juz zwany snywidzącym lecz mym prawdziwym imieniem...Nym!
To tak bo mi sie mudzilo i cos trzeba bylo napisac...