>
Noszę w sobie tamte poranki,
jak zasuszone liście w książce -
kruche, ciche,
gotowe rozsypać się przy dotyku.
Świat był wtedy bliżej,
miał smak niedopowiedzianych słów
i ciepło, które nie pytało o przyszłość.
Twoje imię brzmiało jak obietnica,
której nie trzeba było rozumieć.
Dziś uczę się ciszy na nowo,
składam ją w zdania bez końca,
jakby mogły coś ocalić.
Czas przecieka przez palce,
nie zatrzymuje się już przy mnie -
tylko mija, obojętny,
jak ktoś, kto kiedyś znał mój śmiech.
Czasem jeszcze wracam
do drzwi, których nie ma,
i pukam w przestrzeń,
która nie pamięta mojego głosu.
A jednak słucham -
jakby przeszłość mogła odpowiedzieć.
Tylko obserwowani przez użytkownika sobiepotrzebni
mogą komentować na tym fotoblogu.