Photoblog.pl

Załóż konto
Dodane 8 LUTEGO 2021 ze strony mobilnej
Wyświetleń: 570

Pamiętam jak jeszcze nie tak dawno, przed zagłębieniem się w zmianę swojego wnętrza- kurczowo trzymałam się tego, co przynosiło

 

mi szczęście i jakieś poczucie ulgi. To dotyczyło ludzi i rzeczy materialnych. Za nic w świecie nie wyobrażałam sobie momentu, w

 

którym mogłabym to wszystko stracić. Mam wrażenie, że moim największym paliwem  była obecność drugiego człowieka i

 

to właśnie bez niej nie mogłam sobie wyobrazić swojego życia. Bałam się, że kiedy kogoś stracę, to zabierze mi wszystko, co

 

najpiękniejsze. Byłam osobą uzależnioną od "posiadania" kogoś. I na tamten moment nie widziałam w tym niczego, co mogłoby mi

 

jakoś przeszkadzać. Wręcz cieszyłam się z tego, że potrafię dzielić się sobą z kimś innym. Teraz wiem jak ogromny błąd popełniłam i

 

jak bardzo nie rozumiałam tego, czego tak naprawdę potrzebuję i pragnę. A najzwyczajniej w świecie chciałam odnaleźć swoją

 

wewnętrzną siłę i światełko w tunelu, że sama mogę dać sobie szczęście. Pracowałam nad tym przez długi czas. Rozpracowałam

 

wszelkie mechanizmy, które powodowały, że nie potrafiłam pokochać siebie i tego, co mogę sobie dać jako kobieta. Musiałam

 

zrozumieć, że pewność siebie nie jest objawem narcyzmu, a moja niezależność to część mojej kobiecości. Że tak naprawdę "być", to

 

"kochać", ale kochać w zdrowym znaczeniu. Nie zatrzymywać, nie chować, nie zamykać. To po prostu dać przestrzeń i wolność, której

 

definicji nie znałam. Że bycie szczęśliwym nie jest zależne od tego, czy ktoś jest. Że przecież wystarczy, że to ja jestem, dla siebie. Że

 

wiem, że dam radę bez względu na wszystko. Bez względu na trudności, które czyhają za rogiem. To świadomość, że nikt nie musi

 

mnie wybrać. Ale, że to ja mogę dokonać wyboru i w pewnym momencie powiedzieć "tak, to Ciebie wybieram jako człowieka". Nie

 

zastanawiając się i nie bojąc się odrzucenia.

 

Być świadomym samego siebie i ufać sobie, to jedno z najpiękniejszych osiągnięć. Mieć tą pewność, że jest się wystarczającym. Że nie

 

muszę robić czegoś, czego w danym momencie po prostu nie czuję. Że przysięgam sobie dożywotnią miłość i przywilej zaopiekowania

 

się sobą. Bo nikt nie zrobi tego lepiej ode mnie.

 

Co nie znaczy, że nie chcę nikomu pokazać cząstki mojego świata. Wręcz przeciwnie. Chcę dzielić się moim światem i podarować

 

komuś wszystko, co mam najlepszego. Pewność, że jesteśmy szczęśliwi bez względu na to, czy jesteśmy obok siebie, czy nie. Dać

 

komuś te pewność "jestem, bo Ty jesteś", ale nie uzależniając się od niego. Tak po prostu, na luzie- być. Z miłości, a nie z przymusu i z

 

bojaźni. Z miłości i dla miłości.

 

Jonathan Roy - Keeping Me Alive (Live Acoustic Performance) - YouTube