>
Noszę w sobie wieczór,
który nigdy się nie kończy -
rozciągnięty między oddechem
a myślą, której nie chcę nazwać.
Światło omija moje dłonie,
jakby znało ich historię,
jakby wiedziało,
że nie potrafię już zatrzymywać.
Słowa układają się we mnie powoli,
jak krople spadające do wnętrza studni,
każda brzmi głucho,
każda znika bez echa.
Czas płynie obok,
nie dotykając tego, co boli -
jak obcy, który nie chce patrzeć.
Czasem próbuję być lżejsza,
odkładać smutek na bok,
jak niepotrzebny przedmiot,
ale on wraca - cierpliwy, znajomy.
Jestem pełna ciszy,
która zna wszystkie moje imiona,
i żadnego nie wypowiada.
Tylko obserwowani przez użytkownika sobiepotrzebni
mogą komentować na tym fotoblogu.