>
Zbieram z podłogi cienie dawnych dni,
jakby były rozsypanym szkłem -
nie skaleczyć się,
a jednak poczuć.
Pamiętam zapach jabłek,
zbyt dojrzałych, żeby je zatrzymać.
Czas wtedy nie miał zegarka,
tylko oddech -
spokojny, równy, jak Twoje dłonie.
Teraz wszystko liczy się w stratach:
ile światła uciekło przez okna,
ile słów nie zdążyło się wydarzyć.
Czasem wracam tam,
gdzie śmiech był prosty,
a milczenie nie bolało.
Siadam na schodach wspomnień,
i udaję, że jeszcze ktoś otworzy drzwi.
Ale przeszłość nie zna mojego imienia.
Odpowiada tylko echem,
które brzmi jak obietnica -
i jak jej brak.
Tylko obserwowani przez użytkownika sobiepotrzebni
mogą komentować na tym fotoblogu.