>
Układam wspomnienia wzdłuż parapetu,
jakby mogły ogrzać się światłem,
którego już nie ma.
Niektóre z nich oddychają cicho,
jak zasypiające dzieci -
boję się je obudzić,
bo mogłyby odejść na zawsze.
Pamiętam więcej, niż powinnam,
każdy gest ma swoje echo,
każde słowo -cień,
który wraca, kiedy zamykam oczy.
Dni były wtedy miękkie,
jakby czas miał w sobie zgodę,
a nie tylko ruch do przodu.
Teraz dotykam przeszłości przez szkło,
chłodne, nieprzeniknione -
i widzę siebie po drugiej stronie,
jeszcze całą, jeszcze obecną.
Czasem próbuję powiedzieć do niej coś,
ale głos grzęźnie w teraźniejszości,
i zostaje tylko milczenie,
które zna mnie lepiej niż ja sama.
Tylko obserwowani przez użytkownika sobiepotrzebni
mogą komentować na tym fotoblogu.