Photoblog.pl

Załóż konto

upadki i wzloty... 

2016/10/10   

kwiecień 2008

« następne   poprzednie »
kwiecień 2008

Moje małe brzydkie kaczątko.

 

Miałam 12lat, on ledwo ponad 3. Kupiony jako "wstępnie zajeżdżony" ogierek. Wstępnie zajeżdżony czyli, jak się potem okazało, można było go osiodłać, postępować i pokłusować po kole. Ja byłam w trakcie nauki od roku. Czyli generalnie dajcie dziecku młodego konia (kucyka! z kucykami jest łatwiej, prawda? :>) i niech sobie radzi.

Nie radziłam sobie. Jak dziś pamiętam te jazdy ze łzami bezsilności, że koń nie chce robić tego, czy tamtego. I że wszystkiego się bał. Pamiętam też te piękne loty, które mi zafundował, złamaną rękę, rozwalony nos, potłuczoną głowę i kręgosłup.

Ale razem się uczyliśmy. Obserwowałam, czytałam, próbowałam. Lonża, zabawy z ziemi, pseudonaturalne metody, odczulanie, zaczęliśmy się słuchać nawzajem, tak myślę. Cieszyła mnie każda drobnostka, najmniejszy krok do przodu. Takie nastawienie przełożyło się na postępy z siodła. Zaczęło nam sprawiać to prawdziwą przyjemność.

Pamiętam pierwsze skoki z Sylwią. Boże, jaka to była satysfakcja, kiedy oderwaliśmy się od ziemi na 60cm. A w późniejsze 105cm nie wierzyłam.

I to wstawanie o 4 rano w wakacje, żeby pojeździc, bo potem upał, owady. Albo żeby tylko porobić zdjęcia, uwielbiałam te wschody słońca. Malowanie i składanie przeszkód. Spanie w stajni z Magdą. 

Przeżyłam całą masę cudownych chwil dzięki temu zwierzakowi i nie wyobrażam sobie lepszego czasu gimbazy.

 

Co do samej jazdy - jasne, że gdyby koń miał dobrego jeźdzca na start albo gdyby czuwał nad nami trener, wyglądałoby to inaczej, nie popełniłabym błędów, które zapewne popełniłam i ogarnięcie się nie zajęłoby nam tyle czasu. Ale mordowaliśmy się z tym sami i dzięki temu mam poczucie, że każda zmiana na lepsze była tylko i wyłącznie NASZA. 

Nie żałuję niczego. Niczego bym nie zmieniła. I jestem wdzięczna rodzicom za tę możliwość, a przede wszystkim, za to, że kupiliśmy właśnie Teksasa. Nie żadnego innego - ładniejszego i pewnie bardziej ogarniętego kucyka, choć pojawiały się takie propozycje z ich strony.

 

Nasza przygoda zakończyła się kiedy zamieszkałam w Lublinie, idąc do liceum. Za nic w świecie nie chciałam go sprzedać, został w domu. Potem zdecydowałam się na dzierżawę, bo uważałam, że koń po prostu się marnuje i tak będzie lepiej. Miałam czuja :)))

Maja i Teksas stworzyli wspaniałą parę, a każdy ich sukces sprawiał mi ogromną radość. Mnóstwo pracy, czasu, wyrzeczeń, ale... to dopiero były postępy!!!!! Zresztą potwierdzi to każdy, kto obserwował tę dwójkę. Ja jestem pełna podziwu.

U mnie zmienił się z osiołka na konia. Maja zrobiła z niego pro konia sportowego. Wciąż tak samo kochanego.

 

 

Teksas dziś pojechał dziś do nowej stajni. Do nowych właścicieli.

I choć ostatnie 3,5 roku spędził z Majką, rzadko go widywałam i jestem daleko, to zdecydowanie nie jest to najłatwiejszy dzień. Coś definitywnie się skończyło. Są za to wspomnienia i cała masa zdjęć, przez które będę się przekopywać i pewnie nieraz wrzucać je tutaj z łezką w oku. W końcu to fotoblog Tesława. Nasz.

 

 

Trzymać mocno kciuki za tego siwusa!

 

 

 

 

2 komentarze
fotografiaspodkopyt  - 10/10/2016 16:30:26
Siwcio przeobraził się we wspaniałego konia, pogratulować. Co do sprzedaży, wiem co się wtedy czuje, sprzedałam swojego araba niedaleko od Stw, ale było mi niezmiernie smutno przez jakiś czas. Potem nie żałowałam, nie wolno, niech się chowa jeszcze lepiej u nowej właścicielki.
teslaw - 10/10/2016 22:44:46
dokładnie! dzięki :)))

Najnowsze wpisy

kwiecień 2008

10/10/2016 14:06:00

Wpis teslaw

08/08/2016 14:26:05

Wpis teslaw

04/05/2016 11:48:06

Wpis teslaw

23/01/2016 11:19:45

Wpis teslaw

22/09/2015 16:49:31

Wpis teslaw

05/08/2015 20:07:12

Wpis teslaw

27/07/2015 15:49:42

Wpis teslaw

27/07/2015 10:23:12

Wszystkie wpisy