>
Czekanie o smaku rdzy
Niosę w sobie pokój bez drzwi,
gdzie echo ma twarz
i patrzy na mnie
z moich własnych oczu.
Układam ciszę na podłodze
jak rozbite szkło,
ostrożnie, żeby nie przypomnieć sobie
twojego imienia.
Moje serce chodzi boso
po zimnych korytarzach nocy,
szukając ciepła,
które dawno przestało istnieć.
Zasypiam w połowie myśli,
bo druga połowa zawsze wraca do ciebie
i nie chce się zgubić
w żadnym śnie.
Czekanie ma smak rdzy,
zostaje na języku
jak słowa, których nie powiedziałam
i już nie powiem.
Jestem cieniem własnych dłoni,
próbuję się objąć,
ale zawsze trafiam
na pustkę.
Tylko obserwowani przez użytkownika sobiepotrzebni
mogą komentować na tym fotoblogu.