>
Czasem łapię się na tym, jak niewiele potrzeba, żeby poczuć pełnię szczęścia - i jak równie niewiele potrafi to szczęście skutecznie zakłócić. Gdyby nie ten nieszczęsny, bolący ząb i gdyby nie moja obolała stopa, powiedziałabym bez wahania, że jestem jedną z najszczęśliwszych osób na świecie.
Naprawdę. Mam wszystko, czego mogłabym sobie życzyć.
Mam cudownego Męża - człowieka, który potrafi mnie rozśmieszyć nawet wtedy, gdy siedzę skrzywiona z bólu i marzę tylko o tym, żeby przestało pulsować w szczęce. Jego cierpliwość i ciepło są czymś, co wciąż mnie zaskakuje. Każdego dnia przypomina mi, jak wielkim szczęściem jest mieć obok siebie kogoś, kto po prostu jest - bez warunków, bez oczekiwań, z troską i uważnością.
Mam też Mamę. Niezastąpioną, oddaną, zawsze gotową wysłuchać, doradzić albo po prostu być blisko. Czasem myślę, że jej obecność to coś, co daje mi niewidzialną siłę - taką, która pozwala przetrwać nawet te bardziej uciążliwe dni. Bo przecież każdy je ma, prawda?
I właśnie w takich dniach najbardziej odczuwam ten kontrast. Bo z jednej strony moje życie jest naprawdę dobre, spokojne, pełne miłości. A z drugiej - wystarczy jeden krnąbrny trzonowiec, żeby odebrać mi połowę energii i chęci do czegokolwiek.
Ten ząb to już niemal osobna historia. Leczenie ciągnie się w nieskończoność. Wizyty, kontrole, kolejne etapy, a ja mam wrażenie, że końca nie widać. Najbardziej frustrujące jest to, że nie mogę po prostu zamknąć tego rozdziału i odetchnąć. Marzę o tym dniu, kiedy wyjdę od dentysty i pomyślę: "to już, mam to za sobą". Bez bólu, bez stresu, bez tej ciągłej niepewności.
Jakby tego było mało, moja stopa postanowiła dołożyć swoje trzy grosze. Ból nie jest może nie do zniesienia, ale jest uporczywy. Taki, który przypomina o sobie przy każdym kroku. A przecież ja tak bardzo lubię chodzić.
Spacerowanie to dla mnie coś więcej niż ruch. To moment, w którym mogę odetchnąć i na chwilę zwolnić, nawet jeśli nie jestem sama. Najczęściej chodzę razem z Radkiem i bardzo to lubię - jego obecność daje mi spokój i poczucie bezpieczeństwa. Nawet teraz, mimo bólu, staram się nie rezygnować. Idziemy wolniej, uważniej, czasem krócej - ale idziemy. Bo wiem, że to mi pomaga. Nie tylko fizycznie, ale i psychicznie.
Czasem podczas tych spacerów myślę o tym, jak łatwo jest skupić się na tym, co boli. Jak szybko potrafimy zapomnieć o tym, co mamy, gdy coś zaczyna przeszkadzać. A przecież, gdy spojrzę na swoje życie z dystansu, widzę wyraźnie - niczego mi nie brakuje do szczęścia.
Mam miłość. Mam wsparcie. Mam ludzi, którzy są obok.
Pozostaje tylko przetrwać ten etap. Wyleczyć ząb. Dać stopie czas na regenerację. I nauczyć się jeszcze lepiej doceniać te momenty, kiedy wszystko jest po prostu... w porządku.
Bo wiem, że kiedy ten ból minie, moje szczęście nie stanie się większe. Ono już tu jest. Po prostu łatwiej będzie je wtedy poczuć - bez przeszkadzających, pulsujących przypomnień, że ciało też potrafi mieć swoje zdanie.
A na razie? Oddycham, uśmiecham się mimo wszystko i idę na kolejny spacer. Nawet jeśli trochę kuśtykając.
Tylko obserwowani przez użytkownika sobiepotrzebni
mogą komentować na tym fotoblogu.
Inni zdjęcia: 43 elbee1870 akcentovaJa ns3516.6.26 rena1ch4n:* pattusia91gd;) pattusia91gd:* pattusia91gd:* pattusia91gdJa pattusia91gd;) pattusia91gd