>
Wczoraj przeszłam zabieg usunięcia dolnej ósemki i dziś czuję się, jakbym była jednocześnie na przymusowych wakacjach i w lekkim zawieszeniu. Z jednej strony naprawdę cieszę się, że mam całkowicie uzasadniony powód, żeby nic nie robić. Żadnego biegania, żadnego sprzątania, żadnych ambitnych planów - tylko odpoczynek, koc, herbata i spokój. Brzmi jak luksus, prawda? I w pewnym sensie nim jest. Organizm sam daje mi sygnał: zwolnij, usiądź, poleż, daj sobie czas.
Z drugiej strony... no właśnie. Pogoda dzisiaj jest niemal idealna. Słońce świeci tak zachęcająco, powietrze wydaje się lekkie, a ja mam ogromną ochotę wyjść na długi spacer. Taki bez pośpiechu, z muzyką w słuchawkach albo w zupełnej ciszy, tylko ja i moje myśli. Czuję lekką frustrację, bo wiem, że to nie jest najlepszy moment na takie przyjemności. Każdy krok więcej, każde nadmierne zmęczenie mogłoby tylko pogorszyć gojenie, a tego zdecydowanie chcę uniknąć.
Muszę więc uzbroić się w cierpliwość. To chyba najtrudniejsza część całej tej sytuacji. Nie sam zabieg - bo ten, choć nieprzyjemny, był do przeżycia - ale właśnie to "po". Ten czas, kiedy trzeba się pilnować, nie przeciążać, nie kombinować. Rana musi się spokojnie zregenerować, a ja muszę dać jej do tego odpowiednie warunki. Bez przyspieszania, bez skrótów.
Dziś więc uczę się odpoczywać bez poczucia winy. To dla mnie ciekawe doświadczenie, bo zazwyczaj trudno mi po prostu... nic nie robić. A teraz mam oficjalne pozwolenie na bycie leniwą. I może właśnie tego potrzebowałam? Może ten zabieg to nie tylko kwestia zdrowia, ale też lekcja zatrzymania się na chwilę.
Przyznam jednak, że zmęczenie po wczorajszym dniu jest spore. Czuję je w całym ciele, nie tylko w miejscu po usuniętym zębie. To takie ogólne wyczerpanie, które przypomina mi, że organizm naprawdę wykonał dużą pracę. Dlatego nawet myśl o kolejnej ekstrakcji wydaje się teraz kompletnie nierealna. Wiem, że przede mną jeszcze jedna ósemka do usunięcia, ale na ten moment nie wyobrażam sobie powtórki. Muszę najpierw wrócić do pełni sił.
Najważniejsze teraz to zadbać o to, żeby wszystko ładnie się zagoiło. Trzymam się zaleceń, pilnuję, żeby nie przesadzić z aktywnością, staram się jeść ostrożnie i dawać sobie tyle odpoczynku, ile potrzebuję. Trochę to monotonne, ale wiem, że to inwestycja w spokój później.
Za tydzień czeka mnie zdjęcie szwów i to jest dla mnie taki mały punkt na horyzoncie. Coś, co wyznacza koniec tego etapu. Mam nadzieję, że wtedy będę już mogła wrócić do normalnego funkcjonowania, a może nawet wybrać się na ten upragniony spacer. Taki naprawdę długi, bez ograniczeń i bez zastanawiania się, czy robię za dużo.
Na razie jednak pozostaje mi cierpliwość. I może to wcale nie jest takie złe. Może właśnie w takich momentach uczę się słuchać siebie bardziej uważnie. Nawet jeśli oznacza to rezygnację z pięknej pogody za oknem - przynajmniej na kilka dni.
Tylko obserwowani przez użytkownika sobiepotrzebni
mogą komentować na tym fotoblogu.
Inni zdjęcia: 43 elbee1870 akcentovaJa ns3516.6.26 rena1ch4n:* pattusia91gd;) pattusia91gd:* pattusia91gd:* pattusia91gdJa pattusia91gd;) pattusia91gd